moja galeria – Leśna świątynia

P1200661
„Leśna świątynia” (2016), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Powstanie tego obrazu zadziwia nawet mnie samą. I aż brakuje mi słów by jakoś składnie to opisać.

Zwykle, kiedy mam coś namalować, wizja obrazu dojrzewa we mnie powoli. Rodzi się raczej cichutko w mojej duszy i stopniowo jakby mnie wypełnia. Tym razem było jednak zupełnie inaczej.

Od poniedziałku z powodu wielkiej budowy na osiedlu mieliśmy nieco problemy z wodą i właściwie nie chciałam w tym tygodniu malować. Pomyślałam sobie, iż nadrobię czytanie. Wszak tyle zaczętych książek leży mi stoliku nocnym i chyba już nawet zatęskniłam za tymi lekturami. Już w nocy jednak poczułam jakiś silny impuls. Tak jakby coś wewnątrz mnie pchało mnie do tego malowania. No to wyciągnęłam rano we wtorek sztalugi, wyciągnęłam farby i tak całkiem na spokojnie zaczęłam sobie malować. Nie umiem nawet tego opowiedzieć, ale to co się zaczęło wyłaniać spod pędzla samą mnie zachwycało. Te kolory, te światło. I z każdym kolejnym szczegółem na obrazie czułam w sobie więcej spokoju, więcej ciszy, więcej radości, takiej harmonii. I tak we wtorek powstala „Leśnia świątynia”. Ale obraz wciąż nie był gotowy, leśna światynia choć wypełniona światłem dopiero czekała na swojego najważniejszego gościa. I wcale najpierw nie wiedziałam kim on będzie. Dopiero wieczorem nagle przyszła mi do głowy ta myśl, że to musi być jeleń. Czemu jeleń? – dziwiłam się. Nic mnie prędzej nie ciągnęło do żadnych jeleni. Skąd więc ten jeleń mi się nagle wział? – pytałam sama siebie. I wtedy od razu pojawiła mi się w myślach Małgosia. Tak jakby jej dusza znalazła połączenie z moją. Przecież jeszcze kilka dni temu nawet nie wiedziałam o istnieniu Małgosi. Poznałyśmy się za pośrednictwem Kolorowych Motyli zaledwie dwa dni wcześniej. I gdzieś tam w rozmowie Małgosia wspomniała, że czuje przy sobie jelenia. I teraz kiedy w tej mojej wizji ukazał się jeleń, to po prostu musiałam myśleć właśnie o niej.

To bylo we wtorek wieczorem.

A w środę zaginął nam Oli.

W mojej desperacji i bezsilności, napisałam w czwartek rano w grupie kolorowe motyle krótki wpis o tym, prosząc o duchowe wsparcie. Ze wszystkich dziewczyn na priw wtedy od razu napisała do mnie właśnie … Małgosia. Oczywiście wspierała mnie jeszcze przez cały czas moja Przyjaciółka Kasia, ale to właśnie Małgosia pomogła mi spojrzeć na tę sytuację też nieco z szerszej perspektywy, jakby z perspektywy naszych (mojej i Olivera) duszy. Jestem wdzięczna bardzo za duchowe wsparcie w ten ciężki dla mnie czas zarówno Kasi, jak i wszystkim innym dobrym duszyczkom. Małgosi również, bo wspierała nas ona bardzo swoją energią. Przy okazji okazuje się, iż ma niezwykłe wręcz zdolności połaczenia się, gdyż odczuła fizycznie coś, o czym wtedy nie mogła wiedzieć (może będzie chciała sama o tym opowiedzieć). Ja jednak wiedziałam już dlaczego dwa dni prędzej tak silnie poczułam właśnie energię Małgosi. Wygląda na to, że już wtedy połączył nas jej jeleń w leśniej światyni. Dla mnie jest to potwierdzeniem na to, że dzieją się cuda. Dziękuję Małgosiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.