„Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego”- Wiktor Krajewski, Maria Fredro-Boniecka

„Dziewięć niezwykłych, wzruszających, a często szokujących opowieści kobiet, które jako 14-15-letnie łączniczki lub sanitariuszki uczestniczyły w powstaniu warszawskim.
Warszawianki, panienki z dobrych domów, uczennice dobrych szkół, patriotki zaangażowane w konspirację AK i Szarych Szeregów, córki lekarzy, profesorów, przedsiębiorców, właśnie wkraczały w młodość. Czas powstania je ukształtował i teraz, po ponad 70 latach, wciąż żyją wydarzeniami z sierpnia 1944 roku.
Każda z kobiet opowiada o powstaniu ze swojej perspektywy, a wszystkie sylwetki układają się w pewną syntezę postaw oraz obraz patriotycznego środowiska walczącej młodzieży tego okresu.
Książka ilustrowana jest archiwalnymi fotografiami z archiwum rodzinnych.”

387943-352x500

Muszę powiedzieć, że jestem nieco rozczarowana tą książką. Tytuł jest jaki jest i człowiek sugerując się nim ma pewne oczekiwania. I rzeczywiście książka zawiera wspomnienia wojenne dziewięciu kobiet, ale naprawdę niewiele jest tu o ich pracy jako łączniczek. Nawet nie wszystkie miały zbyt wiele wspólnego z powstaniem. Same wspomnienia bohaterek są, podobnie jak wszystkie wojenne wspomnienia, mniej lub bardziej wstrząsające i nie one podlegają jakiejkolwiek ocenie. Jednak ich treść w połączeniu z tytułem sprawia, że książka jest nieco oszukańcza. A właściwie oszukańczy jest sam tytuł. Choć pewnie wybrano taki a nie inny, właśnie po to, by przyciągnąć potencjalnego czytelnika. Tyle, że nie lubię jeśli się tego czytelnika próbuje nieco oszukiwać.

Samo wydanie książki jest bardzo ładne. Duża trzcionka akurat tutaj według mnie jest plusem, ale i tak mam pewne zastrzeżenia. W książce bowiem zamieszczone są liczne archiwalne fotografie. Nie rozumiem jedynie dlaczego zostały one totalnie pomieszane i zamiast przy wspomnieniach danej pani umieścić jej zdjęcia, to wydawca co kilkadziesiąt stron wsadził zbitek fotek na zasadzie „co mam co dam, nieważne kto, nieważne co”. Całkowicie bezsensowny jest ten fotograficzny bałagan.

Ogólnie książka nie jest zła, ale do dobrej jej naprawdę daleko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.