sen o Tygrysie, lekcja trzecia

Znajdowałam się na klatce jakieś starej, dużej kamienicy. Klatka była chłodna, z szerokimi schodami i podłogą z kafli ułożynch w mozaikę. Stałam tak gdzieś na półpiętrze między parterem, a 1-szym pietrem. W pewnym momencie nagle wiedziałam, że do kamienicy wszedł Tygrys. Jeszcze go nie widziałam, ale czułam jego obecność. Wiedziałam, że po prostu jest tam na dole. Przez ułamek sekundy chciałam  uciec, schować się w mieszkaniu, jednak nie mogłam tego zrobić. Wiedziałam, iż ten Tygrys przyszedł tam do mnie. Powoli, schodek po schodku, schodziłam w dół. Sąsiedzi obserwowali mnie za lekko uchylonych drzwi, jednak panowała absolutna cisza. Kiedy zeszłam  na dół, zobaczyłam go jak stał zaraz u wejścia do kamienicy, oświetlony wpadającymi przez otwartą szeroko bramę promieniami jasnego światła. Był w kolorze żołtej  ochry, ogromny, majestatyczny i niesamowicie piękny. Patrzyliśmy na siebie oddaleni  od siebie na długość korytarza. Nagle wiedzialam, co mam zrobić. Podeszłam do wiszących na ścianie obok mnie skrzynek na listy. Otwarłam jedną, może moją i wyjęłam z niej mały pakunek. Była to niewielka paczuszka owinięta w ciemny aksamit i przewiązana zwykłym sznurkiem. Odwinęłam zawiniątko. W środku znajdowały się jakieś dziwne patyczki, czy raczej rurki oraz liście. Wyglądały jak małe kawałeczki bambusa, liście również wyglądały na bambusowe. Tygrys przysiadł i nie spuszczał ze mnie oka. Obserwował każdy mój ruch, ale wiedziałam już, że nie muszę się go bać. Czyłam ogromny respekt, szacunek, ale i milość. Podeszłam do niego i przyklękłam w przysiadzie naprzeciw niego. Spojrzałam na niego, był taki duży. Czułam się jakbym siedziała na przeciw ogromnej potęgi, ale jednocześnie czułości. Nagle pojawiła się między nami malutka gliniana miseczka. Wrzuciłam do niej listki. Bambusowe rureczki trzymałam w otwartej aksamitnej szmatce. Wyciągnęłam dłonie w stronę Tygrysa ofiarowując mu ten prezent. Z szacunkiem skłoniłam przed nim głową. Na pewno nie potrzebował ode mnie żadnych darów, ani tych listków ani bambusowych rureczek. Ale to nie o nie chodziło, a o gest, o szacunek, o zaufanie i o świętość między nami. Tygrys się uśmiechnął. Naprawdę. Uśmiechnął się. Potem skłonił głowę w moją stronę. Mój ukłon, jego ukłon. Listki w miseczce zamienily się w jakiś napój. Ja upiłam łyk i on upił łyk. Mój ukłon i jego uklon. Jak jakaś komunia między nami. Jak połączenie serc. Ufałam mu najbardziej jak się da. Był przy mnie. Wiedziałam, że przyjdzie, kiedy będę go potrzebować.

2 myśli na temat “sen o Tygrysie, lekcja trzecia”

  1. Mam skojarzenia psychologiczne odnośnie pierwszej części, bo druga jest tak ewidentnie duchowo-szamańska, że nic dodać, nic ująć 🙂
    To że jesteś W BUDYNKU – mogłoby byc symbolem zarówno twojego wielopoziomowego wnętrza z różnymi ‚mieszkaniami’ twoich różnych ‚sąsiadów’ – czyli różnych części ciebie; jak i zamknięcia ciebie w świecie norm ‚cywilizacyjnych’.
    To że SCHODZISZ W DÓŁ – to oczywiście zejście zarówno do sfery podświadomości / nieświadomości i instynktów (gdzież byś miała spotkać Tygrysa jak nie tam?!), jak również do najgłębszych pokładów SIEBIE – nie tylko tej ‚niecywilizowanej’, ale też tej, która stanowi twoją esencję. To że Tygrys pojawia się w DRZWIACH, i w ŚWIETLE – wyraźnie pokazuje, że masz WYJŚĆ z ‚kamienicy’ (zobacz: ‚kamień’ = skamieniałość pewnych kanonów, ‚ norm społecznych’ oraz tego, co sama sobie narzuciłaś) na ŚWIATŁO – światło swoich własnych cudownych i pięknych cech i potencjałów, które ‚przyniósł’ ci Tygrys. On ci ich tak naprawdę nie przynosi, bo masz je w sobie – tylko ci je UŚWIADAMIA, a ty natychmiast przyjmujesz tę część siebie – bo tak naprawdę ci jej brakowało, tęskniłaś za nią.
    I to, że WIESZ, że to jest część ciebie jest zawarte w tym sięgnięciu do skrzynki na listy – ona jest jakby ‚schowkiem w tobie’ – i ty wiesz, że tam zawiera się coś, co ZJEDNOCZY CIĘ Z TYGRYSEM. Nie „prezent dla niego” tylko właśnie coś, co posłuży do waszej komunii.
    To że są to ZIELONE, czyli ŻYWE listki oznacza, że właśnie OŻYWIASZ tę ‚tygrysią’ część siebie – i właśnie one stają się waszym WSPÓLNYM napojem – czyli jednoczącym ciebie z samą sobą.
    (Nie bardzo wiem, czym mogą byc te patyczki, ale jedno ze skojarzeń, jakie mi się nasuwają, to przybory do pisania – jako że ty słowami przekazujesz to, co do ciebie ‚przychodzi’ od Zwierząt Mocy)
    Miseczka, czyli owalne naczynie – to psychologicznie symbol kobiecych narządów płciowych (czy szerzej: kobiecości). Nie wiem, czy akurat w twoim śnie należy tak to rozpatrywać – ale nadaje to dodatkowego wymiaru czy znaczenia. Mianowicie: pijesz swój JEDNOCZĄCY napój z GLINIANEJ MISECZKI – czyli jest to również twoje zjednoczenie się z twoją kobiecością / seksualnością, a glina to równocześnie ZIEMIA (kobiecość / matka), jak i materiał KREACJI – a ty przecież cały czas wyrażasz siebie i pracujesz ‚ze sobą’ TWORZĄC 🙂
    Bambusowe rurki zaś to z jednej strony też materiał do tworzenia (pamiętam gałązki czarnego bzu, puste w środku, które świetnie się sprawdzały jako ‚przekładki’ w makramie), a z drugiej – RÓWNOWAGA dla owalnego, kobiecego naczynia – jako przedmioty PODŁUŻNE, czyli w swej wymowie MĘSKIE. W dodatku skoro są puste w środku, to można przez nie coś PRZEPUŚCIĆ, np. jakąś substancję – w celu kreacji lub transformacji
    Sprawdziłabym też znaczenie (czy przekaz od) BAMBUSA – choćby z Weroniką Dąbrowską 🙂

    Oczywiście to, że ‚oddajesz hołd’ Tygrysowi też jest istotne (ta twoja pozycja) – ale to sama wiesz 🙂 Oddajesz hołd Tygrysowi W SOBIE 🙂 temu wszystkiemu, co on w tobie reprezentuje – temu, co dotąd było zamknięte w ‚kamienicy’, a nawet zepchnięte ‚do piwnic’ (nie schodzisz do piwnicy, ale do BRAMY)

    Oczywiście żółty kolor Tygrysa to sobie sama pewnie zintrepretowałaś według swoich czakrowych skojarzeń 🙂
    Spojrzyj jeszcze na kolory poszczególnych Tygrysów w snach – bo może to nie chodzi o „jednego tygrysa”, tylko o przesłanie odnoszące się do wibracji tych kolorów 🙂
    Kiedyś mi napisałaś, że biel oznacza opiekę Góry / Aniołów (a w snach biel to ogólnie duchowość) – może ten kolor twojego Tygrysa sugerował to właśnie (też) 🙂

  2. Świetny komentarz powyżej.Miałam kilka zbieżnych skojarzeń z przekazu tego snu.. dla siebie. Na mnie mocno podziałał akt pokory.. A w ślad za nim pojednanie i przyjęcie komunii ze sobą samą , jako uświęconego aktu i woli na przejawieniu siebie w pełnym zaufaniu.

Odpowiedz na „D'AriaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.