„Huczmiranki. Eukaliptus i werbena” – Agata Mańczyk

„Rok 2013. Nina Huczmiran przyjeżdża do Warszawy. Tułanie się po Europie nie przyniosło zapomnienia ani nie ukoiło bólu, czas więc zmierzyć się z demonami przeszłości i spróbować wrócić na łono rodziny.
Rok 1963. Daria Huczmiran czuje się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Właśnie przyjęła oświadczyny tego jedynego, ma głowę pełną planów i marzeń. Jednak babka i matka inaczej zaplanowały jej przyszłość.
Rok 1890. Linda Huczmiran jest w ciąży. Porzucona przez ukochanego, nieznajdująca oparcia w najbliższych zrobi wszystko, żeby uratować swe nienarodzone dziecko. Nawet jeśli będzie musiała prosić o pomoc największego wroga.
„Huczmiranki” to porywająca saga rozgrywająca się w Warszawie na przestrzeni ponad stu lat. Książka pełna magii i tajemnic.
Huczmiranki zawsze musiały radzić sobie same… Dla tych silnych i dumnych kobiet najważniejsze powinny być więzy krwi, ale co jeśli w rodzinie pojawi się czarna owca, która zapragnie żyć po swojemu?”

Ja pierdziu! Zastanawiam się dlaczego jestem tak stuknięta i czytam zawsze do końca rozpoczęte książki. Nawet jeśli mi się one wcale nie podobają. Nawet jeśli jest w nich coś, co ewidentnie działa na mnie przygnębiająco. Żeby to jeszcze były jakieś opowieści prawdziwe, można by zrozumieć, ale przy takich zmyślonych? Toż to jest odmiana masochizmu, więc czemu sobie to robię? Dobre pytanie, na które odpowiedzi jeszcze nie znam.

„Eukaliptus i werbena” należy właśnie do takich książek i sama nie wiem dlaczego pozwoliłam się jej tak energetycznie skatować. Fabuła bowiem choć całkiem wciągajaca i ciekawa, jest – i to jest moje subiektywne odczuwanie tej książki – bardzo dołująca energetycznie. No bo serio, nie ma tam ani odrobiny czegoś dobrego, pozytywnego. Same tylko matactwa, kłamstwa, obłuda, dążenie do władzy, wysysanie z ludzi energii, emocjonalne zimno, wykorzystywanie innych do osiągniecia swoich celów. Jednym slowem: brrrrrrr.

I jedyny plus to taki, iż powieść jest naprawdę dobrze napisana. Ale to za mało bym miała się skusić na następną część. Nie! Nie zrobię tego sobie.

3 myśli na temat “„Huczmiranki. Eukaliptus i werbena” – Agata Mańczyk”

  1. No to wiemy co jest dobre i warte do czytania 🙂 Basiu czytasz do końca ,ale wiemy że czytając w jakiś sposób patrzymy na siebie ile z tego jest nas samych prawda ;

    1. Moniczko, ja to mam chyba jakieś zboczenie z tym czytaniem do końca. Bo czasem naprawdę czuję, że to mnie ściąga w dół, albo jest nic niewarte, a jakoś nie walnę takiej książki w cholerę zanim nie skończę. I to jest właśnie to, że muszę się wreszcie nauczyć, żeby nie robić z siebie śmietnika energetycznego, a niektóre książki naprawdę są jak wampiry.

  2. No to dobrze Basiu ,że dzielisz się twoją opinią bo to dla innych też cenna uwaga , dla tych co nie odczuwają energii mogą czytać takie książki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.