cudowna szkoła życia

Każda kolejna rozmowa z Ktosiem kryje w sobie jakiś dar. Niby rozmawiamy całkiem zwyczajnie o tym co nas interesuje albo o zwykłych pierdołach. I niby tylko wymieniamy się swoimi przemyśleniami. Ale zawsze uda mu się napisać coś, co skłania mnie do przemyśleń albo zwyczajnie jest swego rodzaju „odkryciem”.

Tak sobie teraz myślę, że chyba właśnie po to w swoim życiu natrafiamy na różnych ludzi. Każdy jest jakąś sposobnością dla nas. Każdy niesie w sobie jakiś dar. Zawsze możemy się czegoś nauczyć. Nawet takie kompletnie „złe” relacje niosą w sumie w sobie jakąś naukę. Kwestia tylko taka, czy ją dostrzeżemy pod zwałami żalu, poczucia krzywdy czy niechęci. Czasem potrzebny jest dystans, bo dopiero z pewnej odległości można ujrzeć kształty, które są przesłaniem.
Tak czy siak myślę sobie, że żadna ludzka relacja nie powstaje tak „bez sensu”. Nie wierzę w przypadki. Tym bardziej w puste przypadki.

Jak tak sobie przemyślę swoje życie, to się okazuje, że zawsze zsyłało mi ono w darze ludzi, którzy na danym etapie byli cudowną szkołą życia, ze wszystkimi jego odcieniami.
Czasem jakieś relacje się kończyły w dość nieprzyjemny sposób, ale chyba właśnie dlatego, by zrobić miejsca nowym. Zwykle owy nieprzyjemny sposób okazywał się być najważniejszą lekcją, którą mogłam dostrzec dopiero z dystansu czasu.

Jak tak o tym myślę, to czuję wdzięczność. Wdzięczność nie tylko za to co było wspaniałe i pozytywne, ale również za to, co było niezbyt miłe i „negatywne”.
Wiele tego „negatywnego” w ostatecznym rozrachunku było bowiem wielkim darem.

I może nie na temat, ale przypomniały mi się Ktosiowe slowa: “Wiesz czemu kurz lubi zbierać się w kotki? Bo wszystko samoistnie dąży do jedności.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.