12 kamieni – zadanie od Luii

Ubrana w czerwoną sukienkę, poszłam na spotkanie z moimi kamykami dziś nieco wcześniej. Trawa wciąż była mokra od rosy. Powietrze pachniało cudnie jesienią.
Moja gromadka czekała już na mnie. Przywitałam i poprzytulałam się z każdym Kamieniem oddzielnie. Przez te kilka dni stały mi się bliskie. Jak przyjaciele, ale i wspaniali nauczyciele.
 
Dziś dostałam zresztą wyjątkową lekcję. I to taką, której bym się nie spodziewała. A wszystko za sprawą Luii.
Już kiedy wczoraj brałam ją w dłonie przedstawiła mi się właśnie jako Luia. Nie musiałam się w ogóle wysilać, bo od razu zobaczyłam jej twarzyczkę.
A potem Luia powiedziała, że ma dla mnie zadanie. No tego się nie spodziewałam, że przy noszeniu Kamieni będę jeszcze dostawała od nich samych dodatkowe zadania.
Tymczasem Luia zapytała mnie o drzewa, o to ile ich znam. Ile znam roślin wokół mnie. Rozejrzałam się dookoła. Świat wokół mnie, mimo że wciąż jestem w wielkim mieście,  zielony, z mnóstwem drzew i krzewów. Zdarza mi się czasem przytulać do drzew, ale przyznać muszę, iż rozpoznać potrafię jedynie te podstawowe. Jakoś tak zwracałam zawsze bardziej uwagę na zwierzęta niż na drzewa czy rośliny.
zielona enklawa nad rzeką
„Wszyscy jesteśmy polączeni.” – usłyszałam dziś szept Luii – „Rozejrzyj się wokół i rozpoznaj bogactwo wokół ciebie. Im więcej będziesz potrafiła zobaczyć, tym szerszym strumieniem będzie ono do ciebie płynęło. Otwórz się na nie, widząc je naprawdę.”
Rozejrzałam się znowu wokół mnie. Zieloność. Mnóstwo drzew i krzewów. Ale chyba po raz pierwszy spojrzałam na nie zupełnie inaczej. Z zaciekawieniem, wręcz głodna wiedzy. Luia uśmiechnęła się do mnie.
„Idź i rozpoznawaj.” Powiedziała mi dziś na pożegnanie.
Wracałam potem do domu przyglądając się uważnie drzewom i krzaczkom. Po raz pierwszy dostrzeglam ich prawdziwą różnorodność wokół mnie. Odkryłam tyle zadziwiających rzeczy, o których wcześniej nie wiedzialam.
Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam wiszące na olszy długie męskie kotki oraz żeńskie, jeszcze zielone szyszeczki. Spotkałam wysoki na jakieś 3 metry krzak ligustru, o istnieniu którego nie miałam wcześniej pojęcia, na którym akurat czerniły się maleńkie, owoce, jak sie później dowiedziałam dla człowieka trujące. Odkryłam kilka gatunków klonu i dokładnie się im przyjrzałam, dzięki czemu potrafię już teraz rozróżnić klon pensylwański, polny czy palmowy. Zachwycałam się czerwieią głogu, białymi kuleczkami śnieguliczki, ogniście pomarańczowymi owocami rokitnika i burgundowymi teraz liśmi czarnego bzu, na ktorym wciąż wisiały resztki owoców.
Oczywiście wiele nazw musialam dopiero wygooglować, ale jakże to byla dla mnie odkrywcza wycieczka.
Poprosiłam te drewka i krzaczki o pozwolenie na zebranie czasem kilku listków, orzeszków czy gałązki. I tak wróciłam do domu z całym naręczem.
przyglądając się, poznając, zbierając…

A wszystko dzięki Luii, Kamiennej nauczycielce roślin. Dziękuję ci Luia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.