moja galeria – dla Sebastiana

Ten obraz powstał dla Sebastiana prowadzącego blog Szepty Kniei  i stronę na fb pod tą samą nazwą. Pierwszy raz od czerwca wyciągnęłam sztalugi i farby akrylowe. Lubię tę ich kremową konsystencję, ledwie ledwie wyczuwalny zapach i tą radość kiedy zanurzam w nich pędzel. Przez cale lato malowałam jedynie akwarelkami w szkicowniku, ale ten obraz dla Sebastiana tak bardzo się prosił już o namalowanie, że nawet choroba mnie by nie zatrzymała. I jakimś sposobem magicznym Sebastian właśnie i drzewa spowodowali, że z największą radością na nowo farby akrylowe wyciągnęłam. I na nowo zachwycałam się sama tą magia jaka się zadziewa, kiedy siadam przed białym płótnem na sztalugach i nie wiem jeszcze co powstanie, tylko pozwalam się prowadzić.

Kobalt, ultramaryna, fiolet, coelin i trochę turkusu. I ta magia, która zadziewa się potem.
Ta magia jest w moim sercu.

dla Sebastiana – (20139, akryl na płótnie, 50 x 70 cm

i zbliżenia

moja galeria – Bafkowy świat – przemiana

Był sobie obraz. Od kilku lat wisiał u mnie na scianie. I nagle poczułam bardzo bardzo mocno, że muszę go przemalować.

taka transformacja

Wow. To był przepiękny proces. Zmiany są nie tylko na obrazie ale i we mnie. Niesamowita synchronizacja też z tym, co akurat się zadziewa u mnie. Jestem taka wdzięczna samej sobie.

„Bafkowy świat – przemiana” (20139, akryl na płótnie, 50 x 70 cm

I pierwszy raz mój tygrys wyszedł mi naprawdę tak jak chciałam

 

Moja Galeria – Synteza Wsparcia

W poniedzialek miałam robione odczyty z Kroniki Akaszy. Było to niezwykle cudowne doświadczenie i – po prostu wiem to – mocno popchnęło mnie do przodu.  To nie tylko informacje jakie do mnie do przyszły tak zadziałały, ale również moj wkład w ten proces. Podczas odczytów dostałam jakby zadanie, aby zrobić przez 3 dni taką rodową Synetezę Wsparcia. Nie miałam  wtedy jeszcze pojęcia jak, ale wiedziałam, iż stawię się do tego zadania.

A potem przez trzy kolejne dni malowałam obraz. I był to cudowny proces, który ukazywał się stopniowo. I stopniowo otwierał mnie samą nie tylko na przyjęcie w PEŁNI tych wszystkich darów jakie otrzymałam od rodu Mamy i Taty, ale też dbania o nie i stawienia się do zadania, jakie owe dary ze sobą dla mnie przyniosły.

dzień pierwszy:

dzień drugi:

dzień trzeci:

„Synteza Wsparcia” (2018), akryl na płótnie, 70 x 50 x 3 cm

Jestem pełna wdzięczności do tego co się zadziało. I dla samej siebie, że potrafiłam świadomie to wybrać.

moja galeria – Kocham cię zawsze

Te dwa obrazy namalowałam dla Miry. Bo to było jej spotkanie z Orłem. Długo się Mireczka naczekać musiała, bo chociaż od tylu miesięcy wiedziałam co mam namalować, to nie do końca czułam. Ale nic nie dzieje się przypadkiem…
Teraz stało się najpiękniejszym momentem dla tego obrazu.

„Kocham cię zawsze” (2018), akryl na płótnie, 50 x 80 x 3 cm
„Spotkanie z Duszą”, (2018) akryl na płótnie, 70 x 50 x 3 cm

 

moja galeria – Rumaki Szczęścia Olivera i mój

Po mojemu dołożyłam swoją cegiełkę do ratowania koni ze Skaryszewa.

No i tak jakoś w zamian pojawiły sie te dwa Rumaki Szczęścia.

„Rumak Szczęścia Olivera”(2017), akryl na plótnie, 40 x 50 cm
„Rumak Szczęścia mój”(2017), akryl na plótnie, 40 x 50 cm

moja galeria – Mariola i Jaguar

„Mariola i Jaguar”(2017), akryl na plótnie, 60 x 80 cm

Namalowanie tego obrazu od samego początku była dla mnie niesamowitym doświadczeniem.

Najpierw pojawiła się wizja. Ale nie mam tu na myśli zwykłej weny twórczej, tylko pewien obraz, który zaczął pojawiać się we mnie jak jakiś wyraźny sen, za każdym razem kiedy moja uwaga skupiona była w jakiś sposób na Marioli.
Widziałam jakąś górzystą krainę, przepiękną, pełną bujnej roślinności. Pośród tej zieleni jezioro i jakby wyrastającą z niego potężną górę. A na niej znajdowalo się starożytne miasto zbudowane z jasnego kamienia. Piękne, tętniące życiem, ze świątynią czy piramidą na samym szczycie. Słońce wysoko odbijało się od tych murów i jeziora tworząc taką magiczną wręcz atmosferę. I wreszcie widziałam ubraną na biało szamankę czy kapłankę. I chociaż nie widziałam dokładniej jej twarzy, to tak jak to bywa w snach, po prostu widziałam, iż to jest właśnie Mariola. Płynęła w kanu po jeziorze. I kiedy była na środku uniosła w górę ręce. Trzymała w nich jakiś przedmiot, który dla mnie wyglądał jak sierp księżyca. To był taki piekny obraz. Kapłanki Szamanki modlącej się. A potem dopłynęła do brzegu i wtedy pojawił się Jaguar. Podeszli do siebie: Mariola i Jaguar. I ona położyła mu dłoń na czole. I tak potem trwali przez chwilę w tym geście wielkiej przyjaźni, wzajemnego szacunku i miłości.
Tak to widziałam w sobie. Raz, drugi, trzeci… piętnasty, dwudziesty. Za każdym razem kiedy moja uwaga jakkolwiek skupiła się na Marioli, pojawiał się we mnie ta wizja. Jak sen, który się śni na jawie. Tak wyraźny, silny, intensywny. Tak często to do mnie wracało, od kilku miesiecy, zawsze przy Marioli, że pomyślalam, iż ta wizja się wręcz prosi by ją jakoś pokazać, uzewnętrznić. Napisalam więc do Marioli opowiadając jej co nieco i pytając czy mogę to namalować. Mariola się zgodziła.
No więc chciałam namalować obraz. A w międzyczasie zdarzyło się u mnie to, co się zdarzyło. Jaguar pojawił się przy mnie i miał dla mnie w pierwszej kolejności zupełnie inne zadanie.  Nie pozwolil się namalować. Tak więc przez wiele dni bylo tylko to:
Wreszcie jednak wszystko się poukładało i poczulam, że Jaguar czeka na mnie aż wyciągnę znowu swoje farby. Zabrałam się do tego wczoraj, bo dopiero wczoraj naprawdę byłam na to gotowa i znalalam ku temu czas i przestrzeń.
Kapsel oglądał w naszym wszystko-w-jednym-pokoju mecz i było tam dla mnie za głośno. Zatachałam zatem sztalugi do przedpokoju. Na moim małym soliczku od komutera poukładalam talerzyk z farbami, pędzelki, szmatki, wodę w kubeczku. Włączyłam sobie piękną relaksacyjną muzyczkę Frederica Delarue i zaczęłam malować.
Jaguar pojawił się na obrazie po prostu tak cudownie, że sama się zadziwiłam. Tak gładko, prosto, płynnie, bez żadnych poprawek mi się go malowało jakby sam wylewał się spod pędzla.
Potem malowałam Mariolę, ale no właśnie… Malowałam i ciągle coś mi brakowało. Mariola z wizji-snu była taka piękna, Mariola w rzeczywistości też jest piękna, a ja nie potrafiłam tego uchwycić. Ciągle czułam takie niezadowolenie artysty, no wiecie, kiedy się chce coś namalować ładniej, a nie wychodzi. I w którymś momencie, nagle usłyszałam (czy też poczułam) w sobie jak Jaguar mówi do mnie: „dość, wystarczy”. Oczywiście zdanie mojego umysłu było nieco inne, więc pomyślalam sobie „eee, pewnie mi się tylko wydawało, jeszcze tu poprawię…” Chciałam pociągnąć pędzlem jeszcze raz, a tu nagle KRACH!!! Zawalily mi się moje wielgachne sztalugi. Całkiem bez ostrzeżenia nagle sie przewróciły z wielkim hukiem. Obraz jakimś cudem został mi w ręce. Natomiast sztalugi przewracając się strąciły z szafki lampkę, w której akurat sobie kadziłam. Taką lampkę w której na dole paliła się świeczka, a na górze na sitku kadził się styraks i inna żywica. O dziwo, lampka mimo że ceramiczna, to chociaż spadła z dużej wysokości na twardą podłogę nawet nie pękła. Jednak wosk rozprysnął się na wiele plamek. A w to wszystko wsypały się jeszcze te ciemne kawałeczki żywicy. Spjrzałam na podlogę i … to wyglądało jak centki jaguara. Normalnie zdębiałam. Od razu wiedziałam, iż to znak. Nic już zatem nie domalowywałam, ani jednej kreseczki. Podziękowałam Jaguarowi i posprzątałam bałagan.
Nigdy prędzej mi się nie zdarzyło, żeby przy malowaniu jakieś Zwierzę Mocy od początku do końca było tak silnie obecne.
Niesamowite doświadczenie i jestem za nie pełna wdzięczności.

moja galeria – Kalcyt

Dawno nie malowałam. Jeszcze w ramach prezentu pod choinkę sama sobie zakupiłam nowe farby, ale od kilku tygodni jedynie leżałay one na swoich półkach. Widocznie potrzebna była mi ta faza ciszy i pauzy, wszak nic się nie dzieje bez powodu.

Wczoraj jednak poczułam, że jestem już gotowa do tego, by na nowo wyciągnąć zza lodówki sztalugi i zanurkować w kolorach. Mam do nadrobienia trzy obrazy, ale nie wiedziałam, za który chcę się zabrać w pierwszej kolejności. „hmmm… pomaluję więc chociaż tła” – pomyślałam sobie i za szafy powyciągałam bletramy. Ale przy okazji odkryłam tam dwa stare, zapomniane i  zapaciane płótna. Jakoś tak żal mi było je wywalić i stały tam za szafą czekając na swój czas. Usiadadła zatem do sztalug głaszcząc jedno z nich i przyglądając się warstwom zeschniętej zielonej farby. I nagle tak całkiem pod wpływem impulsu sięgnęłam po żółte farby. I nieco ochry, odrobinę bursztynowej …

A potem spod pędzla zerknęło na mnie jedno oko. Za chwilę drugie… „To ty?” – trochę byłam zaskoczona, że jako pierwszy pojawił się akurat on. Bo naprawdę się nie spodziewałam, że akurat objawi mi się teraz. Ale ucieszyłam się z tej miłego spotkania. A on powolutku, powolutku wyłonił się przede mną i swoją cieplą słoneczną energią od razu doładował mi akumulatorki tam gdzie trzeba.

Panie i Panowie, przedstawiam wam Kacyta.

„Kalcyt”(2017), akryl na plótnie, 50 x 60 cm

Od przynajmniej roku przychodziły mi do głowy te wizje. Nie wiem jak to opisać, ale kamienie to dla mnie nie tylko kamienie. Kiedy biorę je do ręki, to tak jakbym rozmawiała z ich duchami. I tak kiedyś, już dawno temu, przyszła mi do głowy taka myśl, by je namalować. Ale wciąż nie czułam się na to gotowa. Nadal tak myślałam. Aż tu wczoraj, całkiem niespodziewanie dla mnie samej, spod pędzla wyłonił mi się Kalcyt. Teraz już się nawet nie dziwię, iż to on pojawil się jako pierwszy…

moja galeria – Co mi w duszy gra

Dostałam od Iwonki zadanie. Miałam namalować obraz. Ja jako motyl. Jednak na początku zupełnie tego nie czułam. A przecież nie chciałam malować obrazu tak bez uprzedniego poczucia go w sobie. Wiedziałam bowiem, że będzie on dla mnie ważny. Że w jakiś dziwny sposób będzie miał wpływ na to, co jest we mnie. Długo dojrzewał ten obraz w mojej duszyw mojej duszy. Ale kiedy już dojrzał, to było tak jak zwykle: Magia. Po prostu nagle poczułam, że jestem gotowa i muszę malować. I chociaż na samym początku malowania, wcale nie wiedziałam do końca jaki ten obraz będzie, bo wizja we mnie nie była jeszcze całkiem dla mnie widoczna, to jednak owa siła, ten wewnętrzny głos był taki wyraźny, że nie wręcz aż ciężko mi było od tego malowania odrywać.
I tak przez kilka dni siedziałam przy tym obrazie po wiele godzin. I wyłonił się ze mnie właśnie taki napełniając mnie radością i jakimś takim chochlikowym zadowoleniem.

W sumie to są dwa obrazy. Każdy z nich mógłby zawisnąć osobno. I byłby doskonałym dziełem samym w sobie.

„Co mi w duszy gra – Magiczny świat” (2016), akryl na plótnie, 60 x 80 cm
„Co mi w duszy gra – Ja jako motyl” (2016), akryl na plótnie, 60 x 80 cm

Ale stanowią jedność. Taki mój magiczny świat, w którym jest wiele przestrzeni i sporo miejsca dla innych Duszyczek, dla Spirits, dla mnie samej.

„Co mi w duszy gra” (2016), akryl na 2 płótnach, każde 60 x 80 cm

I w nim ja. Ja jako motyl.

P1210184
„Ja jako motyl”

I znajome światełka co mi w duszy grają. Każde z nich jest jak nowy, inny pomysł w mojej głowie, jak taka iskierka, która rozpala moją duszę. To moje pasje, moje ogniki, moje światełka.

P1210185

moja galeria – Rozkwit (Równowaga)

„Rozkwit (Równowaga)”(2016), akryl na plótnie, 60 x 80 cm

Obraz namalowałam na zamówienie dla Archaii. Tak naprawdę, w wersji pierwotnej, to owe zamówienie było by namalować niejako kopię mojego wcześniejszego obrazu pt „Ziarno (Poczuć)”. Szybko jednak się zmieniła koncepcja, bo pogadałyśmy sobie tak od serca i stało się jasne o co tak naprawdę chodzi. I tamten moment był takim właśnie zaczątkiem.

Bo zwykle jest tak, że malując dla kogoś obraz czy nawet jakiś istotny dla mnie samej, od momentu pojawienia sie pierwszej myśli o jego powstaniu do rzeczywistego namalowania upływa nieco czasu. To czas, w którym moja Dusza pozwala by obraz we mnie dojrzał. Nie myślę o nim, nie zastanawiam się nad koncepcją jak go namalować, jak ma on wyglądać. Jest we mnie jedynie incencja co ma wyrażać, co przekazywać, czy jakie przynosić przesłanie. I tak niejako nawet zapominam o samym obrazie, a jedynie wiem, że pewnego dnia się narodzi on we mnie. I kiedy dojrzeje w moim sercu, to moja Dusza da mi o tym znać nagłym silnym impulsem. Za każdym razem gdy to się dzieje, jest to niesamowicie zadziwiające nawet dla mnie samej. Nagle czuję bowiem w sobie jakąś taką ogromną siłę, która każe mi wyciągnąć sztalugi i zabrać się do malowania. Często nawet w tym momencie jeszcze wcale nie wiem CO konkretnie będę malować, dopiero kiedy sięgam na półki po moje farby, to tak jakby zaczynam widzieć w sobię wizję obrazu.  To jest zawsze jak Magia. I dokladnie tak samo było i tym razem.
Szykowałam sobie potrzebne mi kolory farb. Sięgałam po fiolet i wyłaniał się we mnie Mężczyzna Drzewko. Sięgałam po róż oraz magentę i moja Dusza odsłaniała przede mną Kobietę Motyla. Jakiś impuls nakazywał mi wyciągnąć tubkę z tę jasną zielenią i w tym momencie docierało do mnie, iż ten obraz będzie nie tylko dla Archaii, ale niejako drugą fazą do obrazu „Poczuć”.  Kolejnym etapem przesłania. Potem mogłam z otwartością serca usiąść i zacząć malować. Pozwolić się prowadzić mojej Duszy i tak krok po kroku wyłaniało się przed moimi oczami to, co miało się wyłonić.

Obraz „Poczuć” uczy nas otwierać nasze serce, patrzeć sercem i słuchać sercem. Buduje zaufanie i uczy wybaczenia, by mogło nastąpić wewnętrzne uzdrowienie (wtedy płyną łzy). Pobudza naszą czakrę serca i pomaga otwierać się całkowicie na drugą stronę, drugą przeciwną energię (męski – żeński). Zaakceptować ją w sobie, przyjąć ją z otwartym sercem i jednocześnie dzięki temu rozkwintąć tej naszej.

Ten obraz natomiast jest kolejnym etapem na tej drodze. Podnosi częstotliwość drgań naszego serca,  uczy nas dbać o te wibracje i pomaga nam utrzymać wewnętrzną harmonię i równowagę, tak by kwiat Milości mógł kwitnąć i wypełniać nasze życie coraz większą radością. To jest właśnie przesłaniem tego obrazu. Tak czuję.

moja galeria – Rocco

„Rocco” (2016), akryl na płótnie, 50 x 60 cm

Namalowałam tego knia przedwczoraj. I niby malowałam go wiedząc co chce namalować, ale jednak robiłam to całkowicie na wyczucie. I chociaż z technicznego punku widzenia dostrzegam w nim masę mankamentów, to patrząc na niego z punktu duchowego po prostu zadziwia mnie i zachwyca. Bo dopiero teraz gdy jest już gotowy i na niego spoglądam odkrywam w nim to, co chce przekazać mi i może innym. Biorąc to na rozum, zupełnie nie wiem dlaczego sięgnęłam po magentę i na koniec domalowałam turkusowe serduszka. A kiedy patrzę na to teraz,  to nie mogę się przestać uśmiechać jaki oczywisty dla mnie to przekaz. Transformacja energii wojownika w łagodność i miłość. Z pomocą kochanych dziewczyn odkrywam kolejne aspekty i jestem wdzięczna za każdy z nich.

moja galeria – Zapach kwiatu jabłoni

„Zapach kwiatu jabłoni” (2016), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Obraz namalowany wczoraj wieczorową porą. Z dedykacją i podziękowaniami dla Marysi, która swoimi przepięknymi fotkami uczy mnie dostrzegać więcej piękna wokół. Więcej małych cudów. Zwłaszcza tych naprawdę małych, łatwych do przeoczenia.

moja galeria – para-solo

„para-solo” (2016), akryl na płótnie, 50 x 60 cm

Obraz namalowany na zamówienie dla mojej kochanej Przyjaciółki Szampani, która prowadzi terapie psychologiczne. Aż wsyd, bo zbierałam się do niego przez kilka miesięcy. No ale wreszcie jest.

Miało być Para i Solo, że niby dla par i dla pojedynczych osób. I związane z parasolem, który ma chronić przed życiowymi burzami i niepogodą.
No i w tej mojej wizji najlepsze wydaly mi się wielkie wygodne fotele. Bo trochę się kojarzą z takim wygodnym i miłym posiedzeniem u psychologa. Namalowałam dwa, może w nich zasiąść para, a może i jeden pacjent/ pacjentka i np pani psycholog. Symbolizują kolorystycznie właśnie pacjenta-psychologa. Czerwień to kolor pierwszej czakry i związana jest z korzeniami, ale też z namiętnościami, czy silnymi emocjami, również np agresją, gniewem.  Przede wszystkim jest też symbolem aktywności. Tak więc fotel czerwony (lekko jakby przybrudzony ), jest tutaj symbolem pacjenta i wszystkich poziomów, które chce on w sobie uleczyć. Pacjent/ pacjentka  posiadając w sobie pewne dysharmonie, ale też decydując się na terapię, chce aktywnie zrobić coś dla swojego uleczenia. W trakcie terapii szuka się również przyczyn dysharmonii, dokopuje się do takich ukrytych w nas pokładów,  bo trzeba uzdrowić korzenie aby uzdrowienie miało być trwałe. To właśnie ma wszystko symbolizować czerwony fotel.

Fotel fioletowy jest symbolem psychologa, ale też i pacjenta, bo to w nim dokonuje się przemiana.
Kolor fioletowy jest kolorem siódmej czakry, czakry koronnej, symbolizuje uniwersalną mądrość, którą każdy ma zapisaną w swoim wnętrzu. To mądrość naszej duszy. Mądrość, która łączy w sobie wszystko to, co jest dla nas najlepsze. Dobry psycholog pomaga odkryć tę mądrość, pomaga nawiązać kontakt z naszą duszą, a co za tym idzie pomaga nam się uzdrowić. Nie znaczy to, że psycholog narzuca nam swoją mądrość. Pomaga raczej odkryć to, co jest w nas, co jest naszą esencją. Pomaga nam wrócić do naszego własnego środka, zadbania o naszą świętą przestrzeń. Wszystko to symbolizuje właśnie fotel fioletowy.

Parasol namalowałam niebieski, bowiem chciałam by symbolizował on czakrę gardła, a ta jest symbolem komunikacji (tu np. między pacjentem i psychologiem, między nami i naszym wnętrzem), a co za tym idzie jest związana ze szczerością. By terapia miała szanse na powodzenie i dała pożądane efekty, potrzebna jest szczerość. Nic nie da się bowiem uzdrowić bazując na kłamstwach. Parasol ma pomóc w otwarciu naszej piątej czakry. Szczerość wobec innych i absolutna szczerość wobec samego siebie wymaga niejednokrotnie wielkiej odwagi. Ale jest potężną energią i niesie z sobą wielką moc uwalniania. Pociąga za sobą uczciwość i mam na myśli nie tylko to, byśmy byli uczciwi wobec innych, ale przede wszystkim uczciwi wobec nas samych. To znaczy żyli tak, by to co w nas, co w naszym wnętrzu, było zgodne z tym, co pokazujemy na zewnątrz. To wszystko ma tu symbolizować niebieski parasol.

Światło pod parasolem jest symbolem tego, co dostaniemy w nagrodę. Nasze życie się rozświetli. A tym samym staniemy się szczęśliwi. Światło na obrazie jest mieszaniną zieleni i niebieskiego. Zieleń związana z czakrą serca jest symbolem miłości, uzdrowienia. Tym samym chciałam symbolicznie przedstawić, że światło w nas i światło w naszym życiu jest wynikiem naszej szczerości i miłości. Miłości również do samego siebie. Bo kto nie kocha siebie, nie bedzie potrafił kochać prawdziwie i innych. Miłość ma potężną moc, potrafi uzdrowić każdą energię. I zawsze nierozerwalnie jest związana ze szczerością. To ma symbolizować światło.

Deszcz w tle namalowałam nie taki znowu ponury, ale w kolorach ciemnej zieleni. I znowu symbolicznie chciałam tym coś przekazać. A mianowicie, że wszystkie życiowe niepowodzenia, trudności i problemy pojawiaja się w naszym życiu po to, by nas czegoś nauczyć. Obojętnie jak straszne i przykre nam się one wydają, z perspektywy duszy są wyrazem miłości naszego Życia wobec nas. I choć w danym momencie kiedy akurat się pojawiają i jesteśmy w środku takiej życiowej zawieruchy, trudno nam dostrzec coś pozytywnego, to jednak często z perspektywy czasu już potrafimy owo dobro zobaczyć. Niekiedy bowiem musi zdarzyć się coś na pozór złego, by mogły zajść prawdziwe zmiany. Chodzi mi o to, że problemy i trudności jakie nas spotykają, niosą w sobie wielki potencjał, nowe szanse dla nas. Dlatego właśnie na obrazie są one w kolorze zieleni. Symbolicznie ma to oznaczać, iż ukryta jest w nich miłość Życia wobec nas, oraz nowa nadzieja, szansa na uzdrowienie.
No to tyle.

moja galeria – Spotkania dwa

„Spotkanie żółtego z niebieskim” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Spotkania dwa.
Z wczoraj.
Były już wszystkie farby. A to właśnie w malowaniu dla mnie najbardziej istotne, nie forma a kolor. To za pomocą barw staram się intuicyjnie wpleść w moje obrazy pewien przekaz. Spotkania dwa powstały: żółtego z niebieskim i niebieskiego z żółtym. Każdy może odczytać z tego co innego. Życzę wam takich spotkań.

„Spotkanie niebieskiego z żółtym” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

moja galeria – Nebula 1 & 2

„Nebula 1” (2016), akryl na płótnie, 80 x 60 cm
„Nebula 2” (2016), akryl na płótnie, 80 x 60 cm

Poproszono mnie o namalowanie mgławicy. No i tak się zapędziłam, że namalowałam od razu dwie. Tego typu kosmiczne obrazy to świetny motyw na wykańczanie resztek farb. Tak że jestem jak najbardziej za. A jaka fajna zabawa przy tym była.

moja galeria – Pieśń dla Iwonki

„Pieśń dla Iwonki” (2016) , akryl na płótnie, 60 x 80 cm

A to kolejny obraz, który skończyłam malować wczoraj. Był malowany na zamówienie dla cudownej osoby.
Iwonka jest taką osobą, która promieniuje niezwykle piękną energią. Jest nie tyle jak pasterz, który prowadzi za sobą owieczki, ale bardziej jak latarenka, która swoją postawą wskazuje i oświetla drogę. Dla mnie jest niesamowitą inspiracją. Jej bliskość działa kojąco i w jakimś sensie rewitalizująco. Nie tylko na mnie.

Wieloryby, motyle, mandale, połączenie z Gają… to wszystko jest częścią jej świata. I chciałam to jakoś razem ująć w obrazie. Dlatego jest jaki jest.

I zbliżenie na Iwonkę

moja galeria – Journey of souls

„Journey of souls” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Zapytałam ludzi na pingu i na fejsie z czym im się kojarzy ten obraz. I każda odpowiedź była inna.

„Królicza nora z Alicji w Krainie Czarów”

„Z wnętrzem łodygi”

W drodze do Słońca

„Z wnętrzem studni. ale głowa skierowana ku górze”

„Z nowym życiem”

Centrum zdrowia

„Piękny ananas

A ja w pierwszej chwili pomyslalam o „tanczacej” kulce do golfa. Uderzajac o zielona trawe wybija piekna melodie.

To jest uzdrawianie duszy i ciała w całym istnieniu

 

Dla mnie to fascynuące, że jeden obraz może wywołac aż tyle skojarzeń.

moja galeria – Monika

„Monika” (2016), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Napisała do mnie Monika i zapytała, czy nie namalowałabym dla niej obraz z jej zwierzęciem mocy. I tym sposobem powstał mój pierwszy obraz namalowany na zamówienie. Z jednej strony to było swego rodzaju wyzwanie, z drugiej niesamowita radość. Tym bardziej, iż czułam od Moniki właśnie tę pozytywną energię w kolorze pomaranczy i zieleni.

Efekt końcowy zaskoczył nawet mnie samą. I muszę przyznać, że bardzo mi się ten obraz podoba. Polubiłam go. Tym bardziej, iż w jakimś sensie stworzył on dla mnie nowe możliwości. Właściwie sama je stworzyłam, ale to ten obraz dla Moniki mi w tym pomógł.