„Trzy…” – Piter Murphy

„Trzy różne kobiety na pozór szczęśliwie. Wiele ich dzieli, ale czy też wiele łączy? Historia o tym, że to czego szukamy czasami jest tuż za rogiem dostępne od zaraz. Opowieść o miłości, odwadze, o tym że marzenia czasami się spełniają a wiara czyni cuda. Marta, Ewelina i Maria zapraszają do swoich światów. Tutaj mieszają się światy, a historia czasami jest zaskakująca. Trzy kobiety, trzy osobowości, trzy różne światy. A jednak wiele wspólnego. Jest to historia napisana na potrzeby konkursu literackiego „Literatura dla kobiet”. Książkę napisałem, ale utworu jednak nie wysłałem. Opowieść przeleżała rok na dysku, ale moi bohaterowie jednak przypominali o sobie. Nawet nie wiem, kiedy zaczęli żyć własnym życiem. Dlatego teraz można przeczytać ich historie, czasami aż mało prawdopodobne. Ale czy to znaczy że nie mogły się wydarzyć?”

352x500

Kilka dni temu poznałam na portalu lubimyczytać Piotra. No, na dobrą sprawę zamieniliśmy z sobą zaledwie kilka wiadomości na priv. Piotr podsunął mi do przeczytania książkę, swoją książkę, której jest autorem.
Zupełnie nie wiedziałam czego się po tej książce spodziewać, bowiem ani nie czytałam prędzej o niej żadnych recenzji, ani z samym Piotrem na jej temat nie rozmawialiśmy.
Ale przyznam szczerze, że gdybym nie dostała w postaci ebooka tej powieści od Piotra, pewnie nigdy bym na nią nie trafiła. A jakbym przypadkiem trafiła, to sama bym po nią nie sięgnęła.

Dla mnie każda książka zaczyna się od okładki. Zawsze tak było i chyba tak pozostanie. Kiedy spojrzałam na szatę graficzną powieści pierwsze co mi przyszło do głowy, to że to pewnie jakiś horror. A ja nie czytam horrów. Potem przyszły mi na myśl jeszcze inne skojarzenia, że to może będzie opowieść o kobietach w czasie wojny, albo kobietach porwanych, więzionych, gwałconych. W każdym razie jakiś mroczny dramat. Tak samo mroczny jak mroczna jest ta czerń na okładce.
Tymczasem okazało się, że powieść jest zupełnie inna.
Dlatego moim zdaniem okładka jest tutaj bardzo myląca i właściwie trochę niewypałem. O wiele lepiej by pasowało jakby te buty leżały np na pustej polnej drodze… Ale koniec o okładce.

Jakie są moje wrażenia? Czytało się fajnie, zwłaszcza że była to pierwsza powieść od bardzo dawna, którą mogłam przeczytać po polsku. Owszem zauważyłam kilka błędów, albo nawet niespójności, ale każdy debiut ma prawo nie być doskonały. Poza tym fabuła jest dla mnie o wiele bardziej istotniejsza, niż jakieś tam językowe potknięcia.
A fabuła jest naprawdę interesująca, zwłaszcza że autorowi udało się stworzyć coś pomiędzy powieścią obyczajową a thrillerem, z odrobiną magii i znaczną dawką emocji. I to jest wielki plus.
Niestety w moim odczuciu jak na taką właśnie powieść jest ona nieco odrealniona. Wiem, że była pisana pewnie w pośpiechu, na konkurs literacki, ale właśnie ten pośpiech spowodował, że pewne zdarzenia, o których opowiada książka, dzieją się jakby za szybko. Dialogi momentami wręcz wydawały mi sie być naiwne i niepasujące do postaci.
Ale mimo wszystko książka po prostu wciąga.
Ma niedociągnięcia, ale ma też swój urok i czar.
I jak na debiut jest całkiem fajnym dziełem.

Życzę Piotrowi dalszych sukcesów i lekkiego pióra. I mam nadzieję, że wnet będę mogła przeczytać kolejną jego powieść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.