moja galeria – White & Black

Kiedy namalowalam poprzedni obraz z wilkiem dla Olivera, pojawiło się życzenie na kolejne wilki. Tym razem Danielowe. Dostalam od Daniela czarno-biale zdjecie z netu – chyba z tapeciarni, wiec nie znam autora grafiki. No i mialam mu namalować w kolorze … czerwonym. No coż. Powiem tak. Życzenie było nie moje, ale miało Moc. I dopiero teraz widzę jak wielką. Bowiem wcale nie od razu miałam chęć na ten obraz. A może miałam, ale sobie tego nie uświadamiałam???
A potem stała się w naszym domu ta awaria. Jak taki wyraźny sygnał dla mnie, żebym bez marudzenia i ociągania się wyciągnęła znowu farby i zabrała się za malowanie.
No i kiedy już rzeczywiście po nie sięgnęłam wszystko popłynęło samo.
Ten obraz namalowany na życzenie mojego syna Daniela, dla niego, jest tak bardzo Danielowy, że kiedy na niego patrzę to aż sama się zadzwiam. Wszystko w nim jest przekazem, energią, promieniuje jego Mocą. Ten obraz jest darem, moim dla mojego syna i jego darem dla mnie.

„White & Black” (2017), akryl na płótnie, 80 x 60 cm

moja galeria – Wilk

Już dawno obiecałam Oliverowi namalować mu ten obraz. Długo sie nie moglam jakoś za niego zabrać. Ale wczoraj wieczorem, wreszcie tak jakoś przyszło.I kiedy już zaczęłam, to musiałam skończyć. Motyw taki dość popularny i znany, ale moje wykonanie to i moja w nim energia. I miłość moja do syna.

„Wilk”(2017), akryl na plótnie, 50 x 70 cm

moja galeria – Rote Drache

Doczekał się wreszcie i Daniel obrazu do swojego pokoju. Wizje i jego życzenia były różne, ale ostatecznie stanęło na tym, że ma być smok. I to taki by primo: mu się podobał (a to nie takie proste, bo Daniel jak wiadomo wybredny bywa) i drugie primo by kolorystycznie pasował do jego pokoju. Zatem jak przystało na kochającą mamę, to dwa ostatnie dni spędziłam nad urzeczywistnianiem tych życzeń. I chyba się udało.

Smok Danielowi się podoba. (Hurrraa!!)

p1000305
„Rote Drache” (2016), akryl na płótnie 140 x 80 cm

No i do pokoju też pasuje.

p1000307

moja galeria – Muszelki

W ramach remontu odnowiliśmy nasz kibelek. Kapsel zajął się malowaniem ścian, ja odnowieniem lustra, szafek oraz dekoracjami. Bo chociaż pomieszczenie malutkie i tylko do wiadomo czego, to w ładnej atmosferze i otoczeniu nawet załatwiać się będzie przyjemniej. Klimaty morksie nam tam przywiałam, żeby owo siedzenie na kibelku było w pełni odstresowujące.

A przy okazji przejrzałam moje czyste płótna i znalazłam trzy malutkie w wymiarach 20 x 20 cm, z którymi nie bardzo prędzej miałam pomysł co zrobić. Teraz jednak uznałam, iż nadają się doskonale jako dodatkowa dekoracja do naszego nowego kibelka. Taka przysłowiowa kropka nad „i”. Wyciągnęłam pędzle, kilka farb i kilka muszelek na wzór i tym sposobem powstały te trzy obrazki.

P1200625
„Muszelka 1” (2016), akryl na płótnie, 20 x 20 cm
P1200626
„Muszelka 2” (2016), akryl na płótnie, 20 x 20 cm
P1200627
„Muszelka 3” (2016), akryl na płótnie, 20 x 20 cm

Razem, obok siebie prezentują się jeszcze ładniej.

P1200634


A tu kilka ujęć z naszego jakże fajnego teraz kibelka. Aż chce się tam zasiadać.

P1200632-tile

moja galeria – Lagia

Po wielu latach przyszedł czas na remont w pokoju Olivera. Zamówiliśmy nowe wielgachne biurko i nowe łóżko. A ściany dostały nowego kolorku. Wcześniejsza jabłkowa zieleń ustąpiła miejsca pięknemu niebieskiemu. No ale puste te ściany trochę, zatem postanowiłam namalować dla syna jakiś fajny obraz. No i tak padło na Lagię. Oliver jest bowiem fanem tego morskiego smoka (o ile to jest smok), więc pomyślałam iż bardzo się ucieszy na taki obraz. Oczywiście musiał mnie Oli poratować jakąś fotką do podglądania, bo z głowy to ja nawet nie wiedziałam co to jest ten Lagia. Dostałam zatem zdjęcie na wzór:

Zamówiłam wielgachne płótno i kiedy tylko przyszło… O mamunciu! Jakie one wielkie! Nigdy prędzej nie malowałam tak dużego obrazu. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz. A poza tym lubię takie wyzwania. No i przede wszystkim kocham Olivera.

Zabrałam się zatem do malowania. I po bitych 12 godzinach pracy (kocham to robić, więc również po bitych 12 godzinach przyjemności) wyłoniło mi sie spod pędzla to oto smoczysko:

P1200624
„Lagia” (2016), akryl na płótnie 140 x 80 cm

No i tak mi się podoba, że sama co chwilę na niego spoglądam. Ale jeszcze bardziej podoba mi się fakt, że sprawiłam tym obrazem mega wielką radość mojemu synowi. Fajnie tak.

moja galeria – Łabądki dwa

„Łabędzie” (2016), akryl i pasta strukturalna na płótnie, 80 x 60 cm

Wczoraj była u mnie Kasia i miałyśmy taki dzień na gadanie. Ale żeby było bardziej z korzyścią, to postanowiłyśmy, że będziemy przy tym tworzyć. Kasia robiła piękne koleczyki, a ja tuż obok sobie malowałam.

Co prawda najpierw chciałam dokończyć moje całkiem inne obrazy. Wymalować te flamingi co mi siedzą w głowie. Ale się okazało, że nie mam już farb w kolorze magenty. Przejrzałam moje farbowe tubki, resztki już właściwie i stwierdziłam, iż kolorków zostało mi niewiele. Zatem trzeba było nieco zmienić zamiary. I tym sposobem wybór padł na te oto łabądki.

I od razu mówię, że obraz jest kopią. Nie pochodzi z mojej wizji, ani z mojej głowy. Motyw całkowicie podpatrzyłam w starej gazetce dla plastyków. Ale od czasu do czasu można namalować coś, co nie pochodzi od nas. Zwłaszcza jeśli maluje się przy gadaniu, kiedy 80% naszej uwagi poświęcamy właśnie na rozmawianie, a malowanie jest jedynie dodatkiem. Ot, by zająć czymś ręce. Kopiowanie, to takie malowanie bardziej dla wprawy, niz dla duszy czy wyrażania samego siebie. Od czasu do czasu bardzo lubię. Zwłaszcza, jeśli efekty wychodzą takie, że mi samej się podobają.

moja galeria – The last unicorn

„The last unicorn” (2014), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

I tak dla ciekawości, jak rodzi się obraz.

etap 1:
Na całkowitą czerń dodałam jedynie nieco bieli. Biała farba solo lub biała farba zmieszana z czarną. Szarości, biel i czerń.

etap 2:
Wlewam powoli kolory. Wzięłam indygo, które zawsze kojarzy mi się z bezpieczną przystanią. To dziwne, bo indygo to ciemna, wręcz ponura barwa. Ale dla mnie ma w sobie coś opiekuńczego. Zatem spośród tylu odcieni niebieskiego, wybrałam właśnie indygo. Choć na obrazie w ogóle tego nie poznać. Tą część nie malowałam pędzlem, ale namoczoną ściereczką. Cieniutka warstwa farby. Miała jedynie rozświetlić obraz i spowodować, iż wszystko stanie się nieco przyjaźniejsze.

etap 3:
Dodaję zieleń. Kolor serca. Zielenią maluję krajobraz. Zielenią tworzę mój świat na obrazie. Dla mnie to tak, jak się tworzy właśnie rzeczywistość. Wystarczy nieco odwagi i zaufania, że się potrafi.

etap 4:
Zdarzył się mały wypadek. Kapnęła mi zielona farba na środek niebia. Wytarcie nie pomogło za bardzo, bo jednak zostawał zielony ślad. Trzeba było coś wymyśleć. Hmmm… biała farba i … tak powstało ranne słoneczko.
A skoro tak, to i woda nabrała blasku. I drzewka przywdziały odrobinę koloru.

 

 

moja galeria – Drzewko

„Drzewko” (2012), akryl na drewnie

Drzewko namalowane na wieczku dużej skrzyneczki.  Tym razem dla mnie samej. Motyw podglądłam z gazetki dla plastyków.

Skrzyneczka podczas malowania się wrcz rozłaziła i pękała. Musiałam nakładać spore warstwy pasty strukturalnej by na nowo ją posklejać. Ale wyszło tak, że tego teraz nawet nie widać.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – W pełni lata

„W pełni lata” (2012), akryl na drewnie

Zobaczyłam ten motyw w jakieś gazetce dla plastyków i totalnie mnie urzekł. Kojarzy mi się z latem. I kiedy tak patrzę na ten obrazek, to prawie czuje zapach kopru i promienie słońca pieszczące skórę. Musiałam to namalować.

To bardzo dobry motyw na piękną skrzyneczkę dla jakieś kochanej kobietki. Dlatego właśnie tak naprawdę namalowałam to na wieczku pieknej skrzyneczki, którą potem podarowałam Kasi.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

 

moja galeria – Zimorodek

„Zimorodek” (2012), akryl na drewnie

Kolejny obraz namalowany na wieczku skrzyneczki. Motyw znowu podpatrzyłam w gazetce dla plastyków. I może nie jest to jakiś wyjątkowy obrazek, ale te wszystkie odcienie niebieskiego tworzą bardzo harmonijną całość.

Skrzyneczkę zaczęłam malować jeszcze chyba przed wakacjami. Wtedy namalowałam tylko tło na wieczku. Potem jednak odłożyłam ją w kąt i właściwie o niej zapomniałam. I tak sobie czekała długie miesiące aż ponownie się nią zainteresuję. Doczekała się. Bo wreszcie ponownie przyszła do mnie wena do tworzenia. Nie lubię malować czegoś na siłę, z poczucia obowiązku. Lubię to robić czując w sobie pasję i radość z tworzenia. I wreszcie znowu to przyszło.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – W drodze na Andromedę – obraz dla Grażki

Najpierw było takie zdjęcie, które kiedyś przypadkiem znalazłam w necie.

Nie wiem kto jest jego autorem, ale zdjęcie samo w sobie bardzo mnie przyciągnęło. Tak dziwnie wiązało się też z tym stanem tęsknoty, jaki od czasu do czasu mnie mocno ogarnia. Tęsknoty za jakimś innym domem. Nie tu…

Zdjęcie spodobało się nie tylko mi, ale i Grażce. I poprosiła mnie bym namalowała jej taki obraz. Przytachała do mnie ogromne płótno i farby.

Dwa ostatnie dni spędziłam właśnie na malowaniu. Nie szkodzi, że to tylko kopia czyjegoś pomyslu. I tak coś mnie wciągnęło. Znowu to czułam…
A poza tym kocham Grażkę, więc malowanie czegoś dla niej było prawdziwą radością. No i tak powstał obraz.

„W drodze na Andromedę”, akryl na płótnie, 100 x 70 cm

 

moja galeria – Kosmiczny ogród

„Kosmiczny ogród” (2012), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Mój prawie najnowszy obraz. Prawie, bo wczoraj namalowałam kolejny, którego dziś pewnie dopieszczę.
Za to ten… no cóż.
Czasem pod powiekami widzę gwiazdy.
Czasem pod powiekami widzę kosmiczne ogrody.
Czasem pod powiekami widzę migawki z innego domu.

moja galeria – Kolory jesieni

„Kolory jesieni” (2012), akryl na drewnie

Jest właściwie środek zimy, a mnie wzięło na jesienne kolory. Zawsze uwielbiałam jesień. To taka pora roku, w której jest coś uwodzicielsko nostalgicznego. Trochę z zadumy, trochę z tęsknoty. No i te kolory…

Tym sposobem powstała też kolejna skrzyneczka z przegródkami. Motyw znowu podpatrzony z gazetki dla plastyków.

Samo malowanie sprawiło mi jak zawsze wiele frajdy. To były bardzo fajne chwile, mój bafkowy sposób na znalezienie harmonii i zwykłej radości z życia.

(zdęcie z mojego bloga na pingerze)

Liście przyklejone po wewnętrznej stronie wieczka to wykonane z MDF gotowe elementy. Można zakupić je w hobbystycznych sklepach dla plastyków. Dostępne są przeróżne kształty i wielkości. Do tej jesiennej skrzyneczki najbardziej spodobały mi się właśnie liście. Pomalowałam je na złoto, przybrudziłam nieco czernią. Są teraz naprawdę piękne.

(zdęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Pora na kawę

25 - espresso
„Espresso” (2009), akryl na płótnie, 40 x 40 cm
26 - cafe
„Cafe” (2009), akryl na płótnie, 40 x 40 cm

Jeśli chodzi o pasje, to mam takie fazy. Był czas, że jak szalona tylko pichciłam, wymyślając coraz to nowe dania. Teraz pichcić nie bardzo mam dla kogo (Kapsel chwilowo je poza domem, a chłopcy nie są na razie koneserami nowości kulinarnych), więc dla odmiany wciąż babram się farbami. Przy stole ozdabiam sobie skrzyneczki i szkatułki, a żeby nie popaść w nudę, to przy sztalugach maluję kolejne obrazy. Zanim wam jednak pokażę moje nowe malarskie twory, to może jeszcze nieco staroci.

Te dwa obrazy namalowałam już lata temu. I nie myślcie, że jestem aż taka zdolna. Oba motywy są kompletnie zwalone ze specjalnej do tego celu przeznaczonej gazetki. Tak naprawdę autorem tych obrazów jest Franz Heigl. Właściwie do kolekcji w gazetce były trzy: espresso, cafe i cappuccino. Ja pokusiłam się o namalowanie jedynie dwu pierwszych. Oba obrazy wiszą w naszej kuchni.

moja galeria – Oceania

Tym razem trzy obrazy w jednym.  No bo jedna była skrzyneczka, a w niej aż trzy obrazy. Malowanie tej skrzyneczki sprawiło mi naprawdę duzo radości. Miałam ostatnio trochę smutków, o których nie bardzo chciałam mówić. Miałam też wiele rzeczy do przemyślenia. Malowanie stało się najlepszym lekarstwem.
Na początku, kiedy jeszcze niezbyt miałam wizje co będę malować, po prostu przyglądałam się moim kolorowym farbom. I stwierdziłam, że niezwykle kojąco wpływają na mój umysł właśnie wszelkiego rodzaju błękity. Sięgnęłam zatem po cały zestaw różnych niebieskości, a w głowie zaraz zaczął pojawiać sie pomysł…

Skrzyneczka miała być najpierw w zamiarze taka jak pozostałe: z wnętrzem pełnym barw, ale tylko z jedym obrazem na wieczku.
Jednak wciągnął mnie ten ocean. W głowie pojawiało mi się coraz więcej pomysłów, coraz więcej obrazów. Szkoda, iż moje zdolności artystyczne są jednak ograniczone i nie mogłam namalować najpiękniejszych wizji. Ale powstało to, co powstało.

Może motyw bezludnej wysepki jest nieco kiczowaty, ale jednak ta kiczowatość mi tu kompletnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Wraz z wysepką pojawiały się w mojej głowie różne zwariowane fantazje o Robinsonach, Piętaszkach i Jack’ach. Musiałam się uśmiechać, gdy to malowałam.

„Oceania – bezludna wyspa” (2011), akryl na drewnie

A w środku skrzyneczki, tak jak w środku oceanu bawiące się delfiny. Znowu nieco kiczu, ale jakże wdzięcznego kiczu. Choć moje delfiny oprócz tego że są kiczowate, są nieco niewydarzone i każdy delfin by od razu rozpoznał, że bardzo upośledzone, to jednak mimo wszystko je lubię. Wiecie, że skóra delfina wcale nie jest gładka jakby się mogło wydawać, ale chropowata?

„Oceania – zabawa z delfinami” (2011), akryl na drewnie

I wreszcie to, co moim zdaniem jest najpiękniejsze. Piaszczysta plaża i fale liżące nasze stopy.
Odrobina marzenia uchwyconego farbami i pociągnięciem pędzla. Odrobina tego, co jest we mnie.

„Oceania – szum oceanu” (2011), akryl na drewnie

Małe przegródki w środku skrzyneczki pomalowałam różnymi odcieniami w kolorach oceanu. Od  ciemnego indygo, jaki panuje w głębinach, poprzez nieco kobaltowy kolor spokojnych wód na powierzchni, przez błękity i turkusy w lagunach i wreszcie złote piaski…

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

Motyw z delfinkami jest odgapiony z jakiegoś zdjęcia, reszta to już moje eksperymenty.

moja galeria – Wiosenny ogród

„Wiosenny ogród” (2011), akryl na drewnie

Dziś z rana wykończyłam całkowicie moją skrzyneczkę. Jest już wreszcie gotowa.
To kolejna z tych skrzyneczek, które przynoszą mi najwięcej satysfakcji. Nie obklejana serwetkami, a jedynie malowana.
Naprawdę nie wiecie ile radości sprawia mi takie tworzenie. Najpierw maluję tło, które na ostatecznym obrazie w ogóle jest niewidoczne. Ale to ono właśnie pozwala w obrazie uzyskać efekt głębi. Potem krok po kroku nakładam kolejne kolory. Powoli wyłaniają się kolejne szczegóły

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

Tym razem skrzyneczka jest w wiosennych kolorach. Jak dla mnie właśnie ten cukierkowy róż nadał jej swego rodzaju romantycznej świeżości.
Jeszcze nie wiem czy zostanie u mnie, czy powędruje do kogoś. Ale wiem, ze naładowana jest samymi dobrymi energiami. Bo z każdym kolejnym szczegółem, z każdym kolejnym maźnięciem pędzla, wkładałam w tę pracę więcej ciepła.

No i w efekcie powstał taki wiosenny ogród. Trochę jak z bajki, a trochę jak z krainy marzeń.
Pomysł na motyw na wieczku niestety nie zrodził się całkowicie w mojej głowie, a podglądnęłam go w czasopiśmie dla malarzy – amatorów. Ale czy to takie ważne?
Dla mnie ważne, ze malowanie po raz kolejny naładowało mnie pozytywną energią i wypełniło radością.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Cisza

„Nad bajkowym jeziorem” (2011), akryl na drewnie

Pomalowałam kolejną skrzyneczkę. Oczywiście ufifrałam przy tym i ręce i włosy, o stole i podłodze nie wspominając. Ale właśnie ukończyłam dzieło, a Kapsel pomógł mi doprowadzić dom do czystości. Skrzyneczkę pomalowałam dla pewnej Anny i oczywiście ma to być dla niej przezent – niespodzianka. Powstawała pełne trzy dni. Wczoraj malowałam obrazek na wieczku. Jakby nie było jest to właśnie ta część, którą lubię najbardziej. Moje artystyczne odnajdywanie harmonii w sobie. Motyw na wieczku tradycyjnie podpatrzyłam z gazetki dla plastyków.

A tu kolejne etapy powstawania obrazka:

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

Dopiero dzisiaj mogłam go ukończyć.
Cieniutkim pędzlem nr 0 domalowałam wszystkie szczególiki, które ożywiły całość.
Muszę ją jeszcze tylko polakierować w środku.
Chyba mi się udało. W każdym razie mi samej się podoba.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Ławka

„W zaczarowanym ogrodzie” (2011), akryl na drewnie

Jednak wczoraj ją skończyłam malować. Babranie się w farbach to jedna z tych rzeczy, które po prostu uwielbiam. Umówiłyśmy się z Roxi na nazwijmy to „wymiankę”. Ja dla niej miałam zrobić skrzyneczkę, ona dla mnie kolczyki – niespodziankę. Malowanie tej skrzyneczki mi samej sprawiło wiele radości, mimo że powstawała naprawdę na raty. Mam nadzieję, że i Roxi będzie się z niej cieszyć.

Najpierw przez wiele dni powstawał środek. To właśnie z nim mi tak opornie szło, bo co chwilę musiałam sobie przerywać. W konsekwencji te zielenie zapełniały się tam chyba przez tydzień.

Wczoraj wreszcie z zapałem mogłam się zająć malowaniem wieczka. Nie myślcie, iż jestem taka zdolna. Uwielbiam malować i może mam jakiś tam talent. Ale mój talent jest zupełnie niewyszkolony. Poza tym brakuje mi często pomysłów.  Jak namalować ten kawałek ogrodu podglądałam w pewnej niemieckiej gazecie dla amatorów malowania. Właściwie myślę sobie, że z taką gazetką każdy z was namalowałby coś podobnego z łatwością.
Przyznaję się zatem bez bicia, że i motyw nie zrodził się w mojej głowie, a i wykonanie po prostu zgapiłam od zdolniejszych. Ale ważne, że się udało.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Spacer o poranku

„Spacer o poranku” (2011), akryl na drewnie

Wreszcie całkowicie ją skończyłam.
Najpierw była to zwykła drewniana skrzyneczka. No, może nie tak do końca zwykła. W środku bowiem podzielona jest ona na 32 małe przegródki, w których można trzymać… No właśnie, co? Np biżuterię, lub kamyczki i koraliki, z których tą biżuterię się robi. Skrzyneczka posiada praktyczny dodatek w postaci swego rodzaju tacki, idelanie pasującej do środka. W całości wydała mi się niezmiernie ciekawa i pomyślałam, że mogłaby stanowić idealny prezent dla Kogoś, kto na to zasługuje.
Ale prezenty powinny być oprócz tego, że ciekawe, to również na swój sposób piękne. Zatem skrzyneczkę pomalowałam.  Wzięłam farby i pozwoliłam, by późna wiosna, czy też wczesne lato zamieszkały na tej skrzyneczce. I tak oto powstał mój pierwszy obraz nie na płótnie, ale malowany na drewnie. Motyw podglądałam z gazetki dla plastyków, bowiem tak na razie uczę sie malować pejzaże.A w środku odrobina tęczy, by i w sercu zawsze tęcza gościła.

teczowa skrzyneczka
(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Magnolie

„Kwiat magnoli 1 ” (2007), akryl na płótnie, 60 x 80 cm
„Kwiat magnoli 2 ” (2007), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Kwiaty magnoli w dwóch odsłonach. Motywy pochodzą z jakieś książeczki dla plastyków (nie pamiętam już tytułu).

Magnolie przywołują we mnie masę cudownych wspomnień. Kiedy chodziłam do liceum, dwa piękne drzewka magnoli rosły przed głównym wejściem do naszej szkoły. Kiedy zakwitały wiadomo było, że zbliżają się matury.
Dlatego magnolie chyba już zawsze kojarzyć mi się będą z maturami i moim ogólniakiem. A przede wszystkim z tymi wszystkimi cudownymi wspaniałymi tamtymi latami, z ludźmi którzy wtedy byli towarzyszami mojego życia i poczuciem prostego szczęścia. Bo dla mnie to byly szczęśliwe, cudowne lata.

moja galeria – W drodze do wodopoju

„W drodze do wodopoju” (2008), akryl na płótnie, 100 x 70 cm

Znowu afrykańskie klimaty. Obraz jest dość sporych rozmiarów, 1 m szerokości.  Nie lubię małych formatów. Jestem dużą dziewczyną i lubię dużych chłopców. I duże płótna.
Słoniki wiszą na ścianie u kolegi z pracy od Kapsla.

moja galeria – Zebra i słoń

„Zebra” (2008), akryl na płótnie, 70 x 50 cm
„Słoń” (2008), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Oba obrazy namalowałam w ramach uczenia się malować.
Motywy zatem jak można się domyśleć nie zrodziły się w mojej głowie. Pochodzą z książki „Afrika Bilder” autorstwa Gabriele Schuller. Tak czy siak dobre kilka lat zdobiły ściany w naszym przedpokoju.

moja galeria – Sen nocy wcale nie letniej

„Sen nocy wcale nie letniej” (2008), akryl na płótnie, 80 x 60 cm

Motyw podpatrzony gdzieś w necie. Innymi słowy pomysł wcale nie mój, tylko bezczelne naśladownictwo, zwalenie od kogoś, plagiat. W dodatku dość marny. Wciąż leży u mnie na szafie i czeka na swoje lepsze dni. Czyli pewnie na moment, aż kiedyś płótno zwyczajnie przemaluję.