sen o Tygrysie, lekcja druga

Szłam z kimś przez las. Nie pamiętam z kim. Nieistotne. W pewnym momencie zobaczyliśmy, że naprzeciw nam biegną różne zwierzęta. Lamy, wielbłądy, antylopy, bawoły, sarny – różniste. Stanęliśmy więc zdziwieni i tym, że były to naprawdę różne zwierzaki, jak i tym, że nagle pojawiły się w takiej ilości. Biegly coraz szybciej, mijając nas i nie zwracając na nas w ogóle uwagi. Dopiero po chwili zorientowaliśmy się, iż te zwierzęta przed czymś uciekają. Nie mieliśmy pojęcia przed czym, ale zrozumieliśmy w mig, że widocznie i my znajdujemy się w niebezpieczeństwie. Nie było więcej czasu do stracenia. Zaczęliśmy również uciekać.
I nagle wiedziałam, że gonią nas jakieś drapieżniki. W tej szaleńczej gonitwie przez las, ja i moi towarzysze, jakoś postanowiliśmy się rozdzielić. Od tej pory byłam zdana na siebie. Biegłam jeszcze przez chwilę, ale wszystko nagle ucichło. Nie słyszałam, ani nie widziałam już pędzących obok zwierząt. Las wydał mi się na powrót zwyczajnym, bezpiecznym lasem. Wciąż czułam jeszcze niepokój, ale nie była to już ta bezsensowna panika sprzed chwili. Przystanęłam. Znajdowałam się na jakieś polanie, na środku której leżał duży pień drzewa, wydrążony w środku. Całe to miejsce jakoś promieniało spokojem. I kiedy tak stałam, nie rozumiejąc jeszcze do końca całej tej sytuacji, nagle zobaczyłam biegnące między drzewami dwa ogromne tygrysy. Biegły prosto w moim kierunku. Były już tuż, tuż… W ułamku sekundy wrócił mój strach. Chciałam uciekać, ale wiedziałam, że nie mam najmniejszych szans. Z drugiej strony miałam takie poczucie, iż powinnam zostać. Że ta polana jest tym miejscem, które może mi dać bezpieczeństwo. W panice rozejrzałam się dookoła. Mój wzrok padł na leżący pusty pień drzewa. Wiele się nie namyślając wpełzłam do środka.
A potem wszystko jakby zwołniło tempa, jakby czas się dziwnie rozciągnął. Leżałam w środku drzewa, które nagle stało sie jakby przeźroczyste. Mogłam wyraźnie widzieć wszystko co jest poza nim. I patrzylam jak biegnące dwa tygrysy stapiają się w jednego pięknego białego Tygrysa. Był coraz bliżej i skoro ja moglam go zobaczyć, to i on mógł widzieć mnie. Zatrzymał się. I powoli, majestatycznie podchodził do mnie coraz bliżej. Nadal się bałam i z tego strachu zrobiłm coś zupełnie irracjonalnego. Nie wiem skąd miałam nagle w dłoni białe owoce śnieguliczki. Rzuciłam nimi w stonę Tygrysa, a on jakby uśmiechnąl się. Białe kuleczki zamieniały się w mięciutkie płatki śniegu. I nagle wiedziałam, iż żadna walka nie ma sensu. Jedyne co mogę zrobić, to po prostu poddać się. ZAUFAĆ i poddać się.

Zamknęłam oczy i to był znak. Na moje przyzwolenie. Na moją pokorę i gotowość. Tygrys podszedl do mnie cichutko i delikatnie się położył na tym przeźroczystym drzewie, w którym leżałam. Widziałam dokladnie jego wielkie ciało nade mną, jego białe piękne futro, każdy szczególik. A potem drzewo jakby zmienilo konsystencję, było już jedynie jakąś delikatną powłoką energii. I poczułam ciepło bijące od Tygrysa. Poczułam jak bije jego serce, które prawie przylegało do mojego serca. Nie było już żadnego strachu, żadnego lęku, żadnej wątpliwości. Było jedynie zaufanie i poczucie bezpieczeństwa i tego, iż jestem otoczona cudowną opieką.

A potem z nieba zaczęły spadać kuleczki śnieguliczki, które zamieniały się w mięciutkie płatki śniegu. Powoli zapadała noc. Tygrys ogrzewał mnie swoim ciałem. Otulał mnie swoją opieką. Zasnęłam….


…. po to by w rzeczywistym świecie się obudzić.

Jedna myśl na temat “sen o Tygrysie, lekcja druga”

  1. Poczułam gonitwę myśli (uciekające stado) .. i w ślad za tym doganiajacy lęk i strach (dwa tygrysy) w próbie ucieczki, ale dokąd jak właśnie do siebie samej (pusty konar) i we własnym wnętrzu dokonać przemiany i zaczerpnąć mocy z sytuacji w poczuciu bicia swojego serca. Przekaz z Twych opowie#ci wielowymiarowej Bafkoo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.