„Pieśń Maorysów” – Sarah Lark

tytuł oryginału / niemiecki tytuł: „Das Lied der Maori”
polski tytuł: „Pieśń Maorysów”

Tom drugi sagi nowozelandzkiej.

„Nowa Zelandia, rok 1893. William Martyn jest lepiej wykształcony i ma więcej ogłady niż większość ludzi, którzy trafili do Queenstown w poszukiwaniu złota. I nic dziwnego. Will jest bowiem synem irlandzkiego szlachcica. Zakochuje się w nim, i to chyba z wzajemnością, pełna temperamentu Elaine, gdy w odwiedziny przyjeżdża Kura-Maro-Tini, kuzynka Elaine i półkrwi Maoryska, zaś William bez namysłu ulega jej egzotycznej urodzie i swobodnemu zachowaniu.
Niezwykła historia miłości, trudnych wyborów, zdrady, namiętności i niełatwej przyjaźni. A wszystko na tle egzotycznej kultury maoryskiej.”

23322579z

I cóż mogę powiedzieć? Czytało się całkiem fajnie, chociaż muszę przyznać, iż książka jest taką zwyczajną obyczajówką, o tyle tylko ciekawszą, że rzecz dzieje się w dawniejszych czasach i w dalekiej Nowej Zelandii. Nie można się tu więc spodziewać jakiś wielkich przygód czy dreszczyków emocji, ale ogólnie źle nie było. Nie podobało mi się co prawda to przerysowanie postaci bohaterów. Bo albo były one cud miód i orzeszki, albo beee i szkoda gadać. Dziewczątka naiwne ale cnotliwe albo rozkapryszone demony seksu. Panowie prawi i rycerscy albo bydlaki i piajaczyny. Trochę mało się to ma do życia, no ale powieści rządzą się swoimi prawami.

Wartościowe za to dla mnie było ukazanie górniczej osady, warunków życia i to całe zróżnicowanie społeczne. Z jednej strony ludzie, którzy za swoją niezwykle ciężką i niebezpieczną pracę otrzymują głodowe pensje i zmuszeni są żyć w nędzy, a drugiej ich pracodawcy, którym od nadmiaru luksusów i wolengo czasu zwyczajnie przewraca się w dupach. Niby minęło tak wiele lat, ale jak się tak popatrzy na dzisiejsze czasy i przyjrzy wielu krajom, to właściwie nic się w tej kwestii nie zmieniło. Smutne to bardzo.

Książka ogólnie jest całkiem fajna, mimo że momentami przewidywalna, mało porywająca i troszkę nudnawa. Jednak nieco uroku ma i jako lektura na leniwe wieczory jest jak najbardziej ok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.