mój

Tego łapacza zrobiłam dla samej siebie. Jest to szczgólny łapacz, bo zasilają go pióra aż 8 gatunków ptaków (8 jest dla mnie szczególną liczbą, bo to moja liczba urodzeniowa). I tak jest tam po jednym piórze kruka, dzikiego indyka, sroki i  bażanta oraz po dwa piórka perliczki, koguta, kaczki krzyżówki i sójki.

Na zdjęciu tego nie widać, ale te naturalne pióra mają naprawdę piękne kolory. Czarne pióro sroki błyszczy w świetle opalizującą zielenią, krucze wydaje się być czasem aż granatowe. Te od kaczki czy sójki są cudem same w sobie. Każde z tych piór z osobna po prostu mnie zachwyca. A razem tworzą coś niesamowicie pięknego w energiach, przynajmniej dla mnie.

mój

zwierzęta mocy – hiena

źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl

Hienowate to rodzina dużych ssakow drapieżnych obejmująca obecnie 4 gatunki. Oprócz tego do rodziny zalicza sie również kilka gatunków wymarłych np hienę jaskiniową. Jeszcze w plejstocenie hieny zasiedlały całą Europę z Wyspami Brytyjskimi włącznie oraz Azję wraz z południowymi rejonami Syberii. Obecny zasięg występowania przedstawicieli tej rodziny obejmuje tereny Afryki na południe od Sahary, Półwysep Arabski, Azję Mniejszą, Pakistan i Indie. Wszystkie hieny mają bardzo charakterystyczną sylwetkę ciała: przód jest wyraźnie masywniejszy i wyższy, co nadaje im wrażenie zgarbionych. Jest to spowodowane tym, że mięśnie przednich łap, barków, szyi i głowy są bardzo silnie rozwinięte. Tylne łapy są nieco krótsze i mniej umięśnione. Pysk hien jest stosunkowo krótki, bardzo masywny, z silnym uzębieniem Uszy bardzo duże, spiczaste lub zaokrąglone. Hieny są palcochodne, a ich łapy zakończone są tępymi pazurami. Hieny tworzą zhierarchizowaną strukturę społeczną, chociaż różni się ona u poszczególnych gatunków. Najbardziej hierarchiczną, opartą na zasadzie matriarchatu, ma hiena cętkowana. Samice są silniejsze i większe od samców i to one tworzą trzon stada. Wielkość klanu i jego rewiru zależy od zamieszkiwanego środowiska. Zazwyczaj w klanie jest od 15 do 80 osobników. Samce wędrują między klanami, samice pozostają w klanie, przy czym córki wyżej postawionych samic dziedziczą ich pozycję w grupie. Samice mają bardzo dużo męskich hormonów, nawet ich zewnętrzne narządy płciowe bardzo przypominają męskie. Są również znacznie bardziej agresywne. Hieny brunatne łączą się w bardziej luźne stada, a hiena pręgowana często żyje samotnie lub wybiera życie w malych grupach. Hieny są aktywnymi drapieżnikami. Jedzą wszystkie małej i średniej wielkości ssaki kopytne. Polują zwlaszcza na gnu, ale czasem uda im się zdobyć mlodego bawoła czy hipopotama. Hiena cętkowana posiada najsilniejsze szczęki wśród ssaków, silniejsze nawet od jaguara. I chociaż hieny nie cieszą się zbyt dobra opinią i często przypisuje się im same negatywne znaczenie, takie jak żerowanie na innych, podstępność czy fałsz, to jednak, podobnie jak wszystkie inne zwierzęta, są wspaniałymi nauczycielami, a dary, jakimi nas obdarzają, są wartościowe i mają swoją wielką moc.

źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl

Jako zwierzę mocy hiena nie pojawia się zbyt często. Kiedy jednak wkracza do naszego życia, możemy być pewni, iż przychodzi jako przyjaciel i bardzo silny pomocnik. Hiena jest bowiem przewodnikiem po krainie cienia, posłańcem od naszych przodków i przychodzi do nas, by pomóc nam uzdrowić nasz Ród, a co za tym idzie i nas samych.

Hieny są często postrzegane jako tępe i podłe padlinożercy, którzy podstępnie wykradają zdobycz innym drapieżnikom, czyli żerują na innych. W rzeczywistości hieny są niezwykle rodzinne, inteligentne i dobrze zorganizowane. Owszem, często odżywiają się również padliną, ale przede wszystkim są doskonalymi myśliwymi. Jednymi z najlepszych na sawannie. Hieny atakują tylko wówczas, gdy mają pewność odniesienia sukcesu. W ten sposób jako zwierzę mocy hiena uczy nas jak najlepiej i najskuteczniej odnaleźć się w naszej rodzinie czy grupie. Uczy nas wykorzystywania  w pełni naszego potencjału do współpracy z innymi. Nikt z nas nie żyje w samotności. Każdy ma swoje miejsce i swoje zadania w wielkiej Całości. Dzieląc się z innymi darami, które posiadamy, naszymi talentami i umiejętnościami, tworzymy razem z nimi owe poczucie przynależności, braterstwa, jedności.
Hiena podkreśla tutaj  zwłaszcza nasze więzi z rodziną, z naszym Rodem. Przypomina nam o często zapomnianej prawdzie. O tym, iż to, kim jesteśmy, jacy jesteśmy, zawdzięczamy w dużej mierze właśnie naszemu Rodowi. To od naszych rodziców, babć i dziadków otrzymaliśmy w genach, w pamieci komórkowej wszystko to, co jest naszą siłą. Również to, co jest naszą słabością. Jednak to, co słabe, wcale takim pozostać nie musi. Nasz Ród przepracowywał pewne schematy już przez wiele pokoleń. My nie musimy ich powtarzać. Możemy wreszcie zamknąć ten proces. Wydobyć to co nieświadome czyniąc to świadomym i w ten sposób uwolnić cały Ród od starych, niesłużących już nikomu programów i wzorów. Pojawienie się hieny w naszym życiu jest wyraźnym znakiem, iż podjęliśmy się tego trudnego zadania. Uzdrawianie Rodu wymaga wielkiej odwagi. Nieraz trzeba stanąć oko w oko z niezwykle ciężkimi traumami lub tajemnicami. Przegryźć się przez twarde skorupy. Zmierzyć się ze starym lękiem, żalem, złością, gniewem, smutkiem, rozpaczą. Tym wszystkim co boli, co dławi, co zniewala. To często jest nie tylko nasz lęk, nie tylko nasza złość czy poczucie żalu, ale również naszych babć czy dziadków. Oczyszczenie, uzdrowienie i przetransformowanie tych energii jest uwolnieniem nie tylko dla nas samych, ale także dla naszych przodków jak i przyszłych pokoleń. Ale to niezwyle trudne zadanie. Hiena nie zostawia nas z tym samych. Może trzyma się nieco w cieniu, tak że nie dostrzegamy jej obecności od razu, ale wspiera nas całą mocą. Dodając nam odwagi, samozaparcia, wytrwałości, zrozumienia, znowu odwagi,  siły i tego poczucia, iż nie jesteśmy sami.
Hiena wie ile przeszliśmy. Zna nasze traumy i traumy naszego Rodu. Wie ile cierpienia, bólu, smutku i innych trudnych emocjii doświadczyliśmy. I pomaga nam to wszystko w nas uzdrowić. Ale samo przebijanie się przez twarde skorupy, rozgryzanie starych wzorów, stawanie naprzeciw dawnym cierpieniom byłoby zbyt trudne i obciążające. Dlatego też hiena przynosi nam w darze coś wspaniałego, co w zasadzie każdy z nas ma juz w sobie. Tym darem jest śmiech. Terapia śmiechem, dzięki której możemy rozładować napięcia emocjonalne, frustrację i stresu. Tak, hiena przywraca nam umiejętność spontanicznego śmiechu. Stwarza ku śmianiu się okazje i po prostu chichra się razem z nami.

Ale hiena nie tylko pomaga nam uzdrowić nasz Ród. Jako zwierzę żyjące w klanach opartych na zasadzie matriarchatu, zwraca ona również szczególnie naszą uwagę na nasz kontakt i więź z Matką. I zarówno chodzi tu o kontakt i więź z naszymi człowieczymi Mamami, jak i z naszą Matką Ziemią. Sama hiena jest bardzo troskliwą mamą, która z ofiarnością opiekuje się potomstwem. I to przez bardzo długo okres czasu, a mianowicie ponad trzy lata. W świecie zwierząt, jedynie słonie i małpy naczelne opiekują się swoimi dziećmi dłużej. Hiena przypomina nam w ten sposób o miłości wszystkich matek. O ich poświęceniu i opiekuńczości. O wszystkim tym, co przez całe życie nam dają. Dlatego podziękujmy naszej Mamie i Gai, naszej Mamie Ziemi. Przytulmy te nasze Mamy, dosłownie lub chociaż w sercu. Nauczmy się na nowo być ich dziećmi w miłości. Bo w istocie tymi dziećmi jesteśmy.

Hieny żyją  w wysoko  zhierarchizowanych strukturach społecznych, tzw. klanach. Każda hiena w obrębie klanu zna nie tylko swoje miejsce, ale również zna wszystkich jej członków. Hieny współpracują ze sobą, pomagają sobie nawzajem, potrafią rozwiązywać socjalne problemy w obrębie swojej społeczności i doskonale się komunikować. Wszystko to pokazuje nam, iż hiena ma dla nas jeszcze jeden ogromny dar. Hiena przywraca nas grupie, rodzinie. Uczy nas owej rodzinności, odpowiedzialności, otwarcia się na naszą rodzinę. A nade wszystko uczy nas jasnej i szczerej komunikacji. Być może są w nas jakieś blokady, które nas tłumią i nie potrafimy się w pełni otworzyć na naszych bliskich. Hiena właśnie pomaga nam je rozpoznać, a potem przetransformować. Tak abyśmy mogli w pełni kochać i respektować wszystkich członków grupy i byśmy i my byli kochani i respektowani.

No i wreszcie hiena nawoluje nas też do tego abyśmy niezależnie od okoliczności byli wierni samym sobie. Kroczyli naszą ścieżką. Jednak obdarza nas tutaj zdolnością dopasowania się do tego co nas spotyka i wychwytywania okazji. Każde wydarzenie, każda sytuacja, każde doświadczenie, choćby najbardziej trudne, kryje też w sobie jakiś skarb. Hiena uczy nas dostrzegać te małe-wielkie dary na naszej drodze. Nie gardzić nimi, a doceniać je i korzystać w pełni . Im bardziej bowiem doceniamy i zauważamy podarunki od Wrzechświata, tym więcej ich do nas dotrze. A nasze życie nabierze lekkości i bedziemy mieli jeszcze wiecej powodów do śmiechu.


ciemna strona: Hiena wskazuje na agresję, wykorzystywanie, żerowanie na innych, podstępność, manipulację, wampiryzm energetyczny, stare, mocno zakorzenione traumy i cienie, konflikty lub brak więzi  z rodziną, szczegolnie z matką, brak umiejętności dopasowania się, roztrząsanie starych traum, brak wybaczenia, postrzeganie w negatywach.


źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl

Jeśli hiena jest twoim zwierzęciem mocy wtedy:
* Masz mocno rozwinięte poczucie wspólnoty i dobrze wykształcone socjalne zachowania. Jesteś rodzinny i potrafisz otwarcie okazywać uczucia swoim bliskim i przyjaciołom. Znasz swoje miejsce w grupie i czujesz się za nią odpowiedzialny.
* Jesteś komunikatywny i wyrażasz się nie tylko za pomocą słów ale również niewerbalnie, np przy pomocy mowy ciała.
* Potrafisz wychwytywać nadarzające się okazje i błyskawicznie na nie reagować.
* Lepiej i wydajniej pracuje ci się w grupie niż jako „samotny jeździec”.
* Niezależnie od tego jak trudna sytuacja ci się przytrafia, zawsze potrafisz podejść do niej z humorem i dojrzeć w niej jakiś dar.
* Również pomagasz innym ludziom z twojego otoczenia podchodzić do życia na większym luzie.
* Możesz mieć wybuchowy, choleryczny charakter, ale potrafisz się szczerze śmiać i właśnie śmiech pomaga ci rozładować frustrację i gniew.
* Masz dobry kontakt z Matką Ziemią.

źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl

Proś hienę o pomoc i wsparcie jeśli:
* Pracujesz nad uzdrawianiem Rodu. Czujesz, iż dawne wzorce się nie sprawdzają i chcesz zamienić je na nowe.
* Docierasz do starych traum, krzywd i trudnych emocji, twoich własnych lub twojego Rodu. I pracujesz nad ich transformacją.
* Zauważysz, że się socjalnie zbytnio polaryzujesz, tzn. albo izolujesz się od innych lub też za bardzo na innych koncentrujsz, wręcz uzależniasz od nich i potrzebujesz się w tym względzie zrównoważyć.
* Chcesz poprawić swoją komunikację, a co za tym idzie swoje kontakty z innymi.
* Chcesz poprawić swoje kontakty i więź z Mamą.
* Potrzebujesz więcej odwagi by łapać nadarzące się okazje.
* Jesteś przygnębiony oraz zatraciłeś swoją umiejętność dostrzegania komizmu w życiu i pragniesz na nowo odzyskać swoje poczucie humoru.


Hiena według horoskopu afrykańskiego patronuje urodzonym w dniach: 02 VII – 23 VIII.

jazda bez trzymanki

Chciałam tu napisać wpisa, nawet kilka, ale jak to czasem bywa, rzeczywistość układa się w zupełnie innym kierunku. Dzieją się takie rzeczy, że nic już nie jesteśmy w stanie kontrolować i jedynie co możemy, to po prostu zaufać i się temu poddać. I właśnie coś takiego właśnie doświadczam.
Niby – tak patrząc na to wszystko z zewnątrz – nie dzieje się nic jakiegoś spektakularnego, ani nawet wielkiego. Ale kiedy patrzę na to z mojej wewnętrznej perspektywy, to mogę jedynie pochylić głowę w pokorze i jednoczesnym zachwycie.

Ostatnie 2 miesiące były i nadal są (bo nadal jestem w tym procesie) w pewien sposób niesamowicie uwalniające. Oczyszczające. Tyle rzeczy się zadziało, które wszystkie razem pokazują mi, iż powrót do samego siebie, odkrycie swojej duszy, tego cudu którym jestem, którym jest bez wyjątku każdy z nas, to najcudowniejsze co może być. Najlepsza przygoda i najwspanialsza podróż. I właściwie po to tu jestem.
I kiedy już się jest raz na tej drodze, to w którymś momencie przechodzimy przez taki etap, z którego już nie sposób się wycofać. Wtedy zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki.

We wrześniu weszłam w nową wibrację. Wtedy nawet nie wiedziałam że coś takiego jest, że co roku wchodzimy w nowe. W każdym razie ja właśnie przechodziłam z 9 na 1. I nawet jeśli wtedy jeszcze nie miałam o tym pojecia, to i tak wszystko co się właśnie „zadziewa” (wiem, że to kwiatek gramatyczny, ale bardzo mi się podoba), to niejako potwierdza. Już w sierpniu pojawiły się sytuacje, doświadczenia i taka rzeczywistość, która niejako powodowala, iż zamykałam pewne etapy w moim życiu. Zakończyła się też moja znajomość z kimś dla mnie do tej pory ważnym. I chociaż wtedy nie było to zbyt miłe doświadczenie, to dzisiaj wiem, że bylo (przynajmniej dla mnie) bardzo potrzebne. Bo po prostu wypełnilo się między nami to, co miało się wypełnić. Tak czuję. I dzisiaj, mogę napisać, że jestem tej osobie naprawdę wdzięczna. Przez długi czas była ważną częścią mojego życia. Z pewnością wiele razy mi pomogła, wiele razy mnie inspirowała, wiele razy pomagała mi się podnieść z kolan nawet nie wiedząc o tym, że tak pomaga. Za to wszystko jestem jej wdzięczna, bo nie zapomniałam o tym. Mimo to teraz nadszedł właśnie czas na rozstanie, czas kiedy byłam gotowa pójść dalej. Po to bym mogła dalej się rozwijąć. I to się zadziało.

Pojawili się nagle na mojej ścieżce nowi ludzie. Może nie znam ich osobiście czy prywatnie, może oni nawet nie wiedzą o moim istnieniu, ale bardzo mocno to, czym sami promieniują na zewnątrz na mnie zadziałało. Przyciągnęło mnie. Coś w środku mnie aż wołało „to jest to”. Odsłuchałam tyle filmików. Płakałam słuchając ich. Plakalam z radości i z totalnego wzruszenia. Bo każda z tych osób, które tak jakby pozwolily mi wejść w ich pole miłości coś jakby we mnie samej uzdrawiała. I dziękuję im wszystkim. Dziękuję za to że są i promieniują, tym czym promieniują, dziękuję z całego serca za wszystko czym się dzielą, bo wszystko to pomogło mi wreszcie wyruszyć w pełni na spotkanie mojej własnej Duszy.

Tak żeby było jeszcze bardziej synchronicznie, to – patrząc z perspektywy Tzolkiena – akurat wchodziłam w moje Drzewo Życia. I w czasie kiedy trwała jeszcze tracena Burzy przyszły do mnie takie sny i takie bardzo silne odczucia, że wprost nie mogłam się skupić na niczym innym. Wiedziałam, że aby zakończyć ten mój etap 9, potrzebuję jeszcze coś w sobie na nowo ułożyć. Niby stara historia, mocno karmiczna w dodatku, ale tak bardzo obecna we mnie. Poczułam, że muszę wreszcie to zapisać. I kiedy zdecydowałam się na ten krok, wiedziałam, że będzie to dla mnie bardzo ważna podróż. Podroż w głąb siebie. Po to, by we mnie nowe wzory i nowa droga się mogły wyświetlić.

Tutaj chcę podziękować tym, którzy mi w tej podróży towarzyszyli. Wiem, że bez was nie uzdrowiłabym tego co uzdrowiłam. Bez was nie rozpoznałam bym tego, co było jeszcze do rozpoznania. Dziękuję Marioli, Darii, Iwonce, Agniesi i Weronice. Dziękuję Wam dziewczyny za wasze zaufanie, za każdy napisany do mnie meil, odnośnik, każdy szczególik, każdą uwagę, każde zwierzenie. Za rozmowy głosowe, pisane, za czas, który mi poświęciłyście. Za waszą cudowną kojącą obecność, uważność, za waszą Milość. Dziękuję Wam Siostry za to że jesteście.

Ten czas, jest dla mnie czasem podarków. Tak, na ten czas moich duchowych urodzin Wrzechświat zesłał mi tyle cudownych darów. Zesłał ziemskich aniolów, znaki, podpowiedzi. Wszystko po to, abym mogła odnaleźć cząsteczkę samej siebie. Cząsteczkę do tej pory wypartą, nieakceptowaną. Teraz wreszcie mogę ją na nowo w sobie ukochać, przytulić, poczuć i wyśpiewać. Bo to własnie jestem ja.

Dziękuję. Za to co było, co jest i co będzie.

Aloha Mahalo.

„Miłość w czasach zagłady” – Hanni Münzer

„Jak daleko posunie się matka, by ratować swoje dzieci? Do czego zdolna jest córka, by pomścić ojca? Czy głęboka, pokonująca wszystkie przeszkody miłość może przetrwać pokolenia i zabliźnić stare rany?

Kiedy Elisabeth Malpran, chcąc ratować rodzinę, wiąże się z SS Obersturmbannführerem Albrechtem Brunnmannem, nie wie jeszcze, że zawiera pakt z diabłem… Pakt, który położy się cieniem na życiu jej córki. Młoda amerykanka Felicity poszukując w Rzymie matki, natyka się na mroczną historię swojej rodziny. Aby ją wyjaśnić, musi się cofnąć do najbardziej ponurego rozdziału dwudziestowiecznej historii i poznać dramatyczne losy swojej prababki – słynnej śpiewaczki operowej Elisabeth Malpran i jej córki Deborah. Splot miłości, winy i pojednania zniszczył obie kobiety i przez pokolenia rzucił cień także na życie Felicity.”

Ile czytelników tyle różnych opinii o tej książce.
Tytuł jest nieco na wyrost, bo szczerze mówiąc, ani tu za wiele miłości, ani zagłady. Oba te tematy są jedynie upchane gdzieś w tle i jedynie mgliście nawiązują do całości. Dla mnie ta powieść to raczej książka o pogubieniu się. O odwadze, ale też o jakimś wyparciu samego siebie. Ale też o tym, że w mniejszym lub wiekszym stopniu mamy do przerobienia karme naszych przodkow. Czytelnik może więc poczuć się nieco rozczarowany. Zwłaszcza, iż książka – choć moim zdaniem napisana całkiem dobrze – ma pewne dziwne przeskoki. Nie wiem nawet jak to ubrać w słowa, ale histria jest opowiedziana tak, że w paru miejscach odniosłam wrażenie, jakby autorce zabrakło pomysłu na połączenie wątków. Mimo to dla mnie była to całkiem dobra lektura. Wciągająca, mroczna, poruszająca.

moja galeria – Hammy

Tym razem za modelkę posłużyła mi wiewióreczka uchwycona na zdjęciu zrobionym przez Piotra Górnego (https://www.facebook.com/search/top/?q=piotr%20g%C3%B3rny%20wildlife%20photography). A że wiewióreczki tak jak od zawsze mi towarzyszą, to po prostu musiałam, musialam ja namalować.

„Hammy” (2017), akryl na płótnie, 50 x 80 cm

moja galeria – Sójeczka

Modelką do tego obrazu była mi sójeczxka sfotografowana przez Zdzisia Olejniczak. Zdjęcie niezwykle cudowne, zachwyciło mnie totalnie. A potem, juz w trakcie malowania sójeczka już sama pojawiła się tuż obok mnie. Takie moje szamańskie z nią spotkanie. I nawet sójkowe piórka w tym czasie do mnie trafiły.

„Sójeczka” (2017), akryl na płótnie, 50 x 80 cm

„Plötzlich Shakespeare” – David Safier

„ZWEI SIND EINER ZU VIEL!
Wenn Mann und Frau sich das Leben teilen, ist das ja schon schwierig. Aber wenn Mann und Frau sich auch noch ein und denselben Körper teilen müssen, dann ist das Chaos perfekt!
Die liebeskranke Rosa wird per Hypnose in ein früheres Leben versetzt. In den Körper eines Mannes, der sich gerade duelliert: William Shakespeare. Wir schreiben das Jahr 1594, und Rosa darf erst wieder zurück in die Gegenwart, wenn sie herausgefunden hat, was die wahre Liebe ist. Keine einfache Aufgabe: Sie muss sich als Mann im London des 16. Jahrhunderts nicht nur mit liebestollen Verehrerinnen rumschlagen, sondern auch mit Shakespeare selber, der nicht begeistert ist, dass eine Frau seinen Körper kontrolliert. Und während sich die beiden in ihrem gemeinsamen Körper kabbeln, entwickelt sich zwischen ihnen die merkwürdigste Lovestory der Weltgeschichte.”

Historia zaczyna sie ckliwo-żałośnie. Rosa jest nie tylko żałośnie zakochana w swoim ex, ale też w przypływie żałosnej  pijackiej weny robi swojemu obiektowi westchnień żałosną scenę wyznań miłości. Potem, pod wpływem jeszcze bardziej dla mnie nieogarniętej weny, Rosa udaje się do cyrkowego hipnotyzera z prośbą o… Hahaha, na pewno nie prosiła właśnie o to, ale czyż wlaśnie tak w życiu nie bywa, iż prosimy o coś, a nasze prośby sie spelniają w zupełnie dla nas nieoczekiwany i całkowicie inny sposób niż to sobie wymyśliliśmy. A Wrzechświat ma naprawdę poczucie humoru. Ten w powieści rownież. I tak oto Rosa ląduje w ciele Szekspira, żeby nie bylo z nim samym oczywiście. A dwoje w jednym ciele to zdecydowanie za dużo. No chyba żeby nie…

Uśmiałam się przy tej lekturze cudownie. A śmiechu mi było trzeba. I łez widocznie też, bo pod koniec zryczałam się tak, jak pewnie tylko kobiety się zryczeć przy czytaniu potrafią. I wcale nie było smutno. Tylko tak… no jak to u Safiera: z takim pięknym, cudownym, uzdrowiającym przekazem. I poruszyło moje serce. Poruszyło moją duszę. I sama musiałam siebie bardziej pokochać.

„Dzika lawenda” – Belinda Alexandra

„Dzika lawenda to opowieść o losach Simone Fleurier, która po tragicznej śmierci ojca musi opuścić rodzinną farmę i wyjechać do Marsylii. Rozpoczyna ciężką pracę w pensjonacie surowej ciotki, gdzie poznaje piękną i cyniczną gwiazdę estrady. Dzięki niej odkrywa fascynujący świat rewii.
Talent i determinacja otwierają przed młodą Simone drogę na szczyty sławy. Jednak wraz z wybuchem II wojny światowej nadchodzi czas wielkich zmian i ryzykownych decyzji, które nadadzą jej życiu zupełnie nowy sens.
Dzika lawenda zabiera czytelnika w fascynującą podróż, która rozpoczyna się w sielskiej atmosferze Prowansji i uliczkami Marsylii wiedzie do najwspanialszych rewii Paryża, zahaczając po drodze o dekadencki, przedwojenny Berlin i rozbrzmiewający jazzem Nowy Jork.
W subtelnej mieszance literackiej fikcji i historycznych faktów przewijają się sławne osobistości dwudziestowiecznej Francji: Coco Chanel, Charles de Gaule, Picasso, Renoir i Josephine Baker. Muzyka, taniec i śpiew stanowią tło dla opowieści o pasji, miłości, rywalizacji i poświęceniu.”

Zaplątała mi się ta książka w mojej przestrzeni, więc któregoś dnia pod wpływem impulsu po nią sięgnęłam. I jakoś tak wciągnęla mnie od pierwszych stron. Mimo że to historia rewiowej artystki, a więc i opowieść o dążeniu do kariery, slawy, opowieść o wielkim świecie przepychu i ogólnie o tym wszystkim, co w ogóle nie leży w sferze moich zainteresowań. A jednak jakoś tak polubilam główną bohaterkę. Bo dla mnie to zwyczajna dziewczyna, a jednocześnie na swój sposób wyjątkowa. Dziewczyna z pasją. Dziewczyna z sercem, z którym mimo sławy i bogactwa nie utraciła kontaktu. I gdzieś tak między wierszami to właśnie przesłanie tej książki wyczatałam. Niezależnie jakie są nasze życiowe ścieżki, w jakim świecie się obracamy, to zawsze mamy wybór słuchać lub nie swojego serca.

na niebie tęcza

To zdjęcie z wczoraj.
Był taki czas w moim życiu, już wiele lat temu, kiedy to tęcza stala się dla mnie szczególnym znakiem od Wrzechświata. Moje najpiękniejsze przeżycie duchowe, takie swoiste dotknięcie niznanego, pobłogosławione zostało podwójną tęczą albo raczej kilkoma tęczami. Od tego czasu traktuję pojawienie się tęczy w mojej przestrzeni jako taki bardzo osobisty komunikat od Wrzechświata. I chociaż znaków dostaję całe mnóstwo, to tęczy na niebie nie widziałam już dawno. Naprawdę.
Ale pojawiła się wczoraj. Kolejny Dar, w morzu obfitości jaki do mnie spływa. Dziękuję Ci Wrzechświecie!

proś, a będzie ci dane

Magia to nie tylko czary czy jakieś rytuały. Magia to przede wszystkim sposób życia. Przynajmniej ja tak to postrzegam. Niemniej przyznaję, iż czasem sobie dopomagam czarami, których się nauczyłam od mojej najulubieńszej widźmy Anny (kto wie, ten wie). I co? Ano, to naprawdę działa!
Nawet jeśli były we mnie jakieś okruszki sceptycyzmu, to ulotniły się one jak dym.

Prosiłam o obfitość i Wrzechświat obdarzył mnie obfitością. I to w formie, w której się w ogóle nie spodziewałam. I nie, nie jest to obfitość w tyłku i innych częściach ciała, bo tej mam aż zanadto od lat, więc o więcej bym nie prosiła. Obfitość przyszła w formie cudownych ludzi, którzy wkroczyli do mojego zycia. W formie cudownych spotkań, znaków, przekazów. To również jest obfitość. I to jakże cenna.

Prosiłam o Bratnie Dusze i powrócili starzy-nowi Przyjaciele. Pomimo wszystkiego co kiedyś nas podzieliło, odczułam teraz radość, szczerość i taką zwyczajną prostotę w tych spotkaniach. Jest we mnie tyle wdzieczności za te wszystkie wspaniałe dary. Za te spokania, za te piosenki od serca. Spacer, rozmowa, usmiech – małe wielkie gesty. Piosenki prosto z serca.

 

coś się kończy po to, by zrobić miejsce dla czegoś nowego

Już dawno odkryłam w sobie taką skłonność do zbytniego przywiązywania się do pewnych ludzi. Do swego rodzaju uzależniania się od nich nawet w pewien sposób. Bo kiedy zaczynam pytać ich mądrości zamiast zapytać swojej, kiedy liczę się z ich opiniami, a nie ufam własnym, to jest to pewien rodzaj uzależnienia. I właśnie według takiego wzoru co jakiś czas wpadam w tego typu relacje. I kiedy po długich okresach własnej ślepoty udaje mi się wreszcie z tego uwolnić, za każdym razem wydaje mi się iż teraz jestem już odrobinę mądrzejsza. I że następnym razem już mi się nic takiego nie przydarzy. A tu się okazuje, że guzik z petelką. Same wiedzenie o czymś nie wystarcza. Potrzebna jest jeszcze wielka uważność, by nie przeoczyć sygnałów, które się przecież pojawiają. Mało tego, potrzeba widząc te sygnały, wybierać świadomie.

Po raz kolejny nie byłam uważna. Mimo, że dostrzegałam owe sygnały, to łatwiej mi było o nich po prostu zapomnieć, udawać że ich nie dostrzegłam, niż zadbać o swoją przestrzeń, o swoje terytorium. Nie wiem ile razy Wrzechświat w swojej miłości do mnie będzie mi jeszcze ssyłał tę lekcję, zanim naprawdę ją sobie przyswoję. Zanim naprawdę nauczę się być o krok do przodu. Ale chociaż niejednorkrotnie trudne są to lekcje, to jestem za nie wdzięczna. I tak samo jestem wdzięczna za to moje ostatnie w tym temacie doświadczenie. Było znacznie mniej emocjonalne niż wcześniejsze jemu podobne, ale wciąż w jakiś sposób bardzo dla mnie intensywne. Jednak tym razem czułam wyraźnie przy sobie opiekę. Mój Tygrys był przy mnie. Nie musiał mi niczego już tłumaczyć, niczego pokazywać. Wystarczyła jego cicha obecność bym wiedziała co należy zrobić jednocześnie pilnując ognia we mnie, by nie wymknął się spod kontroli i sie nie rozszalał. Dziękuję Ci Tygrysie za Twoją opiekę i twoja obecność.

Z dzisiejszej perspektywy, tych kilku dni, dostrzegam jednak cudowność całego tego doświadczenia. Bo chociaż pewna relacja dobiegla końca i to w niekoniecznie najmilszy ze sposobów, to przecież wszystko to, co było dobrego nie utraciło na wartości. I mam nadal w sobie wdzięczność dla tej Duszy za to, że tak wiele mnie nauczyła i tyle razy była mi wsparciem. Był czas kiedy nasze ścieżki, moja i jej biegły w tym samym kierunku. I to był całkiem dobry wspólny czas. Pełen pięknych, wspaniałych i ubogacających wewnętrznie chwil. I za każdą z nich dziękuję. Tobie i sobie również.
Teraz jednak nadszedł taki moment, kiedy nasze ścieżki się musiały rozejść. I chociaż na pozór nie było to miłe rozstanie, to również w pewien sposób ubogacilo. I za nie również dziękuję Tobie i sobie.

Bo jedno wiem, coś się kończy po to, by zrobić miejsce dla czegoś nowego. Zawsze tak jest. I tylko trzeba się na to nowe otworzyć. Nie ma co trzymać się kurczowo przeszłości. Przyszłość po prostu już była. A teraz jest teraz i to ono kryje w sobie cały potencjał. Moment mocy jest teraz. A więc podążam dalej. Tam gdzie prowadzi mnie moje serce i moja piosenka. I bardzo, ale to bardzo raduje mnie ta nowa wolność. I ta wielka obfitość nowego, która się pojawia. W każdym cudownym nowym Teraz. Dziękuję Ci Wrzechświecie.♥

zwierzęta mocy i żywioły

Wszystkie zwierzęta mocy oprócz tego, że pomagają nam rozpoznać naszą własną naturę, uczą nas, wspierają i chronią, są też wspanialymi przewodnikami po krainie żywiołów. Owe pięć żywiołów czy inaczej elementów tworzy nasz świat. Jednak każdy z nich jest też pewną energią i reprezentuje jakieś koncepcje, stany, właściwości czy idee filozoficzne. I czy zdajemy sobie z tego sprawę czy też nie, to jesteśmy z nimi ściśle związani, czy też określając to inaczej mają one ogromny wpływ na nasze istnienie. Dlatego też ważne jest, byśmy potrafili z nich właściwie korzystać. Sięgać po moce danego elementu jeśli np pracujemy z odpowiadającymi mu energiami. Harmonizować i równoważyć jeśli zachodzi jakaś dysproporcja. Zwierzęta mocy są nam tutaj wspaniałymi pomocnikami, takimi prawdziwymi przewodnikami. Potrafią w cudowny sposób podpowiedzieć kierunek działania, najlepszy sposób zachowania,  wskazać co wymaga wyciszenia, a co uaktywnienia itp. Wszystko to jest naprawdę niezmiernie pomocne i kiedy nauczymy się dostrzegać te przekazy i podążać za tymi wskazowkami, wtedy nasz rozwój nabiera tempa, a nasza życiowa ścieżka, obojętnie jaką by nie była, staje się najwspanialszą drogą.

Żywioły, mimo że każdy jest inny i dysponuje odmienną mocą, są ze sobą poniekąd połączone. Każdy z nich wywiera jakiś wpływ na pozostałe. Elelementy te współpracują ze sobą, by tworzyć i podtrzymywać życie. Dlatego i my do harmonijanego istnienia potrzebujemy ich wszystkich. Zwierzęta mocy mniej lub bardziej również są związane ze wszystkimi żywiołami i poruszają się we wszystkich tych energiach. Jednak niektóre żywioly są u poszczególnych zwierząt zaznaczone silniej. Tym samym spotykając dane zwierzę (w świecie realnym czy podczas stanów odmiennej świadomości) niejako otrzymujemy wskazówkę, na które żywioły powinniśmy akurat teraz zwrócić szczególną uwagę. Z którymi bardziej współpracować, lub który wymaga zharmonizowania. Lub też odwrotnie – jeśli chcemy szczególnie popracować z jakimś żywiołem, możemy przywołać związane z nim zwierzęta mocy, aby wspomogły nas w naszej pracy.

Należy jedynie pamietać, że każdy żywioł, podobnie jak i każde zwierzę mocy, ma swoje jasne i ciemne aspekty. Jeśli nawiążemy kontakt z naszymi zwierzętami mocy lub jeśli pojawia nam się jakieś zwierzę na naszej życiowej ścieżce zawsze będzie wskazywało nam na żywioły, które reprezentuje. Ale to z reguły nasza intuicja wskaże nam, o którą stronę i jaki aspekt w danym momencie chodzi. Można jednak sobie niejako ustalić ze swoimi zwierzętami jak będą nam komunikować pewne przekazy i wtedy odczytywanie tych przekazów staje się dla nas jeszcze łatwiejsze. Tak czy siak wiedza o tym, które zwierzę zaznacza bardziej który z żywiołów jest z pewnością dodatkowym puzzelkiem tej przepięknej układanki.


Tutaj zamieściłam takie skrótowe opisy pomagające rozeznać się w tym, które żwyioły są reprezentowane przez które zwierzęta:
-) zwierzęta mocy i żywioł światła / eteru
-) zwierzęta mocy i żywioł powietrza
-) zwierzęta mocy i żywioł ognia
-) zwierzęta mocy i żywioł wody
-) zwierzęta mocy i żywioł ziemi


To co wypisałam w tych opisach nie oznacza oczywiście, iż jeśli np chcemy spojrzeć na jakiś problem z szerszej perspektywy, to powinniśmy się zwracać o pomoc do któregoś z ptaków, a jeśli np pracujemy nad naszą komunikacją to lepiej jest prosić o wsparcie konia czy żyrafę. NIe. Każde zwierzę ma potężną i wyjątkową moc i jeśli staje się naszym zwierzęciem mocy to będzie nas wspierało pod każdym względem. Jednak zwykle bywa tak, iż jeśli już zaczynamy tę przygodę ze zwierzętami mocy, to wyczujemy, iż mamy ich przy sobie kilka. I wtedy możemy się zwrócić o pomoc, radę, wsparcie czy ukierunkowanie w danej sprawie do tego, które w szczególny sposób ma do tego predyspozycje.
Częściej jednak po prostu spotykamy na swej drodze jakieś zwierzę i po prostu chcielibyśmy tak na szybko wiedzieć, na co ono zwraca naszą uwagę. Co chciałoby nam powiedzieć. Bo każde takie spotkanie może być naszym osobistym przekazem od Wrzechświata. Coś tam się w naszym życiu dzieje, podejmujemy jakieś decyzje, spotykamy jakiś ludzi, może odwrotnie nic się nie dzieje. A Wrzechświat nieustannie nas wspiera, do nas przemawia. Na tysiące różnych sposobów. I właśnie zwierzęta, które spotykamy na naszych ścieżkach mogą się stać takimi „listonoszami”, które swoim przesłaniem owe wiadomości od Wrzechświata do nas przynoszą. I kiedy spotykamy takie zwierzątko, to warto właśnie wiedzieć na co najbardziej nam ono zwraca uwagę. Nawet jeśli jeszcze nie wiemy nic lub prawie nic o jego mocy, to zwykle jesteśmy w stanie rozpoznać jaki żywioł reprezentuje. I kiedy rozpoznamy ten żywioł, wtedy wsłuchajmy się w naszą własną mądrość, w naszą intuicję, a na pewno rozpoznamy o co dokładnie chodzi. Być może nawet uda nam się odczytać cały list.

Rozpoznanie żywiołów jakie reprezentuje jakieś zwierzę zawsze przybliży nam poznanie jego mocy. Dzięki temu możemy też np dostrzec różnicę jaka jest pomiędzy dwoma bardzo podobnymi zwierzętami, a co za tym idzie różnicę w darach, którymi nas obdarzają. Przykładowo weżmy jaguara i panterę inaczej nazywanego leopardem. Na pierwszy rzut oka zwierzęta te są bardzo podobne i wydawałoby się, że również ich moc jest taka sama. Ale jednak nie jest. Zarówno jaguar jak i pantera są kotami drapieżnymi, a wieć oboje są wspaniałymi przewodnikami po żywiole ognia. Oboje też są zwierzętami żyjącymi na ziemi, więc będą nam przybliżać aspekty żywiołu ziemi. Jednak potem już zaczynają się różnice. Pantera wspina się chętnie i często na drzewa i z nich nieraz atakuje swoją ofiarę. Jaguar natomiast, mimo że również potrafi wspinać się na drzewa, z reguły poluje z ziemi, zaczajając się w jakiś chaszczach. Jaguar wyszuje na swoje siedlisko okolicę nad wodą. Potrafi pływać i czyni to często. Pantera tymczasem, żyjąca w Afryce często zamieszkuje tereny suche, a ewentualne pływanie jest dla niej raczej koniecznością niż przyjemnością. Widzimy zatem, że jaguar reprezentuje dodatkowo żywioł wody, a więc będzie nam mówił wiele o naszych uczuciach i emocjach, będzie uzdrawiał cienie z nimi właśnie związane. Pantera natomiast te, które związane są z żywiołem powietrza, a więc cienie związane z umysłem, myśleniem, a także komunikacją.

A co zrobić w przypadku zwierząt, które reprezentują wiele żywiołów? Np ważka. Skąd mamy wiedzieć czy napatkana ważka chce nam pomóc przejść jakieś zmiany, czy np pomaga wysłuchać i utulić nasze emocje czy też np jeszcze coś innego? Jest mnóstwo sygnałów jakie pokażą nam o co dokładnie chodzi. takimi najbardziej wymownymi jest kolor lub zachowanie takiego zwierzątka. Jeśli nasza przykładowa ważka będzie czerwona, to już mamy wskazówkę, iż chodzi o żywioł ognia. A więc działanie, uwalnianie, przemianę. Niebieska – żywioł wody. Uczucia i emocje. Zielona lub brązowa – żywioł ziemi. Ugruntowanie, urzeczywistnienie, bezpieczeństwo, materia. Fruwa, wznosi się w powietrzu – czyli chce nam powiedzieć o lekkości, coś w nas skierować do góry. Jeśli natomiast po prostu siedzi gdzieś w szuwarach, to może właśnie jest to sygnał abyśmy przystaneli, wrócili na ziemię, odpoczeli od gonitwy, a wsłuchali się w samych siebie.

Nawet bez wielkiej znajomości mocy zwierząt w ten prosty sposób jesteśmy w stanie odebrać główny przekaz. Wyłuskać to co najistotniejsze. Wystarczy nieco uważności.

Życzę wam kochani wspaniałych spotkań ze zwierzęcymi „listonoszami” i cudownych przekazów w tych „listach” od Wrzechświata.

dodatkowa lekcja od mrówek

źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Niedawno moja przyjaciółka Agniesia opowiedziała mi taką sytuację.
Któregoś dnia zobaczyła, jak przez jej taraz maszerują mrówki. Szły w swoim szyku, jedna za drugą, każda znając swoje miejsce w grupie. Tak się złożyło, iż jedna z tych mrówek została zabita. I teraz co się stało?
Wśród mrówek zapanował chaos. Śmierć jednej z nich spowodowała totalne zamieszanie, a struktura całej tej maszerującej społeczności została zakłócona. Jedno ogniwko niejako się wypaliło, wypadło z gry i cały łańcuch uległ chwilowemu rozerwaniu. Mrówki przez pewną chwilę jakby straciły orientację, straciły wzór. Biegały zdezorientowane każda w inną stronę. Jednak już po krótkim czasie owa chaotyczna bieganina znowu zaczęła się układać. Mrówki zorganizowały się na nowo. Utworzyły nowy szyk. Na pozór całkiem podobny do pierwotnego, ale przecież był to już nieco inny wzór, nieco inna struktura.

W całej tej sytuacji, obrazie jaki pokazały mrówki, kryje się niezwykle istotna dla nas lekcja. To takie kolejne przesłanie, jakie za pośrednictwem mrówek w swej miłości przekazuje nam Wrzechświat.
Każdy z nas co pewien czas znajduje się w takim momencie życia, kiedy zachodzi jakaś istotna dla nas zmiana. Niektóre z tych zmian wydarzają się stopniowo i są mało zauważalne. Jednak są i takie, kiedy cała nasza poprzednia struktura, wzór według którego niejako maszerowaliśmy przez dany okres życia, ulega rozerwaniu. Zwykle dzieje się to wtedy, kiedy w naszych energiach następuje jakieś oczyszczenie.
Może akurat rozstaliśmy się z przyjacielem, kimś kto w taki czy inny sposób wpływał na nasze życie.
Może zostaliśmy zwolnieni z pracy lub np musieliśmy zmienić miejsce zamieszkania.
Może nadzszedł czas, że któreś z naszych dzieci wyfrunęło z rodzinnego gniazdka.
Może sami poczuliśmy, iż chcemy zakończyć pewne relacje.
A może nawet nic takiego się nie stało. Zewnętrznie wszystko jest dalej po staremu, ale w naszym wnętrzu zaszły jakieś istotne zmiany.

Jakkolwiek nasze energie ulegają oczyszczeniu, stara struktura ulega rozpadowi. To co znaliśmy, do czego byliśmy przyzwyczajeni, z czym oswojeni lub nawet do czego przywiązani nagle znika, odchodzi. Możemy wtedy poczuć się totalnie zdezorientowani i zagubieni. Może nam sie wydawać, iż tracimy grunt pod nogami albo że nie damy rady żyć. Jednak ten przerażający chaos jest jedynie chwilowy.
Mrówki chcą nam dodać otuchy i odwagi.
„Hej, nie martw się tak bardzo” – wołają do nas. – „Ten cały bajzel to jedynie przejściowa zawierucha. Wnet wszystko na nowo się ułoży. Nie bój się zatem. Twoja Dusza szykuje dla ciebie nowy wspaniały wzór. Ty szykujesz wzór. Jeszcze tylko trochę. Będzie dobrze. Dasz radę!”

Niech to wołanie małych wspanialych mrówek zapadnie w naszych sercach. Niech przywoła naszą moc. I kiedy następnym razem znajdziemy się w momencie zmian, kiedy w naszym życiu pojawi się mały lub większy chaos, może właśnie przypomni nam się owa cudowna lekcja. I doda nam otuchy i odwagi, wiary w nas samych i zaufania do Wrzechświata.

łapacz snów w błękitach

Zwykle do tworzenia podchodzę tak, że nie przymuszam się do niczego. Jeśli mam fazę, iż czegoś nie czuję, po prostu to zostawiam. Może też dlatego właśnie przez długi czas nie tworzyłam żadnego łapacza. Aż tu nagle przedwczoraj po tej długaśniej przerwie nagle poczulam, iż pragnę jednego stworzyć. I od razu wiedziałam, jaki ma być. W dodatku, tak jakby od razu się pojawiła i wspaniała osoba, dla której on ma być.

Powstawał dwa dni, ale był to taki bardzo lekki czas. Mam na myśli, że tworzenie tego łapacza niejako wypłynęło ze mnie samoistnie. Jest w kolorach błękitu, kolorze nieba i czystej wody. Czyż to nie mówi już samo za siebie o jego działaniu?

łapacz snów w błękitach

Chciałam by był kobiecy. Delikatny. Nie plotłam więc sama siatki ze sznureczka, a użyłam serwetki. I ta serwetka to taki dodatkowy bardzo cudowny i symboliczny element. Nawiązuje do naszych słowiańskich korzeni i klultury. Bo te serwetki dziergane od wieków przez nasze babcie i prababcie, to przecież nasze słowiańskie mandale. Piękne i takie łączące nas z korzeniami. Z przodkami. A żeby było jeszcze lepiej, trafiła do mnie bowiem serwetka oparta na siedmiu ramionach, co samo w sobie jest rzadkością wśród serwetek. Bo zwykle są oparte na sześciu ramionach albo ośmiu. A ta tak wyjątkowo akurat na siedmiu. Trochę jak symbol 7 podstawowych czakr albo 7 Archaniołów. Czyż to nie wspaniałe?

Uprałam ją, by oczyścić ją z ewentualnych nieharmonijnych energii, a potem własnoręcznie zafarbowałam na błękitno. Owo farbowanie wyszło nie do konca jednolite. Są miejsca gdzie kolor jest bardziej intensywny, a w innych mniej. I przyszło mi że tak ma być. Czyż nie taka bywa właśnie woda? Mieni się, tu błyszczy i połyskuje jaśniej, tam ciemniej. Wplotłam w serwetkę zatem maleńkie muszelki i małe połyskujące koraliki. Nie widać tego może za bardzo na zdjęciu ale pociągnłeam ja tu i ówdzie lakierem z błękitnym brokatem, tak w ramach symbolicznego podwyższenia wibracji. A żeby jeszcze było wspanialej serwetka sama w sobie ma wzór w liście. Widzicie to? Jak takie nawiązanie do Matki natury, do Gaji, do żywiolu ziemi. Czyż to wszystko razem nie nawiązanie pieknie do równoważenia i podnoszenia wibracji uczuć i emocji?

No i wreszcie wisiorki i piórka. Wplotłam tam koraliki z lawy (farbowane na kremowo). Sama lawa symbolicznie nawiązuje do żywiolu ognia. Bo w końcu i on powienien być obecny w tym łapaczu. Dodałam kilkanście koralików w kształcie talarków z turkusu, który jest nie tylko dodatkową ochroną, ale i takim cudownym wspomagaczem dla pokoju i harmoni. Wplotłam znowu muszelki i wreszcie dodałam piórka: farbowane na błękitno piorka strusie, bardzo ładne piórka perliczki i cudowne i pełne mocy błyszczące w kolorze indygo, piórka kaczki. I wiem, żeto tak jakby moc tych trzech ptaków poprzez owe pióra wspierać będzie tego łapacza, a poprzez niego i jego właścicielkę.

I wiem również, że ten łapacz to nie tylko łapacz.

zwierzęta mocy – mrówka

źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Mrówki należą do najstarszej rodziny owadów i nadrodziny os. Są bardzo rozpowszechnione, występują praktycznie na całej planecie, za wyjątkiem Antarktydy. Liczbę gatunków szacuje się na okolo 12 tysiecy, ale przewiduje się, iż jest ich znacznie więcej, tyle że jeszcze nie są sklasyfikowane. Poszczególne gatunki różnią się od siebie wielkością czy kolorem. Większość mrówek jest czerwona lub czarna, ale są również gatunki o barwie brązowej, zielonej, pomarańczowej, a nawet niebieskiej. Ciało wszystkich gatunków mrówek składa się z trzech części: głowy, tułowia i odwłoka. Głowa mrówek jest zawsze silnie rozwinięta, a wśród narządów gębowych specjalnie dobrze wykształcone są żuwaczki, będące głównym narządem aparatu gębowego. Oczy i przyoczka mogą być rozmaicie rozwinięte u poszczególnych gatunków, u robotnic ulegają niekiedy znacznemu uwstecznieniu. Dobrze rozwinięte czułki służa do wykrywania chemikaliow, prądów powietrznych i wibracji, a także do wysylania i odbierania sygnałów przez dotyk.
Wszystkie sześć odnóży mrówek przylega do klatki piersiowej. Sa one pogrubione, a na przednich występują często specjalne haczyki do czyszczenia czułków i otworu gębowego.
Mrówki, podobnie jak pszczoły, tworzą złożone społeczności o wyraźnej strukturze hierarchicznej i ściśle przydzielonych obowiązkach. Najwyższą grupę stanowią królowe, których może być nawet kilka. Ich głównym zadaniem jest składanie jaj. One również za pomocą feromonów kierują życiem całej koloni. Osobną grupę stanowią samce. Ich rolą jest zaplemnienie królowej, po tym giną. Prócz samców i samic w gnieździe występuje również kasta robotnic, czyli samic o niedorozwiniętych narządach rozrodczych. U niektórych gatunków bywa nawet po kilka postaci robotnic. Robotnice opatrzone bardzo silnymi żuwaczkami i wielkimi głowami noszą nazwę żołnierzy. Niekiedy pomiędzy samicami rozwiniętymi płciowo a robotnicami właściwymi występują formy pośrednie. Samce i samice są prawie u wszystkich gatunków skrzydlate, robotnice zawsze bezskrzydłe. Mają one do spełnienia funkcje usługowe. Budują gniazdo, bronią go, zbierają pożywienie, opiekują się potomstwem.
Mrówki z reguły zamieszkują specjalne, zbudowane przez siebie gniazda, zwane powszechnie mrowiskami. Mogą one być bardzo zróżnicowane, przy czym niekiedy ten sam gatunek może budować rozmaite typy mrowisk, zależnie od warunków środowiska, choć na ogół sposób budowania mrowisk jest charakterystyczny dla poszczególnych gatunków.
Chociaż mrówki należą do nadrodziny os, to w większości nie posiadają żądła, ale dobrze wykształcony gruczoł jadowy wydzielający kwas mrówkowy.
Mrówki nie należą do owadów jakoś bardzo lubianych przez człowieka, jednak są bardzo pożyteczne. We wszystkich kulturach uchodzą za uniwersalny symbol wspólnoty. Utożsamia się je z pracowitością, mądrością, porządkiem, wytrwałością i dyscypliną.

źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Wkraczając do naszego życia mrówki chcą nam przypomnieć o naszej pracy oraz naszym miejscu w rodzinie czy społeczności, do której należymy. Każdy z nas ma swoje zadania i swoją rolę do spełnienia. I niezależnie od tego jak mało znaczące czasem mogą nam się one wydawać, to jednak są istotną częścią Całości. Tak jak i my nią jesteśmy. Mrówka  przypomina nam o tym, że każde nasze działanie, każda praca ma swój sens i swoją wartość. A my możemy ową wartość jeszcze bardziej pomnożyć, tak by niosła ona więcej światła i dobra dla nas i Całości. Czasem nasze zadania i obowiązki wydają nam się być jedynie przykrą koniecznością. A jeśli nawet je lubimy, to czasem zdarza się tak, iż tracą swój blask i stają się nudną rutyną. A przecież wcale tak nie musi być. Mrówka zachęca nas do tego, abyśmy na nowo nadali wartość naszym działaniom, naszej pracy, tak aby znowu przynosiła nam radość i spełnienie. Ofiarujmy energię, którą wprawiamy w ruch wykonując to, co wykonać przecież i tak musimy, na coś, co będzie błogosławieństwem. Dla nas lub dla innych. Mrówka potrafi nosić o wiele więcej niż sama waży i tym samym pokazuje nam, że rownież i my potrafimy poruszyć wiele rzeczy jednocześnie. Nadanie intencji będzie tą siłą i tą mocą, która pozwoli nam uświęcić naszą pracą i jednocześnie ponieść dobro dalej. Niech nasza intencja czyni nasze działania czymś wyjątkowym. Z intencją nawet najbardziej prozaiczne zadanie nabiera nowego blasku. A do nas powróci entuzjazm, zaangażowanie i radość z działania. I jeszcze wiele więcej cudów, wszak nasze błogosławieństwo ma moc. Czyńmy więc naszą pracę czymś więcej niż tylko pracą. Niech będzie Dobrem, którym obdarzymy siebie i świat.

Mrówka przynosi nam w darze również swoją ogromną pomoc w wprowadzaniu do naszego życia zmian i nowych struktur. Najpierw, jako zwierzę żywiołu ognia, obdarowuje nas siłą przemiany. Pomaga nam wypalić i oczyścić to, co już nam nie służy i odejść temu, z czym nam już nie po drodze. Jako zwierzę żywiołu ziemi, urzyźnia naszą przestrzeń i pomaga kiełkować nowym pomysłom i pragnieniom oraz wprowadzać nowe postanowienia i konkretne działania.
Jednak kiedy zaczynamy już zmienić swoje przyzwyczajenia, nawyki, wzory postępowania czy myślenia, wymaga to zwykle ogromnej samodyscypliny i samozaparcia. Nie jest łatwo z dnia na dzień porzucić stare wzorce i programy i zastąpić je nowymi. Nawet jeśli na początku czujemy się silni w swoich nowych postanowieniach, to często zanim nowe struktury na dobre się w nas ugruntują, wpadamy ponownie w stare koleiny. I nie zawsze znajdujemy w sobie wystarczająco dużo siły woli i ducha, by ponownie i ponownie wrócić na nowe tory. Mrówka wraz ze swoimi towarzyszkami przychodzi nam z pomocą. Pojawi się by dodać nam wiary w samych siebie, wzbudzić na nowo nasz entuzjazm i skierować nas ponownie na nowe ścieżki. Jej pomoc może się objawić łagodnie jako przypomnienie, które usłyszymy w sobie albo nawet wręcz po wojskowemu, jak prawdziwe wytyczne nowych zadań. Obojętnie jaką przybieże formę, będzie ona dla nas najwłaściwsza i najbardziej pasująca. Nauczy nas samodyscypliny i pomoże nam umocnić nasze nowe struktury. Zaufajmy zatem mrówce i nie lękajmy się poddać jej prowadzeniu w tym procesie zmian.

Jad mrówki wywołuje uczucie palenia. Jeśli więc zostaniemy przez mrówkę pogryzieni, potraktujmy to nie jak jej atak na nas, ale jak jej wsparcie. Z duchowej perspektywy wszystko bowiem jest po coś, a zwięrzeta mocy zawsze pragną nas jakoś wesprzeć. Jad mrówki jest swego rodzaju odtrudką na nasz wewnętrzny palący ogień taki jak gniew czy złość i swego rodzaju wypalaczem, który pomaga rozpuścić się starym „zardzewiałym” w nas wzorom, które nie tylko nam nie służą, ale wyraźnie nam szkodzą. Mrówka swoją siłą ognia i przemiany przygotowuje nas do wejścia w następny poziom naszego rozwoju.

A tu: dodatkowa lekcja od mrówek


ciemna strona: Mrówka wskazuje na ukrytą w tobie wścieklość, frustrację, złość, brak poczucia własnej wartości i/lub swojego miejsca w grupie, noszenie na sobie zbyt wielkiego ciężaru, zajmowanie się za bardzo sprawami innych zamiast realizacją własnych zadań, marzeń i planow, rozproszenie i brak wytrwałości.


źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Jeśli mrówka jest twoim zwierzęciem mocy wtedy:
* Znasz swoją wartość i swoje miejsce w grupie. Pomagasz i wspierasz innych, jednak nie przejmujesz na siebie ich zadań jeśli nie jest to konieczne.
* Jesteś sumienny i wykonujesz swoje zadania z zaangażowaniem. Potrafisz nadać im dodatkowy sens i wartość, a dzięki temu sprawiają ci one radość i satysfakcję.
* Wkraczając na nowe ścieżki i wprowadzając zmiany, jesteś wytrwały i tak łatwo sie nie poddajesz. Nawet jeśli zdarza ci się na jakiś czas wrócić do starych programów, to jednak stopniowo utrwalasz w sobie nowe wzory i struktury.
* Kiedy twój wewnętrzny ogień wymyka się spod kontroli i zaczyna palić potrafisz znaleźć sobie działania i zajęcia, by go ukierunkować i przetransformować.
* Nawet jesli nie od razu sobie to uświadamiasz, potrafisz wychwycić obce, zakłócające energie w twoim polu energetycznym. Jeśli je zidentyfikujesz, starasz się z nich oczyścić.

źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Proś mrówkę o pomoc i wsparcie jeśli:
* Masz niskie poczucie własnej wartości, zwłaszcza z powodu wykonywanej przez ciebie pracy lub jej braku i potrzebujesz pomocy, byś na nowo potrafił sam siebie docenić i poczuć swoją wspaniałą wyjątkowość.
* Nie umiesz odnaleźć się w grupie i masz poczucie, iż nigdzie nie pasujesz, a chciałbyś wreszcie odnaleźć swoje miejsce.
* Twoja praca stała się dla ciebie jedynie rutyną lub nawet przykrym obowiązkiem i chcialbyś na nowo odnaleźć jej sens i czerpać z niej radość.
* Pragniesz oczyścić energetycznie swoje wnętrze, lub też oczyszczasz swoją przestrzeń, aby mogło odejść wszystko to co ci nie służy lub nawet ci szkodzi.
* Chcesz wprowadzić w swoje życie jakieś zmiany, coś na nowo ustrukturyzować i wejść w nowe przestrzenie i potrzebujesz więcej wytrwałości i samodyscypliny.
* Czujesz, iż buzuje w tobie wściekłość, złość i gniew i chciałbyś ów palący ogień przetransformować, tak by nie ranił innych ani ciebie samego.


Mrówka według horoskopu wenezulskiego patronuje urodzonym w grudniu.

pogadać sobie z Mrówkami

Rozmawiałam z Mrówkami.
Wiem jak to brzmi, ale wiem również, że w świecie ducha wszystko jest możliwe. Przesłania tej rozmowy zaskoczyły mnie totalnie. Rezultaty w rzeczywistości (w rzeczywistym zachowaniu mrówek) nie tylko zadziwiły mnie jeszcze bardziej, ale też wypełniły jeszcze większą pokorą, zachwytem, a przede wszystkim szacunkeim do cudowności Całości.
Każde takie doświadczenie zwyczajnie uświadcza mnie w przekonaniu, że Wrzechświat nas wspiera. I ma też zajebiste poczucie humoru.

Mamy 2 balkony. Jeden jest otwarty, z kwiatkami, ziołkami i taki bardziej mój. Drugi z kolei jest zamknięty dodatkowymi oknami i bardziej służy Kapslowi jako palarnia. Dlatego też mało kiedy wchodzę na ten balkon, bo zwyczajnie nie lubię tych palarnianych zapachów.
Kilka dni temu Kapsel mi powiedział, iż na tym jego balkonie pojawiły się mrówki. Że przychodzą właściwie od wielu dni, a z każdym dniem jest ich coraz więcej. Kapsel oczywiście jak to facet wypowiedział mrówkom wojnę i zwyczajnie je zabijał. Ale było ich coraz więcej i zaczął zastanawiać się głośno nad zakupem jakieś trutki.
Kiedy mi o tym opowiedział poprosiłam go aby zaprzestał zabijania tych mrówek, bo ja chcę z nimi porozmawiać. Ot, po prostu to przyszło do mnie od razu, jak tylko o nich usłyszłam.
Pomyślałam, iż poproszę je aby przeniosły swoje ścieżki gdzieś poza nasze mieszkanie i nasz balkon.
Nie będę tu opisywać całości, co i jak, ale wczoraj rzeczywiście udałam się na ten balkon, by z nimi porozmawiać. Z szacunkiem i respektem wobec nich. I może nie do końca wierzyłam, że się wyprowadzą, ale byłam absolutnie przekonana o sensie tej rozmowy. Wydała mi się ona bowiem czymś całkowicie naturalnym, oczywistym i … najwłaściwszym pod słońcem.
Ku mojemu zdziwieniu dostałam od Mrówek natychmiastową odpowiedź. Opowiedziały mi, że tak naprawdę przyszły DO MNIE. Po to by pomóc mi wprowadzić w moje życie ważne zmiany. Wprowadzić strukturę. I przede wszystkim nauczyć mnie samodyscypliny. Powiedziały mi, iż jeśli pragnę posunąć się dalej w moim rozwoju, to owa samodyscyplina jest konieczna. Powiem tak:
z jednej strony totalnie mnie to zadziwiło, z drugiej było takie… jak swego rodzaju objawienie, jak takie przyslowiowe odkrycie Ameryki. Bo rzeczywiście samodyscyplina to coś, w czym mam wielkie braki. A tu oto dostaję tak wspaniały prezent, pomoc od maleńkich mrówek.
One, w taki najbardziej pasowny dla mnie sposób chca mnie nauczyć tego, czego akurat najbardziej potrzebuję. Po to, by pomóc mi wprowadzić ważne zmiany. By pomóc mi ruszyć do przodu.

Nie będę tu wszystkiego opisywać, ale od razu dostałam zadania. Tak, nie jedno zadanie, ale zadania. Kilka. I wiem, że będą kolejne. Na początek mam uhonorować 8. Może i brzmi to dość tajemniczo, ale dla mnie było od razu zrozumiałe o co w tym chodzi.

Po całej rozmowie byłam pod takim wrażeniem, że poszłam na długi spacer, żeby to wszystko mogło się we mnie poukładać. Właściwie ten spacer to część zadania. Cały przekaz był tak zaskakujący i wpasowujący się w moją obecną sytuację, albo w etap na którym jestem, że nie mogłam się nadziwić. Z jednej strony poczułam się trochę tak, jakbym zawarła jakąś umowę z Mrówkami. Z drugiej, jakbym dostała najwspanialszy i najbardziej użyteczny prezent i wciąż nie mogla do końca uwierzyć w swoje szczęście.

Powiedzialam jednako Kapslowi, by na razie zostawil mrowki na balkonie w spokoju i dał im kilka dni czasu. Zgodził się na góra 3 dni, ale powiedział, że jak zobaczy, iż wchodzą nam już z balkonu do mieszkania, to będzie bezlitosny. To było wczoraj.
Dziś rano Kapsel poszedł na balkon i bardzo się zdziwił. Nie było ani jednej mrówki. Sprawdzał balkon w ciągu dnia jeszcze kilkanaście razy. Nadal nic. Tam gdzie jeszcze przedwczoraj chodziły ich całe wojska, dziś nie ma już ani jednej.
A ja w środku poczułam, że teraz już nie ma jaj, że mam zadanie do wykonania. I to nie jakieś tam byle jakie zadanie, które mogę zignorować, ale długotrwałe zadanie. Bo chociaż Mrówki w rzeczywistości fizycznej się przeniosły ze swoimi ścieżkami gdzieś indziej, to czuję je całkiem wyraźnie tuż obok na poziomie duchowym.
I wiecie co? To jest najlepszy kop w tyłek jaki mogłam dostać: Mrówki wcieliły mnie do swego rodzaju wojska, by nauczyć mnie samodyscypliny.

I kiedy to sobie uświadomiłam, poczułam się jakby Wrzechświat puścił do mnie oko. A jednocześnie wiem, że to najlepsza szkoła samodyscypliny jaka mogła mi się zdarzyć. Tak więc moje nauki w tej szkole właśnie się zaczęły.

Dziękuję Wam Mrówki ♥
Dziękuję Ci Wrzechświecie ♥

„Anielska uzdrawiająca moc” – Ambika Wauters

„Pragniesz zrozumieć swoje życie i nauczyć się czerpać z niego radość? Zwróć się o pomoc do aniołów, a twoje życie ulegnie przemianie. Anioły są pośrednikami między ludzkością a Boskością. Przynoszą ukojenie, prowadzą nas i towarzyszą na naszej życiowej ścieżce. Gdy masz kontakt z aniołami, nigdy nie jesteś sam…Dzięki tej inspirującej książce odkryjesz wpływ boskości na swoje życie. Przekonasz się, w jaki sposób możesz osiągnąć duchową dojrzałość, a także dowiesz się, jaką rolę odgrywają anioły w twoim procesie rozwoju. Poznasz trzy poziomy Nieba oraz anielskie istoty, które je zamieszkują. Nauczysz się współpracować z anielską energią (głównie za pośrednictwem czakr) nad uzdrawianiem i wzmacnianiem swojego umysłu, ciała i ducha.”

Nie wiem co dokładnie mi się nie podobało w tej książce, ale nie przypadła mi ona zbytnio do gustu. I nie z powodu tematyki, bo przecież wiedziałam o czym będzie i świadomie wybrałam sobie taką lekturę. Ale mimo wszystko coś mi w niej przeszkadzało. Może pewna schematyczność, też swoista suchość. Bo całość napisana jest jak jakiś podręcznik na temat aniołów. Nie ma tu żadnych osobistych przemyśleń, tym bardziej osobistych doświadczeń. Wszystko takie jakieś wyuczone. Jak dla mnie zdecydowanie męczące i mało zachęcające do tego, by się na anioły otworzyć. Jednym słowem książka w mojej ocenie raczej słaba.

„Poradnik pozytywnego myślenia” – Matthew Quick

„Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, biegać ubrany w worek na śmieci, żeby zgubić ostatnie zbędne kilogramy, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. (Fakt, że Pat spędził kilka lat w zakładzie dla psychicznie chorych nie jest chyba wielkim zaskoczeniem). Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Nikt nie chce rozmawiać z nim o Nikki, jego ukochane Orły przegrywają kolejne mecze, a ojciec twierdzi, że Pat przyniósł pecha drużynie. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie stuknięta jak on Tiffany, prześladuje go Kenny G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?”

Lekka i przyjemna w czytaniu, ładnie napisana, wciągająca i przede wszystkim mega pozytywna. Taka właśnie jest ta powieść. Jak dla mnie wspaniała. Historia jest może nieco naiwna, ale nie cukierkowa. Ma swoje ciemne strony, ale też i uczy tak bardzo pozytywnego podejścia do życia. I chociaż sama jestem niereformowalną optymistką, to nawet ja mogłam dzięki tej powieści sobie na nowo przypomnieć o tym, jak istotne jest nasze nastawienie. Pat i Tiffany – facet po przejściach i kobieta z przeszłością – oboje mnie totalnie ujęli i bardzo ich polubiłam. Choć jak na „wariatów” przystało mają swoje „zboczenia”, ale to tylko dodało im uroku. Jedynym minusem  w całej powieści była jak na mój gust zbyt duża ilość futbolu, ale z drugiej strony sama mam pasje, więc jak najbardziej potrafię nie tylko zrozumieć, ale i docenić owe futbolowe wstawki.  Ogólnie książka jest po prostu świetna, pełna nadziei i taka właśnie … no pozytywna na maxa.

Estrella del Norte

 A oto i ostatni z adoptowanych przeze mnie koników: Estrella del Norte, co znaczy Gwiazda Północy.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Estrella jest piękną karą dwuletnią klaczką.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
Tara wykupiła ją z rzeźni, gdzie praktycznie już czekała na śmierć. Po tych strasznych przejściach, jakie ma już za sobą mimo swego krótkiego życia, jest jeszcze bardzo ostrożna i i niezbyt ufna, ale powoli otwiera się na czlowieka i uczy, że są też dobrzy ludzie.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
W Tarze Estrella otrzymała nie tylko wolność ale i dom. I ludzi, którzy ją kochają.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

I wystarczy tylko spojrzeć chociażby na jej śierść by zauważyć różnicę. Jak teraz pięknie lśni. Tak, Estrella jest otoczona miłością i cudowną opieką. Dziekuję Tarze za Estrellę.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

naszyjniki – Daria

Zobaczyłam tę srebrną zawieszkę z kamyczkiem sodalitu i taka jakaś smutna mi się wydała. Przez nikogo już nie chciana, nie kochana, sama jakby nie wierzyła już w swoje piękno. Ale przecież ono tam jest. Czułam je sercem. Przygarnęłam więc zawieszkę do domu, oczyściłam nieco i postanowiłam wyczrować naszyjnik, w którym na nowo będzie mogła czarować swoja magią. Wyszukałam jej do towarzystwa ładne oszlifowane kuleczki z podobnych w kolorze kamyczków, kilka szklanych rondelków i polyskujące paciorki farfale. I tak oto powstał niczego sobie naszyjnik.

I może na pierwszy rzut oka nie powala on barwami, ani kunsztem, ale mimo wszystko ma swój urok. A już na pewno nieco magii. Wszak powstał z podszeptu serca. I by podszepty serca przywoływać.

zwierzęta mocy – kos

autorem zdjęcia jest Jan Leśniewski

Kos to gatunek średniej wielkości ptaka z rodziny drozdowatych. W Europie jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych członków tej rodziny. Kos zamieszkuje niemal cały kontynent europejski poza daleką północą i krańcami południowo-wschodnimi. Poza tym spotkać go można również w Afryce północnej i Azji. Został też wprowadzony przez człowieka do ekosystemu Australii i Nowej Zelandii. W Europie Środkowej część ptaków opuszcza na zimę tereny lęgowe i wędruje do Europy południowej oraz Afryki północnej. Pierwotnie kos był ptakiem leśnym. Obecnie jednak zamieszkuje zarówno parki i ogrody, jak i centrum wielkich miast. Dorosłe kosy wykazują wyraźny dymorfizm płciowy. Upierzenie samców jest jednolicie czarne, dziób krzykliwie jasnożółty do pomarańczowego. Samce mają też wyraźną obrączkę oczną o podobnym do dzioba kolorze. Kolorystyka upierzenia samic jest bardziej zróżnicowana, oliwkowobrązowa, miejscami wpadająca w szarość i kolor czerwonobrązowy. Również ich dziób i obrączka oczna mają bardziej stonowane barwy. Młode ptaki po wylocie z gniazda są podobne do samic. Bardzo charakterystyczny dla kosa jest jego przepiekny spiew. Podczas pory lęgowej kosy zachowują się wobec osobników swojego gatunku wybitnie terytorialnie, szczególnie w fazie budowania gniazda, a nieco mniej w fazie wychowywania młodych. Poza okresem lęgowym kosy są przeważnie społeczne i łączą sie w stada. Kosy słyną ze swoich pięknych pieśni, dlatego też uznawane są za jedne z najlepszych śpiewaków wśród ptaków.
Kosowi przypisuje się siły magiczne i uzdrawiające, a dawni Celtowie nazywali go czarnym druidem.

autorem zdjęcia jest Jan Leśniewski

Pojawiając się w naszym życiu jako zwierzę mocy, kos pragnie nam przypomnieć kim naprawdę jesteśmy.  Tym samym pomaga nam niejako uaktywnić nasz potencjał. Być może jesteśmy w takiej fazie, iż w codzienności życia zapomnieliśmy o swoich talentach, swojej sile, pasji i pragnieniu naszej duszy. Może z takich czy innych powodów zwątpiliśmy sami w siebie albo przytłoczeni zewnętrznymi okolicznościami zapomnieliśmy o nas samych. Kos swoim śpiewem niejako apeluje do naszej samoświadomości. Pragnie przywołać na powierzechnię nasze zdolności, zapomniane marzenia, wizje oraz całą naszą moc, która gdzieś tam zagubiła się przez nasz brak wiary w samych siebie. Uwierzmy zatem na nowo w naszą moc. Każdy z nas obdarzony został jakimś darem, czymś co czyni nas wyjątkowym. Porzućmy nieśmiałość, pomniejszanie samego siebie i brak wiary w naszą wielkość. Sięgnijmy znowu do tych zdolności, które mamy, do pragnień, które nas inspirują i róbmy to, co kochamy robić. I nie chodzi o to, czy będziemy w tym wielcy, czy mali, sławni czy zupełnie niezauważeni przez innych. Chodzi o to, abyśmy na nowo poczuli przepływającą przez nas radość Życia, poczuli moc, która w sobie mamy i byśmy dzięki temu mogli czynić świat i samych siebie szczęśliwszymi.

Śpiew kosa nawołuje nas również do tego, abyśmy i my wsłuchali się w różne dźwięki w naszym wnętrzu. Wszystkie one opowiedzą nam o zakamarkach naszej duszy, o jakimś aspekcie nas samych. Swoimi ciemnymi barwami piórek oraz żółto-pomarańczowym kolorem dzioba i otoczki oka, kos mówi nam, iż samoświadomość oznacza bycie świadomym zarówno naszych talentów, jak i naszych cieni. Kos chce nam przywrócić tutaj równowagę. Przypomnieć nam o tych różnych cząstkach nas samych. O tym co ciemne, ale też o tym co jasne i wspaniałe. Z jednych i drugich możemy czerpać, jedne i drugie pomagają nam się rozwijać. Niech więc nasze cienie nie będą nam kulą u nogi, ale staną się motywacją do działania, do wzrastania. Niech nasze talenty i nasze światło będzie nam siłą i naszą inspiracją. I tak jak pieśń kosa niesie się daleko, tak też nasza energia wprawiona w ruch zatacza coraz większe kręgi. Dbajmy więc o jej jakość. Niech nasz potencjał działa na korzyść dla nas samych, dla wszystkich ludzi wokół i całej planety.

Ponadto śpiew kosa odzwierciedla różnorodność dźwięków, melodii  i tonów, którymi można odpędzić posępne myśli. Jeśli się smucimy, znaczy że żyjemy przeszłością. Chwilą, która już odeszła, której nie ma. Jeśli zamartwiamy się i boimy, to znaczy, iż żyjemy przyszłością. Chwilą, która jeszcze nie nadeszła, której nie ma. Jedyna chwila jaka naprawdę jest to Tu i Teraz. I to w tej właśnie chwili możemy działać, to jest nasz moment mocy. Dlatego jeśli dopadnie nas przygnębienie, możemy sięgnąć po muzykę. Ona ukoi nasze myśli, pomoże nam powrócić do teraźniejszości. Do tego momentu tu i teraz. Pomoże nam poczuć nasze serce i odkryć magiczną cudowność owej chwili.

I wreszcie kos prowadzi nas poprzez świat marzeń na jawie. Pomaga uchwycić wizje, idee, odebrać przesłania, które są nam wysyłane przez anioły.  Wszystko po to, aby nas inspirować do rozwoju.


ciemna strona: Kos wskazuje na oderwanie / uciekanie od rzeczywistości i nadmierne zatapianie się w marzeniach, zapominanie o swoich talentach, brak wiary w samego siebie i swoją wyjątkowość, niskie poczucie wartości,  skłonność do umniejszania siebie i depresji.


autorem zdjęcia jest Zdzisław Olejniczak

Jeśli kos jest twoim zwierzęciem mocy wtedy:
* Masz wysoką samoświadomość. Jesteś świadomy zarówno swoich cieni, jak i swoich blasków. Starasz się czerpać z obu tych stron, aby coraz bardziej wzrastać i czynić swoje życie szczęśliwszym.
* Pamiętasz o swoich zdolnościach i talentach. Niezależnie co nimi jest, wiesz, iż są twoim szczególnym narzędziem, dzięki któremu twój potencjał nabiera mocy. Dlatego dbasz o nie i po prostu kiedy tylko możesz i chcesz robisz to, co przecież kochasz robić.
* Masz dobre poczucie własnej wartości. Ani nie wywyższasz się ponad innych, ani też nie umniejszasz samego siebie. W ten sposób potrafisz docenić też zarówno swoje własne dzieła (materialne jak i duchowe, cokolwiek by to nie było), jak również doceniasz wartość i wspaniałość dzieł innych.
* Uwielbiasz słuchać muzyki, a może i sam masz talenty muzyczne.
* Potrafisz czerpać inspiracje z różnorodnych dźwięków i tonów, zarówno tych słyszanych poza tobą, jak i tych wychwyconych w twoim własnym sercu.

zdjęcie zrobione przeze mnie

Proś kosa o pomoc i wsparcie jeśli:
* Masz niskie poczucie własnej wartości, brak ci motywacji i wiary we własne siły, a pragniesz na nowo poczuć radość życia, uwierzyć w siebie i robić to, co kochasz.
* Jesteś smutny, przygnębiony. Martwisz się za bardzo przyszłością lub roztrząsasz jakieś wspomnienia. Chciałbyś jednak powrócić do tu i teraz. dostrzec piękno chwili i poczuć, że twoja moc jest właśnie w tym momencie.
* Uciekasz od rzeczywistości i bujasz za bardzo w obłokach i marzeniach na jawie. I pragniesz na nowo poczuć grunt pod nogami, ale jednocześnie zachować swego rodzaju lotność wyobraźni, umysłu i ducha.
* Odkrywasz nowe niuanse i aspekty siebie samego, być może jakieś cienie albo jakieś ukryte talenty i potrzebujesz więcej równowagi.
* Pragniesz rozwijać swoje talenty, korzystać ze swoich zdolności. Proś kosa o więcej weny, więcej idei, pomysłów, inspiracji.

śpiewak na dachu

Taki ci u mnie śpiewak.

Codziennie przylatuje mniej więcej o tej samej porze, późnym popołudniem. Siada na dachu i śpiewa, że aż serce rośnie. A ja tak dla towarzystwa siadam z herbatką na balkonie i jestem jego wierną słuchaczką. Jak tu nie cieszyć się na taki darmowy cudowny koncert.