„Anna, Hanna i Johanna” – Marianne Fredriksson

„Trzy kobiety, przedstawicielki trzech pokoleń jednej rodziny. Mogłoby się wydawać, że nigdy nie połączyły ich naprawdę silne więzy, że dzieliło ich wiele zadawnionych pretensji i niedomówień. W rzeczywistości ich losy tworzą ciąg wzorców, dziedziczonych przez kolejne generacje. Przekona się o tym najmłodsza z bohaterek, kiedy nie mogąc się porozumieć z umierającą matką, sama postanawia rozwikłać zagadki rodzinnej przeszłości.”

Sagi rodzinne na pewno nie należą do mojego ulubionego gatunku literatury, ale od czasu do czasu lubię sobie jakąś poczytać. Po tę sięgnęłam po prostu na chybił trafił. I jak było? Z jednej strony nieco chaotycznie, z drugiej nieco leniwie. Wszystko oplecione skandynawskim klimatem i odrobiną tła historycznego. Nie porwała mnie ta powieść na tyle, bym była nią zachwycona albo jakoś bardzo poruszona, ale czytało się całkiem fajnie. Nie byłam ani zmęczona tą lekturą, ani znudzona. Ot, tak jak w życiu nie zawsze dni są jakąś wielką przygodą, a mimo wszystko każdy na swój sposób jest wyjątkowy. Tak samo było i tutaj, czasem radośniej, a często bardzo smutno, może nie porywająco, ale na swój sposób pięknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.