emocjonalne zawirowania i co z tego wynikło

Wczoraj przeżyłam swego rodzaju burzę emocjonalną. Znowu zaskoczyłam się swoimi własnymi reakcjami. No cóż, życie jednak bywa zaskakujące.
Choć niby sami je tworzymy. Każdą chwilą. Każdą decyzją, każdym słowem, myślą, czynem. Każda chwila to przecież jakiś wybór. Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, ale przecież tak jest. Nasze TERAZ stanowi odzwierciedlenie naszych wczorajszych wyborów. A nasze dzisiejsze decyzje kształtują nasze jutro.
Nie podejmowanie decyzji, też niejednokrotnie
jest decyzją.

I myli się ktoś, kto sądzi, że same myśli nic nie znaczą. Myśli mają moc twórczą. I nie ważne czy się w to wierzy, czy nie, to tak jest.
Myślenie to z jednej strony wielki skarb. Z drugiej stanowi jeszcze większe niebezpieczenstwo. Myślenie jako zdolność rozróżniania to wielki dar. Jeśli należycie go wykorzystamy, właściwie nim kierujemy, uświęca to jakoś nasze zycie. Nie mam na myśli tu nic religijnego.
Nie jestem religijna. I nie identyfikuję się z żadną religią. Ale nie zmienia to faktu, iż mam świadomość boskości w nas wszystkich. W jakieś cząstce w każdym z nas. W każdej istocie, w każdej formie życia.

Ale to nie był temat tej notki.
Bo było o myśleniu. Ha! No właśnie, dlaczego moje myślenie działa przeciwko mnie samej?
A nawet nie tak. Bo przecież moje myślenie, jako zdolność rozróżniania doskonale mi mówi co i jak, co powinnam, a co nie, co jest dla mnie dobre, a co nie jest. Dla mnie, dla mojego własnego rozwoju. Mimo to, dokonuję potem niewłaściwych wyborów.

O ile kiedyś, po podjęciu niewłaściwych decyzji, zadręczałam się wyrzutami sumienia, o tyle teraz – o dziwo – nic takiego się nie dzieje. Zatraciłam własne sumienie?
Zwał jak zwał. Jednak któregoś dnia, w Momencie Nieoczekiwanego Odkrycia, przyszło mi do głowy, że poczucie winy nie jest najlepszą nauczycielką.
I absolutnie nie wpływa dobrze na mnie samą. Więc spoglądam z większą życzliwością względem siebie. I z większą łagodnością. Nie osądzam się tak jak kiedyś i nie potępiam.
Staram się podchodzić do siebie samej z łagodnością. Więcej potrafię zrozumieć i więcej wyciągnąć wniosków na przyszłość.

Trochę to takie pasywne spojrzenie na własną ścieżkę rozwoju. Trochę na zasadzie, że nic nie robię, a zrobi się za mnie.
Z drugiej strony myślę, że to nie brak inicjatywy i aktywności, ale dystans, którego powoli się uczę.
Jako zodiakalny Strzelec z natury jestem bardzo optymistyczna. Wielu spraw nie biorę tak poważnie.
Pozwalam życiu płynąć swoim biegiem. Tak po prostu. Nie jestem zawzięta w podejściu do życia. Nie wszystko musi być na siłę. Nie wszystko musi być, bo musi. Nie wszystko musi być, bo mam takie oczekiwania. Nie. Jeśli nie jest, to też jest dobrze. Przyglądam się czasem z boku własnemu życiu. I doprawdy, choć nieraz sama się zadziwiam, to jednak spojrzenie z dystansu przynosi swego rodzaju lekkość.

„Poruszaj sie giętko w biegu wydarzeń”.
Pojawia się od czasu do czasu moment, w którym należy jednak wykazać się charakterem i płynąć pod prąd lub stać jak skała w kipieli.
Wiem, że potrafię. Dzięki skorpioniastej części mnie.
Każdego jednak dnia doskonalę po trochu umiejętność płynięcia z życiem. Po to, bym mogła go brać w swoje ręce.

Wczoraj miałam chaos emocjonalny w mojej głowie. Od łagodnego uwalniania, po zazdrość, od miłości po złość. Rozczarowania i uniesienia, lekkość i ciężar trosk, zaufanie i strach, poczucie tracenia i poczucie posiadania…
Takie różne dziwne przeciwieństwa. W między czasie wydarzyło się jeszcze więcej.
Ale otrzymałam także jeszcze więcej szans, by wszystko zrozumieć. By spojrzeć inaczej.

Wczoraj miałam chaos emocjonalny w mojej głowie. Dziś mam łagodność. I spokój.

Dziekuję ci za to, Joe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.