„Vollidiot” – Tommy Jaud

tytuł oryginału / niemiecki tytuł: „Vollidiot”
polski tytuł: „Kompletny idiota”

„Jej bohaterem jest Simon – “produkt” nowej epoki. 29-letni singiel – mieszkający w wielkiej aglomeracji, pracujący
w sieci dużej korporacji – prowadzi luzacki tryb życia w gąszczu pubów i dyskotek, w oparach piwa i jointów, w hałasie reklam i naporze konsumpcyjnego rynku, w amoku seksoholizmu i beztroskiej nieodpowiedzialności wobec wszystkiego, co go dotyczy.
Ta komedia, pełna niesamowitych rac humoru, ironii i groteskowego dowcipu, zmienia się na naszych oczach
w czuły dramat. Czy Simon wydobędzie się z kłopotów, wyjdzie z dołka, znajdzie wreszcie kobietę swoich marzeń?”

352x500

Rewelacyjna książka, z serii tych totalnie porąbanych. Coś jak Bridget Jones tylko w męskim wydaniu. Czytajac ją śmiałam się jak wariatka w autobusie czy w metrze zwracając na siebie uwagę współpasażerów.
To taka książka, do której można wrócić, jak się ma zdechły humor. Otwierasz na któreś tam stronie i zawsze trafisz na coś, co pobudzi cię do śmiechawki. Max uwielbiam tę książkę.

„Coma” – Robin Cook

„Bostoński Memorial Hospital to doskonała placówka służby zdrowia, ale nie wszyscy jego pacjenci mogą mówić o szczęściu. Dla Nancy Greenly, Seana Bermana i kilkunastu innych banalne z pozoru zabiegi kończą się tragicznie. Z niewyjaśnionych przyczyn zdrowi ludzie zapadają niespodziewanie w śpiączkę. Susan Wheeler, piękna, młoda studentka medycyny zauważa niepokojącą prawidłowość. Usiłuje wyjaśnić fatum ciążące nad salą zabiegową numer osiem, wpada na ślad ponurej afery i działającej na terenie szpitala tajnej organizacji…”

87e655f0d7e0a3a62b3ad312a720e3a8

Książka naprawdę mnie wciągnęła. Nie jest jednak taka najbardziej super.
Cook zdecydowanie trochę zagalopował się z fantazjami kreując postać głównej bohaterki. No bo serio, już widzę jaka studenka medycyny skończywszy zaledwie dwa lata studiów, przychodzi do szpitala na swój pierwszy dzień praktyk i z miejsca zaczyna zachowywać się jak bezczelna kretynka. Nie tylko olewa wszystkie obowiązki, ale przerywa wykłady zadawając pytania całkiem nie na temat, wtrynia swojego nosa gdzie nie trzeba, pyskuje różnym lekarzom, a potem jest zdziwiona i urażona, że są przeciwko niej. W ogóle te zachowania Susan były miejscami tak debilne i irytujące, że przez to książka traciła wiele na uroku i wiarygodności.
No ale i tak czytało sie nieźle.

„Lato leśnych ludzi” – Maria Rodziewiczówna

„Opowieść o ludziach, którzy porzucili gwar miasta i cywilizację dla swobody, ciszy i obcowania z naturą. „Rosomak”, „Żuraw” i „Pantera” zamieszkają w chacie nad jeziorem, stanowiącej ich azyl. Tam gospodarują, łowiąc ryby i uprawiając ogród. Pewnego dnia przybywa do nich młody chłopak z miasta, przezywany prześmiewczo „Coto”. Początkowo nieporadny w nowym dla siebie środowisku, z czasem odkrywa piękno i mądrość przyrody.”

Tak jakoś wzięło mnie na powrót do książek Rodziewiczówny. Lubię jej powieści, mimo że dla dzisiejszego czytelnika jej specyficzny styl wymaga nieco oswojenia. „Lato leśnych ludzi” pod tym względem jest jeszcze bardziej ciężkie do strawienia, bo język tu, nawet jak na Rodziewiczównę, jest wręcz archaiczny. Fabuła nie trzyma w napieciu, nie goni, a raczej snuje się jak jakaś baśń leśna. A mimo to jest w tej książce coś niezwykle urokliwego. Klimatycznego, wypełnionego barwami, zapachami, śpiewem i ciszą, pierwotnym pięknem. Aż ma się wrażenie przy czytaniu, że czas jakby zwolnił i głębiej chce się oddychać.

„Żar” – Sándor Márai

„Wybitna powieść Sándora Máraiego, powstała w latach 40-tych. Ten utwór autor cenił w swojej twórczości najwyżej. Dramatyczna opowieść o spotkaniu po latach dwóch przyjaciół, Polaka i Węgra, którzy odkrywają bolesną tajemnicę, dotyczącą zdrady nieżyjącej już żony jednego z nich. Na podstawie książki powstał na Węgrzech film ze znakomitymi kreacjami aktorskimi.”

Zdaję sobie sprawę, iż ta niewielkich rozmiarów powieść to kawał wielkiej literatury. I rzeczywiście na swój sposób jest wyjątkowa i porywająca. Ale jakżeby miała nie być, skoro to opowieść o wielkiej przyjaźni, o zdradzie, nienawiści, braku wybaczenia, wielkich emocjach. Mimo iż czytało się naprawdę dobrze, mimo że uchwyciłam również przekaz, że nic nie jest tylko takie jakie być się wydaje, to jednak nie powalila mnie ta książeczka na kolana. Nie zachwyciłam się nią, nie poruszyła we mnie jakiś silnych emocji, nie dotknęła mojej duszy. Nie sięgnęłabym po nią po raz drugi.

„Nierządnica” – Iny Lorentz

„Konstancja, rok 1410. Maria, córka najbogatszego obywatela w mieście, kupca handlującego winami i tekstyliami, przygotowuje się do ślubu. Następnego dnia ma stać się żoną prawnika, Ruppertusa Splendidusa, nieślubnego syna hrabiego Henryka von Keilburg.
Ojciec dziewczyny nie może uwierzyć we własne szczęście. Nie wie jednakże, że narzeczonemu nie chodzi wcale o Marię, lecz o ogromny majątek jej ojca. Podły, chciwy i pozbawiony skrupułów narzeczony nie cofa się przed niczym w drodze do bogactwa: ani przed oszustwem, ani przed kłamstwem, ani nawet przed morderstwem.
Maria i jej ojciec w przeddzień ślubu stają się ofiarami podłej intrygi Ruppertusa, w wyniku której Maria zostaje brutalnie zgwałcona, osądzona, zlinczowana i wypędzona z miasta. Nieprzytomną, skatowaną kobietę znajduje wędrowna prostytutka, Hiltruda, podążająca na jarmark. Powodowana litością i poruszona niesamowitą urodą umierającej, bierze dziewczynę na swój wóz. Opiekuje się nią i ratuje od niechybnej śmierci.
Maria powoli dochodzi do zdrowia i, żeby przeżyć, przyłącza się do wędrującej z jarmarku na jarmark grupy pięciu prostytutek. Poprzysięga zemstę swoim krzywdzicielom. Tylko pragnienie pomszczenia doznanych krzywd pozwala jej żyć dalej… „

No cóż. Czytałam tę książkę bardzo długo, mimo że to naprawdę wciągajaca lektura. Fabuła jest interesująca, pełna nagłych zwrotów akcji, nie ma jakiś nudnych, nużących opisów i ogólnie powieść ma wszystko to, czego oczekuję po dobrej książce. Mimo to chyba za dużo mi było tych średniowiecznych, nieokrzesanych, sterowanych przez swoje brudne nieumyte penisy facetów. Sceny brutalnych gwałtów, napadów, chamstwa i buractwa po prostu powodowały, iż musiałam sobie robić pauzy przy czytaniu, bo za bardzo mnie to przybijało lub wkurzało. Wiem, że to tylko powieść i że takie były pewnie średniowieczne realia, ale i tak zawsze bardzo emocjonalnie czytam książki.
W sumie była to jednak bardzo fajna powieść i pewnie się kiedyś skuszę na następne części.

mandale i cytaty

p1000543

„Jest tyle pięknych rzeczy, które można dostrzec, jeżeli tylko umie się patrzeć. Życie jest rodzajem obrazu. Bardzo dziwnego, abstrakcyjnego obrazu. Można spojrzeć na niego, zobaczyć jedynie chaos i resztę życia spędzić w przekonaniu, że jest właśnie takie. Jeżeli jednak uważnie się przyjrzycie temu obrazowi, skoncentrujecie się i uruchomicie wyobraźnię, życie może stać się czymś więcej.

 (Cecelia Ahern – „Gdybyś mnie teraz zobaczył”)

„Długi wrześniowy weekend” – Joyce Maynard

tytuł oryginału: „Labor Day
niemiecki tytuł: „Der Duft des Sommers
polski tytuł: „Długi wrześniowy weekend” / „Ostatni dzień lata

“Miasteczko Holton Mills w amerykańskim stanie New Hampshire. Nadchodzi koniec lata i wakacji. Zbliża się upalny długi weekend z okazji Święta Pracy. 13-letni samotnik Henry spędza czas głównie na oglądaniu telewizji, czytaniu i fantazjach. Jego jedynym towarzystwem jest rozedrgana emocjonalnie, od lat rozwiedziona z jego ojcem matka. Nagle we czwartek przed świątecznym weekendem, podczas banalnej wizyty w supermarkecie, wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni: pewien tajemniczy ranny mężczyzna prosi Henry’ego o udzielenie mu pomocy. Pięć kolejnych dni będzie w życiu Henry’ego największą lekcją, jaką może dać życie; chłopiec pozna dojmujący ból zazdrości i konsekwencje zdrady, zrozumie, że dobro tych, których kochamy, jest ważniejsze od naszego własnego – oraz że na prawdziwą miłość warto zaczekać.”

Przeczytałam tą powieść, bo jej niemiecki tytuł (a z oczywistych względów w takim wydaniu mam ją w domu), wpasowuje się do mojego projektu „Der Duft” czyli książek niejako zapachowych. Wiem, że to może trochę idiotyczne wybierać książki do przeczytania tylko z powodu tytułu, ale te powieści z „zapachem” mają jednak to coś w sobie.

Ta również miała. Trudno mi określić co dokładnie to było, tym bardziej, iż mimo że czytało mi się szybko i przyjemnie, wcale mnie ta powieść emocjonalnie nie porwała. No serio, trochę dziwne, bo książka jest dobrze napisana, naładowana takimi emocjonalnymi momentami, porusza poważne tematy i w ogóle jest w niej coś takiego wrażliwego. A i tak ani razu się przy niej nie popłakałam, co mi się np zdarzyło przy czytaniu beznadziejnie napisanego Greya (wcale się nie wstydzę do tego przyznawać). Ogólnie rzecz ujmując „Długi wrześniowy weekend” nie była jakąś porywającą lekturą, ale nie była też zła. Była trochę jak długi leniwy weekend w środku lata. Z lekkim zapachem już przejrzałych brzoskwiń. Niby fajnie, a jednak tak, jakby na coś było już za późno. Jakby się coś przegapiło. Jakby przeszło nam koło nosa. Choć na miłość nigdy nie jest za późno.

„Na końcu tęczy” – Cecelia Ahern

tytuł oryginału: When Rainbows End
niemiecki tytuł: Für immer vielleicht
polski tytuł: Na końcu tęczy / Love, Rosie

„Choć losy Rosie i Alexa ułożyły się inaczej, przez kilkadziesiąt lat nie stracili kontaktu, nie zdając sobie sprawy, że z każdym rokiem ich więź staje się silniejsza… Zabawnie i pomysłowo opowiedziane dzieje wielkiej przyjaźni i miłości pary dublińczyków, od czasu gdy oboje mieli po siedem lat. Potem on wyjechał studiować do Bostonu i ożenił się, a ona została nastoletnią mamą.”

41k-y5mwxoL._SX325_BO1,204,203,200_

Prawie za każdym razem gdy biorę do ręki niemieckie wydanie jakieś książki, zadziwia mnie skąd tłumaczom przychodzi do łba takie tłumaczenie tytułów. Zaprawdę Niemcy mają jakąś manię przekręcania tytułów i wymyślania takich, by człowiek musiał się długo zastanawiać o jaką książkę tak naprawdę chodzi. W przypadku powieści Ceceli Ahern jest dokładnie tak samo. Ale przynajmniej szata graficzna niemieckich wydań powieści autorki niezwykle mi się podoba.

„Na końcu tęczy” jest chyba jedyną znaną mi powieścią napisaną w formie całkowicie bez narratora. Ale to właśnie owe listy, maile i rozmowy z czatów powodują, iż Rosie, Alex i inne postacie stają się nam bliżsi. Wcale nie prosto jest opowiedzieć historię 50 lat życia bohaterów tak, by czytelnik ani przez moment się nie nudził. By wręcz zarwał noc i drugą, nie mogąc oderwać się od lektury. Ta książka to duża dawka humoru, romantyzmu i dobrej energii, która z pewnością przyda się niejednemu z nas. Polecam.

mandale i cytaty

p1000542

„- O, Królik jest mądry – powiedział Puchatek w zamyśleniu.
– Tak – przyznał Prosiaczek – Królik jest mądry.
– I ma Rozum – rzekł Puchatek.
– Tak – zgodził się Prosiaczek – Królik ma Rozum.
Nastąpiło długie milczenie.
– I myślę – ciągnął Puchatek – że on właśnie dlatego nigdy nic nie rozumie.”

 

(Alan Alexander Milne – „Chatka Puchatka”)

mandale i cytaty

p1000523

„Kiedy już staniesz twarzą w twarz ze swymi ograniczeniami i zrozumiesz je, możesz z nimi współdziałać, aby one nie działały przeciwko tobie i nie wchodziły ci w drogę, a to właśnie robią, kiedy je ignorujesz, bez względu na to, czy uświadamiasz to sobie czy nie. I wówczas okaże się, że w wielu przypadkach twoje słabości mogą być twoją siłą.”

 (Benjamin Hoff – „Tao Kubusia Puchatka”)

„Niewolnica” – Ellen Alpsten

„Porwana przez jedną z hord tureckich z rodzinnego dworu Florence von Sass zostaje wystawiona na sprzedaż na targu niewolników w Imperium Osmańskim. Właściciel młodziutkiej niewolnicy liczy, że sprzeda ją do sułtańskiego haremu, gdyż dziewczyna jest nie tylko piękna, lecz także bardzo inteligentna i wyjątkowo muzykalna. Los jednak chce inaczej i szesnastoletnia Węgierka staje się własnością angielskiego podróżnika, lorda Sama White’a Bakera, który bez namysłu płaci za Florence bajońską sumę z zamiarem darowania jej wolności. Nie przewiduje tylko jednego, że nie będzie w stanie rozstać się ze swoją niewolnicą. Zakochany po uszy podróżnik zabiera dziewczynę do Afryki na niebezpieczną wyprawę. Jej celem jest odnalezienie źródeł Nilu, jak dotąd nikt z takiej eskapady nie powrócił…”

Tematyka jest ciekawa: mało znana Afryka, daleka podróż, przygody, niebezpieczeństwa, odkrycia – jednym słowem mogłaby z tego powstać naprawdę rewelacjyjna książka. Ale na pewno nie jest nią „Niewolnica”. Pomijam już fakt, że polski tytuł jest niezbyt trafiony. Ale ogólnie powieść Ellen Alpsten jest zwyczajnie marna. Napisana jakby z poczucia jakiegoś źle pojętego obowiązku, a nie z pasji pisania. Brakuje mi w niej emocji, brakuje serca włożonego w treść. Narracja, dialogi i nawet opisy przyrody są po prostu jałowe, beznamiętne, suche, sztuczne, nudne.

Książka jest bardzo słaba. Aż się sama dziwię, iż chciało mi się to przeczytać do końca.

„Medicus” – Noah Gordon

“Anglia, XI wiek. Rob J. Cole, syn cieśli i hafciarki, po śmierci rodziców zostaje pomocnikiem wędrownego balwierza parającego się również leczeniem. Wykazuje nie tylko zapał do nauki, ale też ową szczególną wrażliwość, która pozwala „czytać” w chorym organizmie, dostrzegać w nim wolę walki lub chęć poddania się. Punktem zwrotnym w jego życiu staje się spotkanie z żydowskim lekarzem, którego kunszt odbiega od szalbierskich sztuczek średniowiecznych medyków. Odtąd każdym krokiem Roba kieruje jedno tylko pragnienie: dotrzeć do Isfahanu i zostać uczniem sławnego perskiego lekarza, Ibn Siny, w świecie zachodnim zwanego Awicenną.”

Ta książka to jak dla mnie swego rodzaju arcydzieło. I nie szkodzi, że wątki historyczne są w niej nieco poplątane i nie zawsze zgodne z faktami. Pomijając ten jeden szczegół ta powieść ma wszystko to, co powienna mieć naprawdę dobra książka. Jest nieco historii, nieco sensacji, przygód, wyraźnie zarysowani bohaterowie. Jednak najlepsze w niej jest to, że potrafi ona w taki magiczny sposób mobilizować do tego, by zawalczyć o swoje marzenia, by zadbać o swoje talenty, by na nowo odkryć swoje pasje