opieka nad chłopcem i czerwone jabłuszka

(Księżyc w przejściu z Lwa do Panny)

Byłam w jakimś muzeum albo swego rodzaju akademi – trudno mi stwierdzić, ale takie w śnie miałam właśnie postrzeganie o tym miejscu. Było to ogromne pomieszczenie, z mnóstwem regałów i półek, na których znajdowały się różniste kamienie, w przeważającej części kryształy. Miały one różniste kolory i promieniały swoim światłem. Niby byłam tam sama, ale zobaczyłam, iż po tych półkach, między kamieniami chodzi też mały jasno szary, prawie biały kotek. Kiedy chodził był właśnie takim małym kotkiem, jednak momentami przysiadał i wtedy na krótką chwilę zamieniał się w białego króliczka. Zaciekawiona obserwowałam go, starając się jednak mu nie narzucać. W pewnym momencie kotek przemienił się zupełnie w małego, może 6 letniego chłopca. W tym samym momencie zobaczyłam też, iż ja sama jestem wysoko w ciąży i to ciąży bliźniaczej. Zaraz potem pojawiła się starsza kobieta, trzymająca w dłoni coś w rodzaju cienkiej rózgi. Była bardzo oficjalna i miała taki surowy wygląd. Zorientowałam się, iż była to jakaś opiekunka czy bardziej dozorczyni tego miejsca. Powiedziała mi, iż dziecko, czyli ten chłopczyk nie może tam zostać i dała do zrozumienia, że albo ja się nim zaopiekuję albo ona będzie zmuszona oddać chłopca do… nie bardzo zrozumiałam gdzie, ale wiedziałam, iż dla chłopca byłoby to coś groźnego. Było więc dla mnie oczywiste, że zabiorę chłopczyka ze mną do domu. Od razu pojawił się tam też mój mąż, który niejako musiał również wyrazić zgodę i w ten sposób przejęliśmy opiekę nad chłopcem. Tyle że sam chłopiec nie mógł tak od razu pójść z nami, tylko na jeden dzień przeniesiono go do takiego jakby przedszkola dla nowo przybyłych dzieci. Miał tam jakby utwierdzić się czy ugruntować w byciu ludzkim dzieckiem (bo przecież pojawił się przemieniony najpierw z kotka).

 W kolejnej scenie byłam już chyba w domu. Przyszli do nas kobieta i mężczyzna, którzy przedstawili się jako prawdziwi rodzice chłopca. Powiedzieli, iż bardzo pragną chłopca odzyskać, no ale jako że teraz dziecko jest pod moją i męża mojego opieką, to niejako my musimy najpierw z tej opieki zrezygnować oraz wyrazić zgodę by chłopiec wrócił do prawdziwych swoich rodziców. Poszliśmy razem więc do jakiegoś biura, gdzie przedstawiliśmy sprawę jakimś urzędnikom. Nie od razu byli przychylni i każdy z nas musiał przedstawić jakieś solidne argumenty. Ja odpowiadałam jako ostatnia i w końcu przeważył argument, iż może nawet nie dalibyśmy rady tak dobrze chłopcem się zaopiekować, skoro mamy już dwóch synów, w tym jednego chorego i oczekujemy na dwóch kolejnych. Już wtedy wiedziałam, że te bliźniaki, które mają się narodzić to dwoje chłopców. Wreszcie zgodzono się by tamten chłopiec wrócił do swoich rodziców.

Kolejna scena bała taka, że wszyscy razem – jakby dla świętowania tej sytuacji, iż tak się fajnie ułożyło to z tym chłopcem – siedzieliśmy w takiej ażurowej alkowie w jakimś pięknym ogrodzie czy sadzie. Była jesień, drzewa skąpane w słotych liściach.  I kiedy się przyglądałam tak tym drzewom, zobaczyłam, iż ich gałęzie wręcz uginają się pod obfitością cudownie dojrzałych czerwonych jabłek. Te jabłuszka były tak piękne, dorodne i było ich tak dużo, że dosłownie rosły jedne przy drugich. A między nimi – widziałam jeszcze dojrzałe kiście ciemnych winogron oraz gronka jarzębiny. Byłam zachwycona tą przecudowną obfitością, tym niesamowitym wręcz połączeniem czerwonych jabłuszek, maleńkich, lekko pomarańczowatych gronek jarzębiny, burgundowych kiści winogron i całego morza złotych liści. Ten widok napawał mnie prawdziwym zachwytem. Poprosiłam tych swoich towarzyszy zabawy, by zrobili mi zdjęcie na tle tych gałęzi. Lecz oni – owszem robili mi jakieś zdjęcia, ale nie bardzo chcieli fotografować mnie na tle drzew. Trochę się śmiali, trochę próbowałi mnie przekonać, iż mogę znaleźć lepsze tło. Wtedy się zorientowałam, iż moi towarzysze widzieli jedynie gołe smutne gałęzie, z resztkami suchych liści. Tylko ja widziałam te drzewa z obfitością przepięknych liści i cudownych owoców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.