„Hummeldumm” – Tommy Jaud

„Wer an allem schuld ist, ist für Matze sowieso klar: seine Freundin Sina. Während er in endlosen Verhandlungen die neue Eigentumswohnung klargemacht hat, sollte sie einfach nur „irgendwas” buchen. Hat sie auch. Doch musste dieses „irgendwas” ausgerechnet eine zweiwöchige Gruppenreise durch Namibia sein, ein Land, in dem jede hüftkranke Schildkröte schneller ist als das Internet? Was hat er denn verbrochen, dass man ihn nun täglich in einen Kleinbus voller Bekloppter sperrt, um ihn dann zu österreichischen Schlagern über afrikanische Schotterpisten zu rütteln? Und warum stolpert er bei minus zwei Grad in einem albernen Wanderhut über die Dünen der Kalahari, statt auf Mallorca ein Bierchen zu schlürfen? Als Matze dann noch daran erinnert wird, dass die sicher geglaubte Wohnung an andere Käufer geht, wenn er nicht sofort die fünftausend Euro Reservierungsgebühr überweist, hat er gleich noch drei neue Probleme: Das nächste Internetcafé ist fünfhundert Kilometer entfernt, der Handyakku plattgedaddelt und das einzige Ladegerät fest in österreichischer Hand…”

352x500

Uwielbiam książki Tmmy’ego Jaud, jednak czwarta powieść autora już zdecydowanie taka fajna jak wcześniejsze nie była. Główny bohater Matze wyjeżdża ze swoją dziewczyną Siną na urlop do Namibii. Urlop-marzenie okazuje się być bardzo stukniętym urlopem-porażką w gronie stukniętych, bardzo wkurzających współtowarzyszy. W sumie miało być śmiesznie. Nawet momentami było. Bardziej jednak było denerwująco. Ale może własnie takie było zamierzenie autora? Wszystkie postacie są tak groteskowo wkurzające, z głównym bohaterem Matze na czele, że strach się bać. A co dopiero z takimi na urolp kiedykolwiek wyjechać. Wkurzała mnie ta książka. Momentami nudziła. Czasem śmieszyła. Ale skończyło się całkiem fajnie. Do przeczytania raz i nigdy więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.