12 kamieni – spala się, zmienia, układa na nowo

Sobota – Niedziela – Poniedzialek

Nawet nie wiem jak to ująć w słowa.
W sobotę zaczęlo się dziać. Nie, nic na zewnątrz, ale wewnątrz mnie. Jakbym dostała małpiego umysłu. Totalny chaos. Wulkan. Chaos. Szaleństwo.
To nawet nie były emocje, które mną targały. Tylko myśli. Już wcześniej zdarzały mi się czasem podobne jazdy. Teraz jednak bylo odrobinę inaczej. Pierwszy raz potrafiłam to bardziej obserwoać. Nie identyfikować się z nimi. Udawało mi się to jedynie na krótkie momenty. I chociaż byly one jedynie chwilami, to znacznie zmieniły moją perspektywę całości. Potem znowu porywał mnie ten wir, karuzela myśli, jak dwa głosy całkowicie sprzeczne. Jak dwie energie, które przepychają się. Dosłownie szaleństwo. A ja w środku niego.
Jestem ogromnie wdzięczna i podziwiałam mojego Przyjaciela, który słuchając tego, nie uległ wariacji, tylko niewzruszony wytrwał w tym moim chaosie. Był obok. Jak skała. A ja jak tornado wokół niego. Nie krytykował, nie oceniał, nie pytał nawet za wiele, nie próbował zrozumieć. Po prostu był. Nie potrafię nawet wyrazić ile ta jego obecność pomogła. Dziękuję Przyjacielu.
Przez cały dzień towarzyszył mi również Fyonn. Miałam wrażenie jakby z tą swoją ognistą energią (tak go czuję) pomagał mi spalić, przetransformować, odejść temu, co odchodzi we mnie. Kiedy wątpiłam, Fyonn swoją obecnością przypominał mi o ogniu we mnie. Kiedy się miotałam, pomagał wytrwać i pamiętać. Niby nic wielkiego. Po prostu był w mojej przestrzeni. Obok. Ale ta jego obecność naprawdę pomogła. Spalilo się szybciej.

W niedzielę (zaraz po północy) weszłam już wyciszona. Jednak pogubiona nieco po tym całodniowym wcześniejszym szaleństwie. Wzięłam do ręki Anikę. Przyjrzałam się jej jeszcze raz. Przypomniała mi o słuchaniu. Na nowo musiałam się wsłuchać w siebie. Na nowo zapytać siebie. Czego chcesz? Jakie są naprawdę twoje pragnienia? Gdzie są twoje granice? Wsłuchać się w siebie. Wsłuchać się w swoją wodę.
Słuchałam więc. Układałam na nowo. Niby tylko w sobie. Ale wbrew pozorom to jednak jest swego rodzaju praca. Nawet o tym nie wiedziałam.

Jednak dziś po tych dwu dniach mój organizm jakby potrzebował się zregenerować. Spałam całą noc. Wstałam późno, a już zaledwie po kilku godzinach dopadła mnie znowu senność tak silna, że musialam się położyć. Wstałam, wyciągnęłam farby. Zaczęłam malować… Godzina, dwie, znowu ta senność. Pomalowana na zielono Luia uśmiechnęła się do mnie. Piszę tego wpisa, ale najchętniej znowu poszłabym spać. I pewnie zaraz óojdę.

Przez trzy dni nie byłam w mojej zielonej enklawie u kamieni. Przez trzy dni jednak kamienie towarzyszyły mi tutaj.

Coś się we mnie zmienilo. Coś się ułożyło na nowo. A teraz czas to odespać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.