12 kamieni – ja to inny ty

Przyjechali do nas siostra mojego męża i jej chłopak. Nie widujemy się zbyt często, więc ucieszyliśmy się na tą ich wizytę. Zapowiadał się nam fajny dzień spędzony w rodzinnym gronie.
No i tu pojawia się kwestia wyprawy na spotkanie z Kamieniami.
No bo przecież sama wzięłam na siebie wyzwanie i powinno być tak, jak wymyśliłam to sobie od początku. Czy aby na pewno?
Tak naprawdę to chyba nigdy nie bylam dobra w tym, by ściśle trzymać się jakiś planów, zwłaszcza jesli coś miało się nieco rozciągać w czasie. Na dobrą sprawę to nawet nie wiem czy kiedykolwiek mi się takie coś zdarzyło.
Może to taki mój dar, iż od kiedy pamiętam było mi łatwo dopasowywać się do zmian, a trudno wytrwać przez długi czas w jakiś ustalonych ramach. Może więc właśnie nad tym powinnam teraz pracować? Może to wyzwanie temu ma służyć? Może mimo gości, powinnam jednak i tak sama maszerować nad rzekę i spacerować z Kamieniami???

Zaraz, zaraz… Czyż ja się przypadkiem jednak czegoś wreszcie nie nauczyłam?
– „Słuchaj wody. Słuchaj swojej wody. Ty jesteś woda. ” – usłyszałam gdzieś w sercu słowa Aniki.
Tak. Musialam się aż uśmiechnąć. Dziękuję ci Aniko.

Życie to woda. I ja jestem woda.
Nie ma potrzeby bym w imię jakiś twardych, wymyślonych przez siebie czy kogokolwiek reguł miała walczyć z prądem i tracić niepotrzebnie radość i energię na walkę z wirami czy falami.
Nie ma potrzeby bym w imię tych samych reguł miała na siłę regulować bieg mojej rzeki we mnie. Uśmiechnęłam się. I już wiedziałam, że dzisiaj, w nasz rodzinny dzień nad rzekę wybierzemy się wszyscy.

I tak zrobiliśmy.
To bylo bardzo ciekawe dla mnie doświadczenie. Szyliśmy bowiem tą samą drogą, w tym samym kierunku, a jednak zupełnie inaczej. Ja wyłapywałam wołanie każdego ptaka, zaważalam mizerne kwiatuszki przy drodze, cieszylam na miękość trawy pod stopami. Oni zwracali uwagę na zupełnie inne rzeczy. Na to, czego ja bez nich pewnie w ogole bym nie zobaczyła. Na widniejące na horyzoncie wiatraki, na kurz suchej polenej drodze, jakieś tam samochody, których nazw ani nie pamiętam.
Szliśmy razem a jednak tak jakby każdy osobno. Ciekawostka taka, że moja szwagierka nosi takie samo imię i nazwisko jak ja. Przyszło mi do głowy, że ona to inna ja. A nasza percepcja tak odmienna, tak zupełnie różna. Ale przecież „ja to inny ty”.

Nie pospacerowałam dziś z Kamieniami, ale pogłaskałam je na przywitanie. Wyszeptałam im kilka ciepłych słów, mrugnęłam do nich okiem. Podziękowałam za to, że są. Zamoczyłam dłonie w rzecze. Uśmiechnęlam się wody.
Mimo że było dziś zupełnie inaczej, to nie mniej odkrywczo. Nie mniej ciekawie. Nie mniej cudownie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.