„W Chinach jedzą księżyc” – Miriam Collee

„Miriam i Tobias prowadzą spokojne życie w Niemczech. Mają piękny dom, ciekawą pracę, dobry samochód, a przede wszystkim nie mogą się nacieszyć najukochańszą córeczką Amelie.
Wiadomość o pracy w Szanghaju przychodzi znienacka. Jak to, przenieść się do Chin?
Przeprowadzka do Azji wydaje się być szalonym ale jakże oryginalnym pomysłem. Przeczytane książki i przewodniki dają im pewność, że nic nie jest takie straszne, jak się wydaje!
Na miejscu okazuje się, że tak naprawdę o Chinach nie wiedzieli nic!
Zapchane toalety, problemy z chińskimi „złotymi rączkami”, niedziałająca klimatyzacja, oszukujące opiekunki, szaleni taksówkarze, niezrozumiały język, – wszystko to spotyka Miriam i Tobiasa, którzy nie sądzili, że nowe miejsce przysporzy im tylu przygód!

Autorka, Miriam Collée, przez ponad rok pisała o swoim życiu w Chinach na blogu. Zebrane materiały posłużyły jej do napisania książki o życiu codziennym w Państwie Środka. Napisana dowcipnie z zacięciem dziennikarskim. Sama śmieje się, że w Chinach przetrwała dzięki poczuciu humoru, miłości i chińskiemu piwu.”

Hmmm… To mogłaby być naprawdę rewelacyjna lektura. Daleki kraj, całkowicie inna kultura i nawet lekkie pióro z jakim pisze autorka. Niestety, ona sama ze swoim roszczeniowym snobistycznym podejściem do kraju, w którym była przecież gościem, jej brak szacunku dla inności i wręcz pogardliwe traktowanie drugiego człowieka, odebrały mi całą radość z czytania tej książki. Już w połowie byłam bardziej zmęczona jej postawą niż jakimkolwiek opisem tych wszystkich chińskich domowych „katasof. Rozumiem oczywiście, iż totalne inne podejście mieszkańców Chin do wielu spraw może nas, Europejczyków irytować, drażnić lub nawet doprowadzać do szału, jednak nawet wściekać się można bez pogardy dla drugiego człowieka. I właśnie z tych powodów książka pozostawiła we mnie jakiś niesmak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.