stan alfa?

Bywają takie noce, zwłaszcza przy pełni, że nie mogę spać. Krecę się w łóżku nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Każdy, najmniejszy nawet odgłos, dochodzący gdzieś z głębi mieszkania, staje się jakby spotęgowany przez mój własny umysł. Staje się przede wszystkim kurewsko wkurwiający. Tykanie zegara, kapiące kropelki wody gdzieś tam z niedokręconego kranu, lodówka… wszystko to działa na mnie cholernie denerwująco, powodując tylko, że staję się jeszcze bardziej zmęczona i rozdrażniona. Potem zmęczenie osiąga swój jakiś maxymalny punkt i jest taka chwila, przed zaśnięciem, kiedy jeszcze nadal wszystko słyszę, ale fizycznie nie mam już sił ruszyć nawet małym palcem. Dziwny stan wyostrzonego zmysłu.
Taki sam jak zaraz po przebudzeniu. Kiedy na dworze jeszcze często szarość, kiedy sen jest jeszcze na tyle blisko, że wciąż czuję całkowitą bezwładność ciała. A umysł potrafi już wszystko rejestrować z jakąś niespotykaną potem w ciągu dnia wyrazistością.

Wtedy zawsze nagle doznaję najlepszych wglądów w samą siebie. Przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły kulinarne, artystyczne, życiowe, jakiekolwiek. Wtedy właśnie często pojawiają się pomysły rozwiązania moich problemów, pomysły na realizacje marzeń, pomysły na zażegnanie konfliktów… Wszystko, co przychodzi mi wtedy do głowy, jest takie proste, harmonijne, pełne mądrości i jakieś takiej oczywistości.

Gdybym tylko miała siłę, by móc ruszyć w tym momencie choć ręką i zapisać te myśli szybko na papierze, by nic mi z nich nie umykało, z pewnością sypiałabym z zeszytem i pisadłem pod poduszką.
Gdybym tylko miała siłę, by choć te myśli wypowiedzieć, może siła głosu i moc słów spowodowałaby, by bardziej utkwiły mi w pamięci…

Bo często bywa tak, że zanim dojdę do siebie, połowa z nich już umknie… Pozostaje w mojej głowie jedynie myśl, że przecież to było takie świetne rozwiązanie, takie super zdanie, taki wspaniały pomysł… tylko jak to było???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.