żaden moment nie jest jedynie zwyczajny

Kiedyś, już jakiś czas temu był taki filmik Wiedźmy Anny, w którym opowiada ona o tym, jak to dobrze jest zadedykować energię, którą wprawiamy w ruch podczas różnych rzeczy, jakie codziennie robimy i sobie to zapisać w swojej powiedzmy Księdze Blasków. Sama Wiedźma Anna może nie jest jakimś guru ani ideałem i ma sporo za uszami, ale jestem wdzięczna jej za to, że wtedy właśnie podzieliła się tym pomysłem z dedykowaniem energii.
 
Usiadłam wtedy i ja i zastanowiłam się nad wszystkimi czynnościami, jakie wypełniają moją codzienność. Od porannego mycia zębów, poprzez ubieranie się, picie kawki, przygotowywanie posiłków, hulanie po internetach, malowanie, rozmowy, czytanie, sex, słuchanie muzyki… wszystko.
Zastanawiłam się nad każdą z tych czynności i chyba pierwszy raz w życiu zobaczyłam w nich coś więcej.
Zobaczyłam ich energetyczne znaczenie i to, że są właśnie energią, którą wprawiam w ruch. I że mam pełne prawo, a nawet obowiązek zarządzić tą energią jak najlepiej. I że naprawdę to ma sens jeśli tą energię zadedykuję. Sobie, bliskim, ziemi, światu…
 
Proste rzeczy, zwyczajne, do których wcześniej w ogóle nie przykładałam żadnej uwagi, teraz nabrały zupełnie innej jakości.
Zapisałam sobie każdą tę czynność z moją do niej dedykacją w swojej Księdze Blasków. I zapisując to, a więc przenosząc owe dedykacje do materii, może w jakiś sposób rzeczywiście to zapisałam i we mnie samej. Nie wiem. Ale wiem, że wszystko się zmieniło. Nie tak od razu i nie jakoś diametralnie. Ale jednak bardzo wyraźnie zauważalnie dla mnie.
 
I okłamałabym gdybym teraz wam powiedziała, że przez cały czas o każdej tej dedykacji pamiętałam. Że za każdym razem gdy np robiłam sobie kawkę albo powiedzmy wskakiwałam wieczorem pod prysznic, to pamiętałam co to ma jeszcze dla mnie przynieść. Nie pamiętałam. Ale jednak od czasu do czasu, kiedy sięgałam sobie po tę moją Księgę, by być może zapisać w niej coś nowego albo zerknąć do jakieś notatki, to jakoś tak mi te dedykacje się „napatoczały” i czytałam je. Czasem jedną, innym razem inną. I tak stopniowo zapadały coraz bardziej w moją świadomość, a wraz z tym wszystko zaczęło nabierać zupełnie innych barw.
 
„Niech energia, którą wprawiam w ruch podczas zakładania szkieł kontaktowych pomaga mi prawdziwie patrzeć. Niech zwiększa moją uważność i otwartość serca, abym dostrzegała wszystkie cuda, którymi obdarza mnie Wszechświat oraz te momenty kiedy wzywa mnie brat czy siostra, w których wzywa mnie Miłość.”
 
Kiedy takie coś zapadnie do świadomości, to już nigdy zwykłe ubieranie kontaktówek nie będzie jedynie zwykłym ubieraniem kontaktówek.
I tak po kolei z każdą inną czynnością, z każdym innym zajęciem, z każdym zrobionym przeze mnie krokiem.
Nawet to, co wydawałoby się jest nudne, albo jedynie obowiązkiem, wysiłkiem, może nawet w jakiś sposób niefajne, stracilo swoją niefajność i nabrało blasku. I może nie zawsze pamiętam o tym, ale przypominam sobie. Przypominam sobie w wielu momentach, zwłaszcza w tych trudnych, zwłaszcza kiedy Życie akurat nieco mnie podtapia, kiedy dopada mnie zwątpienie czy marazm, wtedy jakaś część mnie przypomina sobie, że to wciąż ja sama decyduję o tym, co z daną rzeczą mogę zrobić. I to nieprawda, że nie mogę zrobić nic. Zawsze mam moc nadania jej blasku.
 
Moje życie jest zwyczajne. Nie jeżdżę do dalekich krajów, nie robię żadnej kariery, nie mam ani wielkich ambicji, ani żadnego parcia na sukces. Wiele osób postrzega moją codzienność jako totalnie nudną, przyziemną, nieciekawą, wręcz pustą. Ale oni nie wiedzą tego, co wiem ja. Dla mnie w tej codzienności nic nie jest nudne i nieciekawe. Nic, nie jest zwyczajne ani przyziemne. Dla mnie moja codzienność jest pełna magii. Barw. Wzruszeń. Poruszeń. Zachwytów.
Żaden moment nie jest jedynie zwyczajny. W każdym kryje się moc. Każdy ma swój blask.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.