12 kamieni – wyzwanie CUD – 7/30

Wybrałam się dziś nad rzekę jeszcze przed południem. Cieszyłam się na to spotkanie z Kamieniami. Byłam może w połowie drogi, kiedy dosłownie już je poczułam i usłyszałam ich szepty. Witałam się z nimi jak z dobrymi kumplami. Zamieniliśmy kilka miłych myśli, kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że przecież jeszcze nawet nie dotarłam do rzeki.
– „Jakim cudem ja z wami gadam skoro jesteście jeszcze daleko? A może nie gadam wcale z wami tylko ze sobą?” – zapytałam.
Kamienie wydały się tym pytaniem wyraźnie rozbawione. Zwłaszcza Szary pękał ze śmiechu. Ten jego chichot był mi najlepszą odpowiedzią. I w sumie sama aż musiałam się z siebie śmiać. Przecież to oczywiste: w komunikacji międzywymiarowej odleglość fizyczna zupełnie nie gra roli.
A skoro tak, to znaczy, iż na dobrą sprawę mogę rozmawiać z moimi Kamieniami praktycznie nie ruszając tyłka z domu. Nie żeby mnie kusiła taka opcja, ale po prostu zauważam możliwość. Wow, to znowu poszerza moje postrzeganie.

Tymczasem dotarłam już nad rzekę. Trawa była wciąż mokra od rosy. Zapragnęłam nagle poczuć ją pod stopami. Nie pamiętam kiedy ostatnio chodziłam po mokrej od rosy trawie. Ściągnęłam zatem buty i … to było takie fajne!
Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, iż będę w połowie października łazić boso po trawie, to pewnie popukałabym się w czoło. A dziś oto przechadzałam się tam zachwycając się tym cudownym doświadczeniem.

boso po mokrej od rosy trawie

Potem poszłam wreszcie do moich Kamieni. Poprzytulałam je, pogłaskałam no i poszliśmy sobie razem pospacerować.
Po wczorajszej dość mocnej lekcji Fyonna, były dziś dla mnie bardzo łagodne. Zwłaszcza dziewczyny otoczyły mnie taką bardzo fajną kobiecą energią. Urządziłyśmy sobie potem taki mały babski krąg: one cztery i ja. Anikę i Luię już wam przedstawiłam. Jest jeszcze Bernadetka i Mara.

w babskim kamiennym kręgu

Bernadetka jest duża i ciężka, ale tak bardzo mocno kobieca. Na serio. Bardzo gładka w dotyku, ma lekkie, ale wyraźne wypukłości i tak szybko nagrzewa się w dłoniach. Ma piękną różową energię i jest w niej tyle łagodności, wdzięku i takiego właśnie kobiecego czegoś, że ilekroć ją trzymam w dłoni, to mnie rozczula.

Bernadetka

Mara z kolei jest jej przeciwieństwem. Drobna, chropowata w dotyku, niesymetryczna i trochę dzika. Ma granatową energię i jest taką małą wojowniczką. Ale to nie znaczy, że brak w niej kobiecości. Mara po prostu jest inna.

Mara

Tyle się mogę od nich wszystkich nauczyć.
Opowiadały mi dzisiaj o Miłości, rozszerzając wczorajszą lekcję Fyonna.
– „… kochaj, ale niech cię nie kusi, by używać Miłości do tego, aby kogokolwiek zmieniać. To nie jest Miłość.” – Mówiła cichutko Bernadetka – „Miłość po prostu jest. Sczytuj informacje najszerzej jak potrafisz i słuchaj tego, co mają ci do powiedzenia. A potem wybieraj mądrze. Wiele będzie z tobą nie rezonować, ale właśnie dlatego opowiedzą ci najpierw o tym. Słuchaj co do ciebie mówią…”
– „Słuchaj wody w tobie” – wtrącila Anika – „Yy jesteś wodą. Twoja woda cię nie oszuka”
Wiedziałam o czym mówi. O słuchaniu swojego ciała. Ono wie.
– „Słuchaj i kochaj” – kontynuowała Bernadetka – „I wybieraj mądrze. Nie używaj Miłości by cokolwiek zmieniać w innych. Zmieniaj w sobie.” – powiedziala to tak łagodnie promieniując swoim ciepłem.
– „Pozwól innym być takimi jacy wybierają być.” – teraz szeptała Mara – „Daj im wolność bycia sobą, tak jak ty pragniesz wolności bycia sobą. Sczytuj informacje i wybieraj z Miłością. Dla siebie i dla nich. Kochaj, ale nie zniewalaj. Miłość jest wolnością.”

Mówiły mi to wszystko, kamienne Przyjaciółki. I tyle czułam w tym mądrości, piękna, harmonii. To nie były lekcje. To było takie kojące bycie w tej chwili.

od lewej: luia, Mara, Bernadetka i Anika

Luia przypomniała mi na koniec o roślinach i bogactwie.
– „Zauważ i przyjrzyj się dziennie tylko jednej. Powąchaj, popatrz, dotknij, nasyć zmysly. Zapamiętaj tylko jedną i naucz się rozpoznawać. Jeśli nauczysz się dziennie tylko jednej, to zobacz o ile bogatsza będziesz za miesiąc lub dwa. Tylko jedna dziennie. To wystarczy. To bardzo dużo. Wykorzystaj tą możliwość jaką masz w zasięgu.”

No, to był naprawdę super pomysł. Nauczyć się dziennie jednej nowej rośliny.
Rozejrzałam się wokół i zobaczyłam, że przy pniu, gdzie czasem przysiadam, rośnie różowy kwiatuszek. Zauważyłam go już wcześniej, bo taki kwiatek trudno przeoczyć w takim miejscu. Nie znałam go. Ale teraz, dzięki Luii już wiem, że to niecierpek gruczołowaty. Mój świat jest bogatszy o niecierpka. To takie niesamowicie piękne i proste zarazem.

niecierpek gruczolowaty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.