być optymistką

Dużo się zmieniło w moim życiu. Choć nie są to zmiany widoczne na pierwszy rzut oka. Niby jest tak samo, a jednak jest całkiem inaczej. Mogłabym powiedzieć, że życie pisze dziwne scenariusze, ale tak naprawdę wiem, że wszystko co się dzieje na jakimś tam poziomie, świadomie lub nie, sama wybrałam. Przynajmniej wierzę, że tak właśnie jest.

Przytłoczyły mnie zmartwienia, problemy, rozstania, doznane rozczarowania. Już zbyt długo tkwiłam w takim zawieszeniu, kompletnie pozbawiona chęci do tego, by wreszcie coś z tym zrobić. I nawet moja strzelcowata filozofia, że „jakoś to będzie” niewiele tu pomagała.

Ale wiecie co.
Optymizm, to nie tylko pozytywne nastawienie do życia, nie tylko pozytywne myślenie. To swego rodzaju styl życia, taki nawyk by dostrzegać rzeczy dobre i piękne wszędzie, gdzie tylko się da. To nawyk cieszenia się z drobniuśkich okruszków życia. Z prostych rzeczy, czasem oczywistych, a jednak nie pozbawionych wyjątkowości. Optymizm to także taka niepoddająca się niczemu wiara w to, że mimo wszystko będzie dobrze. Nie dlatego, że cokolwiek spadnie z nieba, ale dlatego, że zawsze mam wybór co do tego, jak chcę spędzić ten czas, który mi jest dany. Zawsze mam wybór co do tego, jaka chcę być wobec danej sytuacji.
I wiecie co? Nadal mam problemy, zmartwienia i nadal nie wszystko jest tak, jakbym chciała, aby było. Ale właśnie przypomniałam sobie, że ja jednak zawsze byłam i wciąż jestem optymistką.
Tak po prostu.

Czasem wystarczy mała chwila, ułamek sekundy. Impuls.

Zajrzałam na fejsa. Mało kiedy tam wchodzę i jeszcze mniej jakkolwiek się tam udzielam. Ale są tam w kręgu moich fejsowych znajomych takie osoby, które po prostu są dla mnie jak dar. To nic, że od wielu, wielu miesięcy, nawet już lat, nie zamieniłam z nimi słowa. Wchodzę na fejsa, nagle, pod wpływem impulsu i co widzę?
Widzę obrazek, a pod nim napisane słowa:
„Cud Istnienia spotykamy na każdym kroku, wystarczy patrzeć uważnie i z Miłością
Dnia pełnego cudów Wam życzę.”

I tak po prostu w jednej chwili, wszystkie te moje zmartwienia i problemy, wszystkie te smutki i przytłaczające sprawy jakby odpłynęły na plan dalszy. Bo przypomniałam sobie, że może nie mogę zmienić wszystkiego, ale moge zmienić moją własną postawę. Mogę zmienić moje bierne tkwienie w ciemnej dupie. W tym momencie. Nie liczy się co będzie jutro albo co było wczoraj. Liczy się Teraz. A teraz się musiałam uśmiechnąć.
I Teraz przypomniało mi, że jednak jestem optymistką. Że nie tylko nie w mojej naturze jest zadręczanie się zmartwieniami, ale mogę również zapalić światełko w sobie i pomóc innym. Nie trzeba do tego wysiłku. Wystarczy, że będę znowu robić to, co podpowiadają mi moje wewnętrzne impulsy.

I wiecie co?
I nie mam zamiaru odkładać tego na jutro. Pierwsze co, zaraz napiszę tam, do tych kilku ludzi na fejsie, że im dziekuję. Za to, że właśnie oni dzielą się swoim światełkiem.
A potem na nowo zapalę to moje.

Życzę wam wszystkim, którzy mnie czytacie, pogodnej nocy. I pięknych snów, pełnych radości i dobrej energii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.