dlaczego akurat zwierzęta mocy?

Skąd u mnie ta nagła fascynacja tym tematem? I dlaczego akurat teraz? Nie wiem, nie znam dokładnych odpowiedzi na te pytania, ale odpowiedzi nie mają w sumie znaczenia. Znaczenie ma to, co czuję w sobie.

Tak naprawdę jeśli spojrzę wstecz, to nigdy nie miałam jakiś bardzo zacieśnionych relacji ze zwierzętami. W dzieciństwie większości zwierząt się po prostu bałam, a potem mój stosunek do nich był raczej neutralny. Czułam do zwierząt respekt, ale też trzymałam się na dystans. I mam na myśli tutaj dystans emocjonalny. Od kiedy pamiętam mieliśmy w domu zawsze papużki. Niektóre z nich żyły z nami przez wiele lat i naprawdę je pokochalam. Jednak tak ogólnie mój emocjonalny stosunek do zwierząt był właśnie taki bardzo zdystansowany. Nie umiem tego inaczej określić. Bo to nie tak, żeby zwierzęta były mi obojętne. Nigdy nie były. Szanowalam je, czułam do nich respekt, niektóre mnie fascynowały i godzinami mogłabym się im przyglądać. Podziwiać je. Inne były zabawne i potrafiły mnie rozśmieszyć, dawały radość i lekkość w sercu. Jeszcze inne wzbudzały mój lęk, albo nawet obrzydzenie. Ciekawiły mnie wszystkie. Uwielbiałam filmy i programy o zwierzętach, a mimo to emocjonalnie trzymałam się jednak zawsze trochę na dystans. Nie wiem z czego to wynikało, choć myślę sobie dziś, że po części z mojego nierozumienia i mojego poczucia oddzielenia od tego zwierzęcego świata.

Kiedy więc to się zaczęło zmieniać? Nie było jakiegoś specjalnego momentu. Raczej był to proces, który zaczął się dokonywać we mnie stopniowo, już kilka lat temu. Na początku zupełnie cichutko, prawie niezauważalnie. Ale jednak ja zauważyłam. Zwierzęta zaczęły mnie odwiedzać w snach. Niektóre zwierzęta. I to nie były takie zwykłe sny. Za każdym razem bowiem mocno mnie poruszały. ukazywały jakieś głębokie, nieznane mi zakamarki mojej duszy. Uwalniały coś, otwierały jakby przede mną nowe drzwi do innych warstw duchowego świata. Nie wiem jak to określić, ale te sny były na swój sposób mistyczne, niosły w sobie przekaz dla mnie i doskonale ten przekaz rozumiałam. Po przebudzeniu nie musiałam o nic pytać, nad niczym się zastanawiać, nie sprawdzałam żadnych senników, czy tego typu zewnętrznych źródeł. Po prostu wiedziałam. I ta dana lekcja, ten dany przekaz od tej pory we mnie wibrowały. Nie wiem jak to opisać słowami, ale myślę, że właśnie te sny przyczyniły się do zmian jakie we mnie zaszły. I może wtedy jeszcze niewiele wiedziałam o totemach, o zwierzętach mocy, czy szamaniźmie jako takim, ale czułam, że te zwierzęta, które odwiedzaly mnie w snach swoim pojawieniem się podarowały mi coś istotnego.

Nie do końca wtedy zdawałam sobie sprawę z tego, co właściwie się dzieje, jaki proces we mnie zachodzi, choć chyba zachodziło kilka na raz. Przez pewien czas byłam jakby w środku chaosu. I właśnie wtedy to się mniej więcej zaczęło. Potem byłam na takim etapie, jakbym w swojej dżungli życia wytyczała całkiem nowe ścieżki. I chociaż zewnętrznie wszystko wyglądało niby po staremu, to wewnętrznie zachodziły we mnie wielkie zmiany. W tym samym czasie kilka razy odwiedziłam frankfurtowskie zoo. Z pozoru były to takie zwykłe rodzinne wycieczki, a jednak dla mnie były one wyjątkowe. Moje spotkania ze zwierzętami stały się już inne. Niby tak jak wszyscy je oglądałam, ale tak naprawdę ja wtedy po raz pierwszy oglądałam je duszą, nie oczami. I zdarzyło mi się wtedy bardzo intymne doświadczenie, niezwykły dar mojego zwierzęcia mocy. Doznanie tak intensywne, tak mocno mnie poruszające, że kiedy zamknę oczy i wsłucham się w siebie, do dziś pamiętam dokładnie tamte emocje i uczucia.

Przechodziliśmy obok wybiegu dla tygrysa. Frankfurtowska tygrysica Malea miała przy sobie wtedy dwa małe tygrysiątka. Zatem w pobliżu stało mnóstwo ludzi, bo każdy chciał zobaczyć maluszki. Niewiele było ich widać, bo razem z matką schowane byly za drzewami i krzakami, ale od czasu do czasu któryś z tygrysków wychodził na swoich niepewnych jeszcze łapkach i z ciekawością badał najbliższe zakamarki. Rozlegały się wtedy głośne „ochy” i „achy” publiczności. A ja stałam przy samej szybie i w zasadzie małe tygryski nie interesowały mnie aż tak bardzo. Byłam natomiast pod ogromnym wrażeniem tego, co się działo we mnie samej. Nie umiem tego opisać, ale to było tak, jakby jakaś część mnie, gdzieś z głębi mego serca, zawołała tygrysicę. I z respektem po prostu czekałam na jej odpowiedź. Dostałam ją. W pewnym momencie Malea bowiem wyskoczyła jednym potężnym susem zza krzaków i stanęła tuż przede mną. Moja głowa znajdowala się na wysokości jej głowy (wybieg za szybą znajdowal się nieco wyżej niż część dla odwiedzających). Patrzyłam w jej oczy, ona patrzyla w moje. Przysunęła się jeszcze bliżej. Stałam oko w oko z przepiękną, potężną tygrysicą. Dzieliła nas jedynie gruba szyba. Podziwałam ją, cały ten jej widok, każdy muskuł jej potężnego ciała, połysk jej pięknego futra, blask w oczach, każdy poszczególny wąs na wielkim pysku, wszystko w niej wywoływało we mnie podziw, szacunek, ogromny respekt. I jednocześnie przepływ wielkiej miłości. Stałam tak przy samej szybie, a po drugiej stronie stała tygrysica. Patrzyłam na nią, a po twarzy leciały mi łzy. Łzy wzruszenia, miłości, zachwytu. Bo tak naprawdę rozmawialam z nią. Rozmawiałam telepatycznie i to się działo samo. Czułam jak wibrują mi czakry, jak mocno wibruje mi czakra serca i czułam, że właśnie dzieje się coś bardzo, ale to bardzo wyjątkowego. Wiedziałam dokładnie kiedy Malea postanowiła się pożegnać. Nie spuszczając mnie z oczu zmieniła nieco pozycję, przeciągnęła się, przysunęła potężny łeb tuż do szyby. Ja wyciągnęłam dłoń. Mówiłam do niej sercem. Żegnałam się z nią. Potem ona jakby ziewnęła, pokazała mi swój różowy język, zęby, zamknęła na chwilę oczy i po chwili zrobiła jeden potężny sus i już jej nie było. Schowała się w swojej jaskini. A ja stałam wciaż ze łzami w oczach, szczęśliwa i poruszona do głębi tym spotkaniem. Nie potrafię powiedzieć ile to wszystko trwało, dla mnie czas bowiem stanął wtedy w miejscu. Ale chyba dość sporo, bo ludzie wokoł przyglądali mi się w milczeniu ze zdziwieniem w oczach, szeptali coś, uśmiechali się do mnie.

To wszystko przydarzyło się już jakiś czas temu, ale wydaje mi się, iż wtedy na dobre uświadomiłam sobie, że zwierzęta są nie tylko naszymi duchowymi siostrami i braćmi, ale posiadają moc, którą pragną z nami się dzielić. I właściwie to od nas zależy, czy zechcemy z tych darów korzystać.

Zajęło mi nieco czasu poukładanie mojego życia, wytyczenie nowych ścieżek, przetransformowanie ognia we mnie w światło. Zajęło mi nieco czasu i wymagało jeszcze wielu lekcji nauczenie się pokory, nabranie dystansu, wzięcie odpowiedzielaności za moją własną siłę, wydobycie na nowo delikatności i oswajanie mojej kobiecości. To wciąż proces w którym jestem, który nadal trwa, ale przetransformowało się już sporo i niejako zrobiło miejsce dla nowego. I tym nowym nieoczekiwanie dla mnie samej (bo zupełnie się tego nie spodziewałam, ale w zasadzie nie miałam żadnych konkretnych „spodziewań”) okazał się właśnie temat zwierząt mocy. To przyszło do mnie nagle, z siłą wodospadu, ze wszystkich stron, różnymi „przypadkami” (w myśl zasady, że nic nie dzieje się przypadkiem). I po prostu czuję jakbym znajdowała się w środku tego. Nie wiem czy to nowy proces, czy spirala, czy jakieś moja misja, ale po prostu czuję, iż dostałam połączenie z tym duchowyum światem zwierząt i jakby moim zadaniem jest przekazać to dalej. I przekazuję tak jak potrafię. Pisząc tutaj o tych zwierzętach mocy i pokazując je w moich obrazach. Patrzę na zwierzęta inaczej niż kiedyś. Dziś każde z nich jest dla mnie swego rodzaju nauczycielem, znakiem, sygnałem dla mnie i dla innych, jest darem, drogowskazem lub zwiastunem czegoś. Obojętnie czy to wielki słoń, czy też maleńka mrówka, każde zwierzę bez wyjątku, z duchowego poziomu postrzegania niesie z sobą dla nas jakiś skarb. Tak je teraz widzę. I tym właśnie chcę się z wami dzielić.

4 myśli na temat “dlaczego akurat zwierzęta mocy?”

  1. odczuwam,że zdobywasz albo odkrywasz Potencjał Rozmowy ze Zwierzętami… ćwicz… praktykuj… z lekkością Motyla….Wiatru…
    Kiedys doświadczyłam takiej rozmowy z Psem..telepatycznie… Przyjechałam do warsztatu samochodowego- zobaczyłam na podwórku Psa.. biegającego i łagodnego.W myślach przywitałam sie z nim..przedstawiłam i powiedziałam,że nie mam żadnego złego zamiaru.. poprosiłam aby przyszedł do mnie przywitać się .. Pies nagle zaczął w kółko kręcić się… a potem przybiegł do moich kolan a właściciel- zdębiał .. bo nie słyszał abym wołała go.. 🙂

    1. Halu, myślę sobie, ze kiedyś ludzie wszyscy posiadali ten dar telepatycznego porozumiewania się ze zwierzętami, ale zatraciliśmy go. Jednak nic nie jest na zawsze utracone i w miare wzrastania naszej wrażliwości, sensytywności i uważności, te dary do nas wracają. Ja jestem na początkowej drodze, ale czuję, iż to moja droga, ta właściwa i chcę nią dalej kroczyć. Pozdrawiam cię ciepło.

  2. Przed kilku laty mialam podobny przypadek z gorylem w Hellabrunn w Monachijskim zoo. Siedzial nieruchomo tuz przy szybie przygladajac sie ludziom – dokladnie tak samo jak oni jemu… Odczytalam wtedy jego mysli i weszlam z nim w telepatyczny kontakt. Byl najstarszym przedstawicielem swojego rodu i taka madrosc… Jego spostrzezenia odnosnie ludzi obnazaly ich ze wszelkich szat, ogalacaly ich z masek, zaczelam sie za nas wstydzic… Przyszla mi wtedy na mysl konkluzja, ze tak naprawde nie siegamy im do kostek…. Wymienilam z nim cieplo, telepatycznie przytulilam i przekazalam energie bezinteresownej milosci. Dlugo po tym spotkaniu nie moglam do siebie dojsc… Ogarnial mnie ogromny smutek… Potem przeprosilam zwierzeta za wszystkie krzywdy, ktore im czynimy i poprosilam o wybaczenie.
    Twoja opowiesc Bafciu jest niezwykle gleboka, poruszajaca i przepiekna. Otrzymalas cudowny dar, wrocilas do prawiedzy. Ciesze sie razem z Toba i zycze Ci najwspanialszych doznan…

    1. Tak Miro, tamto spotkanie z tygrysicą Maleą było dla mnie bardzo intensywnym duchowym doznaniem i do dziś we mnie wibruje. Wiele jeszcze muszę sie nauczyć i chcę, ale myślę że pokora i respekt, ktore czuję wobec zwierząt, będą mnie dobrze prowadzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.