bliźniaczy płomień

Bliżniaczy płomień. Kto nie doświadczyl osobiście, może po zasłyszanych opowieściach mieć wrażenie, że to cud, miód i orzeszki, romantyczne na maxa. Teoria.
Praktyka jest zwykle brutalnie odwrotna.
Bliźniak przemiele na maxa, tak że nie wiesz już nic.Tak, że umrzeć w jakiś sposób musisz. I to nie raz. Przewrócą ci się wszystkie wnętrzności do góry nogami, rozpadnie wiele razy to, w co wierzysz, a już zwłaszcza na temat samego siebie. Delikatnie to ujmując jest raczej „srycznie”, a nie romantycznie.
A potem, po wielu takich turbulencjach, wreszcie przychodzi taki moment, że „to koniec”.On podjął decyzję, albo ty, albo nawet razem to zrobiliście. I żyjesz sobie dalej .Robisz swoje, raz lepiej, raz gorzej. Świecisz swoim światlem, albo czasem nie świecisz, I nawet jeśli upłynie nie wiem ile czasu i nie wiem jak bardzo silne jest twoje przekonanie, że tak jest lepiej, dla ciebie, dla niego i dla kogo tam jeszcze… To i tak nie wypierdzielisz go z serca. Bo to nie są stare buty czy walizek jakiś żeby było tak łatwo wypierdzielić. Żeby w ogóle się dało
I tęsknić też będziesz.
 
I cóż. trzeba z tym żyć.
Ale to też jest ok.
 
Tak sobie napisalam.
Bo akurat mnie dopadło. Tęsknota znaczy się. Taka bardzo bardzo…
I lepiej napisać tu niż popełnić jakąś głupotę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.