„Unter dem Rabenmond” – Regine Leisner

„Deutschland an der Schwelle zur Bronzezeit, im 3. Jahrtausend vor der Zeitenwende. Die junge Raghna weiß, dass die Göttin ihr nicht umsonst den geheimen Pfad gezeigt hat. Doch es dauert lange, gefahrvolle Jahre, bis sie herausfindet, welche Aufgabe auf sie wartet.

Das Mädchen Raghna ist anders als die übrigen Kinder im Dorf. An einsamen Nachmittagen versteckt sie sich und fliegt mit ihrem unsichtbaren Raben weit fort. Die Großmutter verbietet Raghna die heimlichen Ausflüge, sie will eine gute Bäuerin aus ihr machen. Aber als Raghna von brutalen Streitaxtkriegern entführt wird, gibt es kein Zurück mehr. Ihre erste große Liebe eröffnet ihr den Zugang zu einem neuen Leben. Es währt nur kurz, nach dem Tod ihres Ehemanns muss Raghna fliehen. Die Begegnung mit dem geheimnisvollen Priester Caidan bringt sie endlich ihrer Bestimmung näher und schenkt ihr ein neues Glück. Doch nun droht dem Land von wilden Eroberern höchste Gefahr, und Raghna muss eine schmerzliche Entscheidung treffen.” 

index

Kiedy kupowałam tę książkę myślałam, iż będzie to drugi tom pierwszej powieści autorki pt. „Die Rabenfrau”. Okazało się jednak, iż akcja tej powieści rozgrywa się kilka tysięcy lat później, w okresie wczesnej epoki brązu. A właściwie w okresie przejściowym między archeologicznymi epokami kamienia i brązu.

Oj, muszę przyznać, iż były momenty, że zwyczajnie drażniła mnie zarówno główna bohaterka (do samego końca jej nie polubiłam), jak i dziwaczne przeskoki w powieści, całkowicie oderwane jakkolwiek od rzeczywistości. Bo ja rozumiem, iż powieściopisarstwo rządzi się swoimi prawami. Fantazja przeplata się z fikcją i dzięki temu możemy wędrować w nieznane nam światy. Ale kiedy zahowania bohaterów są totalnie odrealnione i to w decydujących momentach, zmieniających niejako życie głównej postaci, to mam wrażenie, iż autorowi zabrakło już wyobraźni na sensowne połączenie swoich pomysłów.
Takich momentów było w powieści kilka i za każdym razem mnie one zniechęcały. A już opis gdy główna bohaterka Raghna, będąca od roku niewolnicą, regularnie bita i gwałcona przez syna władcy, przy pierwszym poważnym spotkaniu z owym władcą po prostu proponuje mu małżeństwo, po czym on najpierw odrzuca ową propozycję, a dosłownie chwilę potem oboje padają sobie w ramiona, totalnie mnie rozwalił.

Jednak pomimo tych dziwnych i irytujących niedociągnięć książka mnie wciągnęła. I muszę przyznać autorce, że w niezwykle ciekawy sposób opowiedziała o trzech kulturach tamtych czasów, które to spotakły się nad Menem: kulturze bernburgeryjskiej, kulturze ceramiki sznurowej i kulturze pucharów dzwonowatych. Aż zajrzałam do netu i poczytałam więcej o tym eneolicie i ludziach, którzy wtedy żyli.

Są więc plusy i minusy tej powieści. Nie mniej jednak całkiem fajna to była lektura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.