moc Jej szeptu

Było mi źle.
Bo pilęgnowałam w sobie poczucie krzywdy.
Bo czułam w sercu ogromny żal.
Bo nie potrafiłam wybaczyć.
Chciałam.
Ale po prostu nie potrafiłam.
Czułam wręcz obrzydzenie. Do niej. Do tych wspomnień niemiłych.

I cierpiałam.
Bo zżerała mnie od środka ta uraza, ten zawód jaki czułam, ten żal przeogromny.
Odebrały mi na długo zdolność do cieszenia się czymkolwiek.
Odebrały mi zdolność do kochania.
Odebrały mi zdolność do dostrzegania barw w moim życiu.
Zatruły mnie samą od środka.

Było mi źle.
Bo nie potrafiłam przeskoczyć tego punktu, w którym nie byłoby już przeszłości. Nie umiałam skupić się jedynie na TERAZ.
Niby się starałam, ale gdzeiś tam pod powierznią ciągle kryły się te destrukcyjne emocje.
I odgradzały mnie ode mnie samej. Od tej części mnie, która chce się cieszyć każdą chwilą, chce kochać.

I tak nagle, niespodziewanie, pojawiła się ta iskierka.
Wysłana właśnie przez nią.
Wcale nie do mnie.
A może do mnie?
Może nasze serca wiedziały coś, czego my nie wiedziałyśmy.

Nie da się opowiedzieć, jak czasem taka maleńka drobnostka może wszystko odmienić.
Jaka może się kryć moc w „przypadkiem” ułyszanej piosence.
To nie piosenka, ale szept w niej ukryty poruszył moje serce.
To nie przypadek, ale Jej Szept.

„Gäa, Gäa, Gäa Óma ómaron, a tana men i tië” (Głos głosów, wskazuje drogę).
I słuchałam tego szeptu.
Raz, drugi raz, trzeci… piętnasty.

I poczułam to, czego tak dawno już nie czułam.
Poczułam jak odpadają ze mnie uraza, poczucie krzywdy, zgorzknienie, żal.
Poczułam w jednej cudownej chwili, że wybaczyłam.
Akt wybaczenia nie jest nigdy darem jaki dajemy innym. To największy dar jaki możemy dać samym sobie.

I zamiast żalu jest we mnie wdzięczność. Do niej.
Zamiast poczucia krzywdy jest we poczucie kreatywności.
Moje serce na nowo potrafi kochać.
Moja dusza na nowo potrafi śpiewać.
Mój świat na nowo wypełniają tańczące wokół barwy.
I znowu słyszę Jej szept w tym wszystkim co jest.

Kocham.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.