moja galeria – Czarna Pantera i noc świetlików

Miałam bardzo ciężki okres ostatnio. Jednak nie byłam pozostawiona sama sobie. Oprócz wielu z Was, którzy wspierali mnie cieplymi słowami i swoją obecnością, byla jeszcze ona – czarna pantera.
Dosłownie miałam wrażenie jakby chodziła za mną przypominając mi z jednej strony, że każda trudna sytuacja to jedynie doświadczenie, które jest szansą i możliwością. Na to by nauczyć się coś ważnego. Na to by rozpoznać bardziej samą siebie. I wreszcie na to by mnie wzmocnić. Z drugiej strony pantera pokazała mi też, że jestem w takim momencie ważnych prób dla mnie. To jakby ostatnie sprawdziany przed wskoczeniem na inny lewel.
No i jakoś tak jej obecność naprawdę dodała mi sił. Pomogla się wyciszyć, zrewitalizować, trudne chwile zamienić na coś konstruktywnego.
Musiałam ją namalować.
Ale ten obraz nie mógł powstać na czystym białym płótnie. Bo pantera miała dla mnie wyraźny przekaz. A poza tym, mimo że to nie ta pora roku, nie przyszła sama. Przybyła w towarzystwie świetlików.
Zatem wzięłam stary obraz ze świetlikami. Posiedzialam sobie z nim. I powitałam panterę. Wyłonila się jakby sama. Obraz ze świetlikami zamienił się w obraz ze świetlikami i panterą…
‚Czarna Pantera i noc świetlików” (2018), akryl na plótnie, 60 x 80 cm

moja galeria – Sroka

Sroka… Tak jakoś sie pchała i pchała i chociaż zaczynając malując obraz, tło najpierw, jeszcze w ogóle nie wiedziałam co pojawi się potem, to jednak sroczka się upomniała o uwagę.

„Sroka” (2018), akryl na plótnie, 50 x 70 cm

Przeczytałam sobie dziś, co jakiś czas temu napisałam o mocy sroki i zadziwłam sie jak bardzo to się wpasowało do wczorajszej lekcji o wdzięczności (robię akurat kurs u Ewelinki Stepnickiej i jest tam taka lekcja).
Dla mnie sroka to taki ptak, który bardzo fajnie symbolizuje naszą dusze. Mam na myśli to, że każdy z nas zna przecież sroki, bo żyją tak blisko nas i aby je spotkać nie trzeba się udawać na jakieś specjalne łono natury. A mimo to, chociaż spotyka się je na codzień, nie zawsze dostrzega ich piękno, ich cudowność, ich niezwykłą mądrość. Sroki wrzeszczą za oknem i czasem ich skrzek wręcz denerwuje. A to prawie tak samo jak nasza dusza, która woła i woła do nas, a my czasem jak te dupki, nie chcemy jej słuchać. No i te biało czarne piórka. Tak naprawdę to tylko sie wydaje, że sroki sa biało-czarne. Bo jeśli się im uważnie przyjrzymy, to zobaczymy, że ich czarne piórka mienią się opalizująco na szmaragdowo czy szafirowo. Czyż nie jest dokładnie tak samo w tych naszych cierpieniach, trudnościach i tym wszystkim co postrzegamy jako ciemne strony życia. Tam też kryją sie takie szmaragdowo -szafirowe skarby.

moja galeria – Sójeczka

„Sójeczka” (2017), akryl na płótnie, 50 x 80 cm

Modelką do tego obrazu była mi sójeczxka sfotografowana przez Zdzisia Olejniczak. Zdjęcie niezwykle cudowne, zachwyciło mnie totalnie. A potem, juz w trakcie malowania sójeczka już sama pojawiła się tuż obok mnie. Takie moje szamańskie z nią spotkanie. I nawet sójkowe piórka w tym czasie do mnie trafiły.

moja galeria – Flamingowe motyle

„Flamingowe motyle” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Ten flaming siedział mi już w głowie i domagał się urzeczywistnienia od jakiegoś czasu. Ale z różnych dziwnych powodów wciąż odkładałam płótno z namalowanym jedynie tłem za szafę. I dopiero teraz przy okazji warsztatu kolorowych motyli przyleciały do mnie całą chmarą też te różowe motyle i całość mogła się wreszcie stać. Późnym wieczorem wczoraj zasiadłam więc do malowania.

moja galeria – Leśna świątynia

„Leśna świątynia” (2016), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Powstanie tego obrazu zadziwia nawet mnie samą. I aż brakuje mi słów by jakoś składnie to opisać.

Zwykle, kiedy mam coś namalować, wizja obrazu dojrzewa we mnie powoli. Rodzi się raczej cichutko w mojej duszy i stopniowo jakby mnie wypełnia. Tym razem było jednak zupełnie inaczej.

Od poniedziałku z powodu wielkiej budowy na osiedlu mieliśmy nieco problemy z wodą i właściwie nie chciałam w tym tygodniu malować. Pomyślałam sobie, iż nadrobię czytanie. Wszak tyle zaczętych książek leży mi stoliku nocnym i chyba już nawet zatęskniłam za tymi lekturami. Już w nocy jednak poczułam jakiś silny impuls. Tak jakby coś wewnątrz mnie pchało mnie do tego malowania. No to wyciągnęłam rano we wtorek sztalugi, wyciągnęłam farby i tak całkiem na spokojnie zaczęłam sobie malować. Nie umiem nawet tego opowiedzieć, ale to co się zaczęło wyłaniać spod pędzla samą mnie zachwycało. Te kolory, te światło. I z każdym kolejnym szczegółem na obrazie czułam w sobie więcej spokoju, więcej ciszy, więcej radości, takiej harmonii. I tak we wtorek powstala „Leśnia świątynia”. Ale obraz wciąż nie był gotowy, leśna światynia choć wypełniona światłem dopiero czekała na swojego najważniejszego gościa. I wcale najpierw nie wiedziałam kim on będzie. Dopiero wieczorem nagle przyszła mi do głowy ta myśl, że to musi być jeleń. Czemu jeleń? – dziwiłam się. Nic mnie prędzej nie ciągnęło do żadnych jeleni. Skąd więc ten jeleń mi się nagle wział? – pytałam sama siebie. I wtedy od razu pojawiła mi się w myślach Małgosia. Tak jakby jej dusza znalazła połączenie z moją. Przecież jeszcze kilka dni temu nawet nie wiedziałam o istnieniu Małgosi. Poznałyśmy się za pośrednictwem Kolorowych Motyli zaledwie dwa dni wcześniej. I gdzieś tam w rozmowie Małgosia wspomniała, że czuje przy sobie jelenia. I teraz kiedy w tej mojej wizji ukazał się jeleń, to po prostu musiałam myśleć właśnie o niej.

To bylo we wtorek wieczorem.

A w środę zaginął nam Oli.

W mojej desperacji i bezsilności, napisałam w czwartek rano w grupie kolorowe motyle krótki wpis o tym, prosząc o duchowe wsparcie. Ze wszystkich dziewczyn na priw wtedy od razu napisała do mnie właśnie … Małgosia. Oczywiście wspierała mnie jeszcze przez cały czas moja Przyjaciółka Kasia, ale to właśnie Małgosia pomogła mi spojrzeć na tę sytuację też nieco z szerszej perspektywy, jakby z perspektywy naszych (mojej i Olivera) duszy. Jestem wdzięczna bardzo za duchowe wsparcie w ten ciężki dla mnie czas zarówno Kasi, jak i wszystkim innym dobrym duszyczkom. Małgosi również, bo wspierała nas ona bardzo swoją energią. Przy okazji okazuje się, iż ma niezwykłe wręcz zdolności połaczenia się, gdyż odczuła fizycznie coś, o czym wtedy nie mogła wiedzieć (może będzie chciała sama o tym opowiedzieć). Ja jednak wiedziałam już dlaczego dwa dni prędzej tak silnie poczułam właśnie energię Małgosi. Wygląda na to, że już wtedy połączył nas jej jeleń w leśniej światyni. Dla mnie jest to potwierdzeniem na to, że dzieją się cuda. Dziękuję Małgosiu.

moja galeria – Dobrej nocy

„Dobrej nocy” (2016), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Nie miałam wczoraj w planach malowania, ale przyszła Kasia, więc żeby przy gadaniu bardziej produktywnie spożytkować czas, wyciągnęłam cały mój malarski majdan. Całkiem spontanicznie zdecydowałam, że będę malować sowy. Akurat miałam trzy wolne płótna, więc na dobry początek pomalowałam sobie tła. Pomysł na to jakie to mają być sowy jeszcze mi się nie wyklarował. No i tak w sumie się zaczęło…

Jak Kasia już poszła, mogłam trochę sie skupić w sobie. I niby chciałam robić coś innego, może trochę poczytać, ale jakoś nie potrafiłam już przestać. I tak w nocy już do mnie zawitała pierwsza sowa i nocą ją uchyciłam.

moja galeria – Bawół

„Bawół” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Namalowałam ten obraz dla Kacpra, syna Moniczki. Malowanie go było niezwykle kojące, bo taka też jest energia Kacpra, którą mogłam odczuć.

Kiedy maluję obraz dla kogoś, to nie jest to takie zwykłe malowanie. Jest to swego rodzaju medytacja, połączenie z energią tej danej osoby, czasem przygoda, czasem wyzwanie, ale zawsze duchowe spotkanie. Malowanie obrazu dla Kacpra było dla mnie kolejnym bardzo pięknym spotkaniem.

moja galeria – Przenikanie Miłości

„Przenikanie Miłości” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Kilka dni temu złapała mnie znowu ogromna chęć na malowanie. Ot,wręcz rozpierało mnie od środka. Tym bardziej, że z powodów zdrowotnych byłam tymczasowo ograniczona jeśli chodzi o jakąś inną większą aktywność. Wibrowała mi w sercu i w głowie cała gama barw i chciałam je jakoś pędzlem przelać na płótno, Tyle,że wciąż nie miałam farb. W koszyczku pozostały same resztki, głównie odcienie niebieskiego. I jak to tak malować? Ale jak nie malować? I ani się obejrzałam, a wykluły mi się znowu łabądki. I dziwne, koślawe mandale.

moja galeria – Biały smok

Obraz malowany na zamówienie. Miał być smok. I miałam malować to co czuję. I tyle. Zawsze staram sie malować obrazy tak jak czuję. I nawet taki obraz ze smokiem można przecież namalować na tysiące sposobów, a jednak od razu wiedziałam w jakich kolorach będzie ten dla Pauliny. Przyznaję, że malowanie go było dla mnie wyzwaniem. Pierwotnie miałam wizję aby namalować tam jeszcze samą Paulinę, ale w trakcie naszły mnie wątpliwości. A potem intuicyjnie wyczułam, iż obraz powinien zostać taki jaki jest, trochę jakby nie dopowiedziany do końca.

moja galeria – Król lew

„Król lew” (2015), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Dodałam tutaj tą piosenkę, bo doskonale pasuje do mojego obrazu. Te falujące w powietrzu liscie są dla mnie symbolem zmian, jakie wkraczają w nasze życie. Stare odlatuje, a przywiewa nowe. Ważne żeby te zmiany przyjąć odważnie, nie uciekać przed nimi, ale stawić im czoła. Bo wszystkie takie zmiany są krokiem naprzód w naszym rozwoju.
Lew dodaje nam siły i odwagi własnie do tego, byśmy odważnie przyjęli wszelkie zmiany.

moja galeria – Paw

„Paw” (2015), akryl na 2 płótnach, każde 60 x 80 cm

Miałam bardzo długą przerwę w malowaniu. Kilka miesięcy zastoju.  Ale brakowało mi tego. I teraz, kiedy moja pasja obudziała się na nowo, to tak jakby odżyła jakaś część mnie samej. Zabrałam się znowu do malowania z takim zapałem. Po takiej pauzie musiał być duży format i duże wyzwanie. Namalowanie tego pawia zajęło mi kilka dni. W każdym po kilka godzin pracy. Ale to było też kilka dni i wiele godzin radości.

I w sumie bardzo podoba mi się ten podwójny obraz. Te akcenty złotą farbą (na zdjęciach nie bardzo widać, iż to złoty kolor) naprawdę dają fajny efekt. Paw wisi teraz u nas nad łożkiem i ilekroć na niego spojrzę, to przypomina mi się przesłanie jakie z sobą niesie.

moja galeria – Biały tygrys

„Biały tygrys” (2005), plakatówki i pasta do zębów ma kartonie, 30 x 40 cm

Oj, jak widać mam słabość do tych wielkich, dzikich kociaków. Fascynują mnie. Dlatego tak lubię je malować. Tygrysa namalowałam na kartonie (30 x 40 cm) plakatówkami z dodatkiem… pasty do zębów. Trzeba było sobie radzić, potrzebowałam więcej białej farby i nieco gęściejszej niż zwykła plakatówka. Pasta okazała się całkiem niezła. A potem obraz utrwaliłam matowym lakierem i tym sposobem trzyma się do dziś. W sumie jest to jeden z moich najpierwszych obrazów, jeszcze z roku 2005. Malowałam go odgapiając z jakiś puzzli.

moja galeria – Siesta

„Siesta” (2006), plakatówki i akryl na płótnie, 100 x 70 cm

Malować uwielbiam od kiedy pamiętam. Jednak po okresie dzieciństwa na długo porzuciłam tę pasję. Ale prędzej czy później wraca do nas to, co jest częścią nas samych. I dlatego wróciło do mnie moje malowanie.

Ten obraz był moim absolutnie pierwszym obrazem malowanym na płótnie.  Nie miałam wtedy jeszcze moich farb akrylowych, zatem w pierwszej fazie namalowałam go plakatówkami od dzieci. Ale plakatówki nie za bardzo nadają sie do takiego malowania. Jak tylko kupiłam moje pierwsze farby akrylowe mój leopard otrzymał nieco poprawek. I teraz wciąż wisi w naszej sypialni nad łóżkiem. Lubię go. Bo to taki leopard – leniwiec, jak czasami ja.