moja galeria – Pod palmami

„Pod palmami” (2007 ?), akryl na płótnie, 100 x 70 cm

Nadal w klimatach ciepłych krajów. To miała być plaża gdzieś w tropikach, o zachodzie słońca. Namalowana kila lat temu na płótnie o 1 m szerokości. Jednym słowem wielka dawka romatycznego kiczu. Namalowałam ten obraz dla kolegi. Nie wiem czy wciąż go ma, choć wcale bym się nie zdziwła gdyby dawno się z nim pożegnał. Jak tak dziś patrzę na ten obraz, to prawie jakbym patrzyła na samą siebie sprzed iluś tam lat. Tyle się zmieniło…

„Lustrzane odbicie” – Audrey Niffenegger

„Niepokojąca opowieść o skomplikowanej miłości, tożsamości i rywalizacji pomiędzy bliźniętami.
Powieść rozpoczyna się śmiercią Elspeth Noblin, która zapisuje swoje londyńskie mieszkanie swym siostrzenicom – bliźniaczkom. Te dwudziestoletnie, niedoświadczone dziewczyny chętnie przeprowadzają się do Anglii, by przymierzyć się do nowego życia, tak samo jak przymierzają swoje identyczne stroje. Zabytkowy cmentarz Highgate – obok którego stoi dom Elspeth – służy za znakomite tło, na którym siostry wplątują się w losy swych sąsiadów: dawnego partnera Elspeth, Roberta, Martina, chorego na agorafobię specjalisty od krzyżówek Martina i ducha Elspeth, która rozpaczliwie próbuje się odnaleźć w swym nowym „życiu po życiu””

Po przeczytaniu „Żony podróżnika w czasie”, napaliłam się na te „Lustrzane odbicie” jak kornik na szafę. Myślałam, że będzie jeśli nie równie magicznie, to przynajmeniej równie wciągająco. I co?

O jeny. Zawiodłam sie na całego! Nie porwała mnie ta ksiązka w ogóle. Wynudziłam się! Zarówno Elspeth jak i pozostali bohaterowie byli jak dla mnie namalowani w zbyt jednolitych barwach. Przewidywalni. Po prosu czytasz tę ksiązkę i wiesz po czasie jak się zachowa Julia czy Valentina. Wiesz co zrobi Robert czy jak zachowa się Martin. Nie ma niespodzianek, nie ma nic, co by powodowało, iż wolałabym zrezygnować z pójścia na spacer czy na imprezę, byleby tylko doczytać co będzie dalej. No i postać Elspeth – jeny jak mnie wkurzała jej ta niby enigmatyczność.

Jak na książkę o duchu, straszne nudy.
Jak na ksiązkę o miłości siostrzanej czy damsko-męskiej dość beznamiętnie.
Jak na ksiązkę o życiu czy śmierci, wręcz denerwująco i bezpłciowo.

Moja ocena: marna. Do przeczytania raz i nigdy więcej. I to tylko dla kogoś kto naprawdę już nie ma co czytać. Jednym słowem wcale nie polecam.

moja galeria – Laguna

„Laguna” (2007?), akryl na płótnie, 80 x 60 cm

Laguna – Od lagunowej strony. To był mój pierwszy krajobraz. Malowałam ten obraz ucząc się, podpatrując krok po kroku w jakieś gazecie. Znowu nie mój pomysł. Ale pamiętam jaka byłam dumna kiedy go skończyłam malować. Dziś widzę tam cale mnóstwo niedociągnięć i miejsc, które mi się nie podobają. Ale dziś patrzę innymi oczami.

„Żona podróżnika w czasie” – Audrey Niffenegger

Inne tytuły tej książki to:
Miłość ponad czasem. Historia inna niż wszystkie
Zaklęci w czasie

“Clare, urocza studentka sztuk pięknych i Henry, niekonwencjonalny bibliotekarz, spotkali się po raz pierwszy, gdy ona miała sześć lat, a on trzydzieści sześć. Kiedy Clare skończyła dwadzieścia trzy, a Henry trzydzieści jeden – zostali małżeństwem. Choć wydaje się to niemożliwe, jednak jest prawdziwe. Henry bowiem to jedna z pierwszych osób na świecie, u których wykryto rzadkie zaburzenie genetyczne: od czasu do czasu jego biologiczny zegar uruchamia się na nowo i Henry przemieszcza się w czasie. Znika nieoczekiwanie, pozostawiając po sobie tylko stosik ubrań. Nigdy nie wie, gdzie się znajdzie i jaka będzie otaczająca go rzeczywistość. Odmierzając swoją miłość kolejnymi spotkaniami, oboje za wszelką cenę próbują wieść normalne życie. Ale czy może liczyć na normalność człowiek, który jest niewolnikiem własnego ciała, a przede wszystkim nagłych podróży w czasie.”

I jak podobała mi się ta opowieść? Książka mnie porwała! Jest piękna, rewelacyjnie napisana (choć ma swoje słabsze momenty) i przede wszystkim nieprzewidywalna. To dla mnie istotne, bo najbardziej co mnie zniechęca w powieściach, to jeśli już w połowie wiesz, co będzie na końcu. Tutaj czegoś takiego nie uświadczysz. Akcja jest wartka, trzyma w napięciu, ciągle i ciągle chcesz wiedzieć co będzie dalej.
Ale to nie wszystko. Nie wiem czy sprawił to sam temat związany z przemijaniem, czy jeszcze coś innego. Dla mnie ta książka była magiczna. Były momenty, kiedy czytając ją miałam dosłownie dreszcze. Takie jakie się ma, kiedy czujecie obecność czegoś niezwykłego … hmmmm … Jakby było tuż obok was, choć niewidoczne dla oczu.
I jeszcze długo po przeczytaniu tej ksiązki towarzyszyło mi właśnie to uczucie.
Jaka jest moja ocena tej książki? Wystarczy, że powiem, iż wracam do niej. Wracam i za każdym razem wraca również ten dreszczyk.

moja galeria – Leopard

„Leopard” (2008), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Ostatni mój kociak z tamtych lat. Powstawał chyba przez 4 dni. I muszę powiedzieć, że włożyłam w niego wiele serca. Kiedy go oddawałam, to serio było mi żal się z nim pożegnać. Ale teraz zdobi przynajmniej ściany w innym mieszkaniu. I być może cieszy oko.
Motyw na obrazie pochodzi z książki „Afrika Bilder” autorstwa Gabriele Schuller. Nie zrodził się więc w mojej głowie. Ale i tak obraz jest piękny.

 

moja galeria – Biały tygrys

„Biały tygrys” (2005), plakatówki i pasta do zębów ma kartonie, 30 x 40 cm

Oj, jak widać mam słabość do tych wielkich, dzikich kociaków. Fascynują mnie. Dlatego tak lubię je malować. Tygrysa namalowałam na kartonie (30 x 40 cm) plakatówkami z dodatkiem… pasty do zębów. Trzeba było sobie radzić, potrzebowałam więcej białej farby i nieco gęściejszej niż zwykła plakatówka. Pasta okazała się całkiem niezła. A potem obraz utrwaliłam matowym lakierem i tym sposobem trzyma się do dziś. W sumie jest to jeden z moich najpierwszych obrazów, jeszcze z roku 2005. Malowałam go odgapiając z jakiś puzzli.

moja galeria – Siesta

„Siesta” (2006), plakatówki i akryl na płótnie, 100 x 70 cm

Malować uwielbiam od kiedy pamiętam. Jednak po okresie dzieciństwa na długo porzuciłam tę pasję. Ale prędzej czy później wraca do nas to, co jest częścią nas samych. I dlatego wróciło do mnie moje malowanie.

Ten obraz był moim absolutnie pierwszym obrazem malowanym na płótnie.  Nie miałam wtedy jeszcze moich farb akrylowych, zatem w pierwszej fazie namalowałam go plakatówkami od dzieci. Ale plakatówki nie za bardzo nadają sie do takiego malowania. Jak tylko kupiłam moje pierwsze farby akrylowe mój leopard otrzymał nieco poprawek. I teraz wciąż wisi w naszej sypialni nad łóżkiem. Lubię go. Bo to taki leopard – leniwiec, jak czasami ja.

dzień dobry

Był czas myśli smutnych, czas załamania, braku wiary w siebie, braku wiary w sens tego co robię, wiary w miłość czy przyjaźń. Czas wątpliwości i wewnętrznego zagubienia.
Ale Bafcia z natury jest kobietą, która kocha życie. W całej jego okazałości. Włącznie właśnie z tymi wszystkimi smuteczkami, upadkami, niepowodzeniami… Jak to było?
„… spadają z nieba małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia”.
Tak chyba właśnie jest. Nic co się dzieje, nie dzieje się bez celu. We wszystkim jest jakiś sens.
Może miałam się czegoś nauczyć, może coś lub Kogoś odkryć na nowo. Może zrozumieć najprostsze rzeczy, które nie docierały do mnie inaczej.
Kocham życie. Uwielbiam się śmiać lub nawet płakać. Kocham niespodzianki, wzruszenia, drobne chwile, w których moja dusza doznaje nieoczekiwanych uniesień. Ale też te zwykłe – niezwykłe dni, godziny, momenty.
Małe radości, małe spotkania, uśmiechy, spojrzenia, gesty… Czasem słowa piosenki, która akurat leci w radio, czasem słowa przeczytane gdzieś tam niby przypadkiem w gazecie…

Czy trzeba coś robić by być szczęśliwym?
Chyba nie. Chyba wystarczy po prostu szczęśliwym być. A w ślad za tym idzie cała reszta. Poczyna się właśnie z tego. Z tego czym jestem.

Z tego czym jestem rodzi się to, co robię.