„Czik” – Wolfgang Herrndorf

tytuł niemiecki / tytul oryginału: „Tschick

“Matka Maika po raz kolejny trafia do kliniki odwykowej, a ojciec wyjeżdża służbowo ze swoją młodą kochanką. Pierwszy dzień wakacji chłopiec wita samotnie w ogromnym domu. Wtedy zjawia się Czik – Rosjanin o niemieckich korzeniach, nowy uczeń odstający od reszty klasy, który jest w posiadaniu starej Łady. Niebawem chłopcy wyruszają na Wołoszczyznę, do rodziny Czika, choć nie wiedzą, gdzie to jest. Podróż w nieznane uczy ich nowego spojrzenia na otaczający świat i samych siebie. Najnowsza książka Wolfganga Herrndorfa to historia niezwykłej przyjaźni dwóch chłopców; to powieść drogi pełna melancholii i humoru.”

W niemieckich szkołach nie ma czegoś takiego jak wykaz lektur szkolnych, które uczniowie muszą przeczytać. Zawsze mnie to bardzo dziwiło i aż się czasem zastanawiałam co oni tam na tych lekcjach niemieckiego robią. Ale trzeba przyznać, że jednak czasem omawiają jakąś lekture. Tak średnio jedną na rok. No i akurat teraz mój Daniel (jak i Oli rok temu) w szkole wałkuje „Czika”. Gwizdnęłam mu książkę wieczorem i zaczęłam czytać. I…

WOW!
Wciągnęło mnie od pierwszej strony. Powieść napisana jest młodzieżowym językiem, nafaszerowanym nieco mocniejszymi określeniami, ale takim bardzo ujmującym. Nie wiem czy w przekładzie polskim jest to tak samo wyczuwalne, ale po niemiecku ta książka pod względem językowym to coś tak fajnego, że aż się uśmiecham na samo wspomnienie. No i nigdy prędzej nie czytałam czegoś bardziej zachwycającego o podroży do Walachei. Nigdy prędzej w ogóle nie czytałam nic o Walachei. Hahaha…

Powiem wam tak. „Czik” to taka książka, przy której się trzeba śmiać, ale się człowiek też wzrusza. To nie tylko opowieść o tym jak dwóch nastolatków wyrusza skaradziną ładą w wakacyjną podróż w nieznane, ale to przede wszystkim opowieść o tym jak rodzi się prawdziwa przyjaźń. Ta książka po prostu porywa. Urzeka od pierwszej strony do ostatniej. I podejrzewam że za 50 lat, będzie to powieść kultowa. W Niemczech już zaczyna taką być. I nieważne czy się ma lat 15, 35 czy 75, „Czik”  każdego zachwyci. Treścią, przesłaniem, klimatem i takim tajemniczym czymś, co powoduje, że aż się chce być na zawsze młodym. Rozłożyć skrzydła i pofrunąć gdzieś do Walachei.

Bardzo polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.