łapacz snów w błękitach

Zwykle do tworzenia podchodzę tak, że nie przymuszam się do niczego. Jeśli mam fazę, iż czegoś nie czuję, po prostu to zostawiam. Może też dlatego właśnie przez długi czas nie tworzyłam żadnego łapacza. Aż tu nagle przedwczoraj po tej długaśniej przerwie nagle poczulam, iż pragnę jednego stworzyć. I od razu wiedziałam, jaki ma być. W dodatku, tak jakby od razu się pojawiła i wspaniała osoba, dla której on ma być.

Powstawał dwa dni, ale był to taki bardzo lekki czas. Mam na myśli, że tworzenie tego łapacza niejako wypłynęło ze mnie samoistnie. Jest w kolorach błękitu, kolorze nieba i czystej wody. Czyż to nie mówi już samo za siebie o jego działaniu?

Chciałam by był kobiecy. Delikatny. Nie plotłam więc sama siatki ze sznureczka, a użyłam serwetki. I ta serwetka to taki dodatkowy bardzo cudowny i symboliczny element. Nawiązuje do naszych słowiańskich korzeni i klultury. Bo te serwetki dziergane od wieków przez nasze babcie i prababcie, to przecież nasze słowiańskie mandale. Piękne i takie łączące nas z korzeniami. Z przodkami. A żeby było jeszcze lepiej, trafiła do mnie bowiem serwetka oparta na siedmiu ramionach, co samo w sobie jest rzadkością wśród serwetek. Bo zwykle są oparte na sześciu ramionach albo ośmiu. A ta tak wyjątkowo akurat na siedmiu. Trochę jak symbol 7 podstawowych czakr albo 7 Archaniołów. Czyż to nie wspaniałe?

Uprałam ją, by oczyścić ją z ewentualnych nieharmonijnych energii, a potem własnoręcznie zafarbowałam na błękitno. Owo farbowanie wyszło nie do konca jednolite. Są miejsca gdzie kolor jest bardziej intensywny, a w innych mniej. I przyszło mi że tak ma być. Czyż nie taka bywa właśnie woda? Mieni się, tu błyszczy i połyskuje jaśniej, tam ciemniej. Wplotłam w serwetkę zatem maleńkie muszelki i małe połyskujące koraliki. Nie widać tego może za bardzo na zdjęciu ale pociągnłeam ja tu i ówdzie lakierem z błękitnym brokatem, tak w ramach symbolicznego podwyższenia wibracji. A żeby jeszcze było wspanialej serwetka sama w sobie ma wzór w liście. Widzicie to? Jak takie nawiązanie do Matki natury, do Gaji, do żywiolu ziemi. Czyż to wszystko razem nie nawiązanie pieknie do równoważenia i podnoszenia wibracji uczuć i emocji?

No i wreszcie wisiorki i piórka. Wplotłam tam koraliki z lawy (farbowane na kremowo). Sama lawa symbolicznie nawiązuje do żywiolu ognia. Bo w końcu i on powienien być obecny w tym łapaczu. Dodałam kilkanście koralików w kształcie talarków z turkusu, który jest nie tylko dodatkową ochroną, ale i takim cudownym wspomagaczem dla pokoju i harmoni. Wplotłam znowu muszelki i wreszcie dodałam piórka: farbowane na błękitno piorka strusie, bardzo ładne piórka perliczki i cudowne i pełne mocy błyszczące w kolorze indygo, piórka kaczki. I wiem, żeto tak jakby moc tych trzech ptaków poprzez owe pióra wspierać będzie tego łapacza, a poprzez niego i jego właścicielkę.

I wiem również, że ten łapacz to nie tylko łapacz.

zwierzęta mocy – mrówka

źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Mrówki należą do najstarszej rodziny owadów i nadrodziny os. Są bardzo rozpowszechnione, występują praktycznie na całej planecie, za wyjątkiem Antarktydy. Liczbę gatunków szacuje się na okolo 12 tysiecy, ale przewiduje się, iż jest ich znacznie więcej, tyle że jeszcze nie są sklasyfikowane. Poszczególne gatunki różnią się od siebie wielkością czy kolorem. Większość mrówek jest czerwona lub czarna, ale są również gatunki o barwie brązowej, zielonej, pomarańczowej, a nawet niebieskiej. Ciało wszystkich gatunków mrówek składa się z trzech części: głowy, tułowia i odwłoka. Głowa mrówek jest zawsze silnie rozwinięta, a wśród narządów gębowych specjalnie dobrze wykształcone są żuwaczki, będące głównym narządem aparatu gębowego. Oczy i przyoczka mogą być rozmaicie rozwinięte u poszczególnych gatunków, u robotnic ulegają niekiedy znacznemu uwstecznieniu. Dobrze rozwinięte czułki służa do wykrywania chemikaliow, prądów powietrznych i wibracji, a także do wysylania i odbierania sygnałów przez dotyk.
Wszystkie sześć odnóży mrówek przylega do klatki piersiowej. Sa one pogrubione, a na przednich występują często specjalne haczyki do czyszczenia czułków i otworu gębowego.
Mrówki, podobnie jak pszczoły, tworzą złożone społeczności o wyraźnej strukturze hierarchicznej i ściśle przydzielonych obowiązkach. Najwyższą grupę stanowią królowe, których może być nawet kilka. Ich głównym zadaniem jest składanie jaj. One również za pomocą feromonów kierują życiem całej koloni. Osobną grupę stanowią samce. Ich rolą jest zaplemnienie królowej, po tym giną. Prócz samców i samic w gnieździe występuje również kasta robotnic, czyli samic o niedorozwiniętych narządach rozrodczych. U niektórych gatunków bywa nawet po kilka postaci robotnic. Robotnice opatrzone bardzo silnymi żuwaczkami i wielkimi głowami noszą nazwę żołnierzy. Niekiedy pomiędzy samicami rozwiniętymi płciowo a robotnicami właściwymi występują formy pośrednie. Samce i samice są prawie u wszystkich gatunków skrzydlate, robotnice zawsze bezskrzydłe. Mają one do spełnienia funkcje usługowe. Budują gniazdo, bronią go, zbierają pożywienie, opiekują się potomstwem.
Mrówki z reguły zamieszkują specjalne, zbudowane przez siebie gniazda, zwane powszechnie mrowiskami. Mogą one być bardzo zróżnicowane, przy czym niekiedy ten sam gatunek może budować rozmaite typy mrowisk, zależnie od warunków środowiska, choć na ogół sposób budowania mrowisk jest charakterystyczny dla poszczególnych gatunków.
Chociaż mrówki należą do nadrodziny os, to w większości nie posiadają żądła, ale dobrze wykształcony gruczoł jadowy wydzielający kwas mrówkowy.
Mrówki nie należą do owadów jakoś bardzo lubianych przez człowieka, jednak są bardzo pożyteczne. We wszystkich kulturach uchodzą za uniwersalny symbol wspólnoty. Utożsamia się je z pracowitością, mądrością, porządkiem, wytrwałością i dyscypliną.

źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Wkraczając do naszego życia mrówki chcą nam przypomnieć o naszej pracy oraz naszym miejscu w rodzinie czy społeczności, do której należymy. Każdy z nas ma swoje zadania i swoją rolę do spełnienia. I niezależnie od tego jak mało znaczące czasem mogą nam się one wydawać, to jednak są istotną częścią Całości. Tak jak i my nią jesteśmy. Mrówka  przypomina nam o tym, że każde nasze działanie, każda praca ma swój sens i swoją wartość. A my możemy ową wartość jeszcze bardziej pomnożyć, tak by niosła ona więcej światła i dobra dla nas i Całości. Czasem nasze zadania i obowiązki wydają nam się być jedynie przykrą koniecznością. A jeśli nawet je lubimy, to czasem zdarza się tak, iż tracą swój blask i stają się nudną rutyną. A przecież wcale tak nie musi być. Mrówka zachęca nas do tego, abyśmy na nowo nadali wartość naszym działaniom, naszej pracy, tak aby znowu przynosiła nam radość i spełnienie. Ofiarujmy energię, którą wprawiamy w ruch wykonując to, co wykonać przecież i tak musimy, na coś, co będzie błogosławieństwem. Dla nas lub dla innych. Mrówka potrafi nosić o wiele więcej niż sama waży i tym samym pokazuje nam, że rownież i my potrafimy poruszyć wiele rzeczy jednocześnie. Nadanie intencji będzie tą siłą i tą mocą, która pozwoli nam uświęcić naszą pracą i jednocześnie ponieść dobro dalej. Niech nasza intencja czyni nasze działania czymś wyjątkowym. Z intencją nawet najbardziej prozaiczne zadanie nabiera nowego blasku. A do nas powróci entuzjazm, zaangażowanie i radość z działania. I jeszcze wiele więcej cudów, wszak nasze błogosławieństwo ma moc. Czyńmy więc naszą pracę czymś więcej niż tylko pracą. Niech będzie Dobrem, którym obdarzymy siebie i świat.

Mrówka przynosi nam w darze również swoją ogromną pomoc w wprowadzaniu do naszego życia zmian i nowych struktur. Najpierw, jako zwierzę żywiołu ognia, obdarowuje nas siłą przemiany. Pomaga nam wypalić i oczyścić to, co już nam nie służy i odejść temu, z czym nam już nie po drodze. Jako zwierzę żywiołu ziemi, urzyźnia naszą przestrzeń i pomaga kiełkować nowym pomysłom i pragnieniom oraz wprowadzać nowe postanowienia i konkretne działania.
Jednak kiedy zaczynamy już zmienić swoje przyzwyczajenia, nawyki, wzory postępowania czy myślenia, wymaga to zwykle ogromnej samodyscypliny i samozaparcia. Nie jest łatwo z dnia na dzień porzucić stare wzorce i programy i zastąpić je nowymi. Nawet jeśli na początku czujemy się silni w swoich nowych postanowieniach, to często zanim nowe struktury na dobre się w nas ugruntują, wpadamy ponownie w stare koleiny. I nie zawsze znajdujemy w sobie wystarczająco dużo siły woli i ducha, by ponownie i ponownie wrócić na nowe tory. Mrówka wraz ze swoimi towarzyszkami przychodzi nam z pomocą. Pojawi się by dodać nam wiary w samych siebie, wzbudzić na nowo nasz entuzjazm i skierować nas ponownie na nowe ścieżki. Jej pomoc może się objawić łagodnie jako przypomnienie, które usłyszymy w sobie albo nawet wręcz po wojskowemu, jak prawdziwe wytyczne nowych zadań. Obojętnie jaką przybieże formę, będzie ona dla nas najwłaściwsza i najbardziej pasująca. Nauczy nas samodyscypliny i pomoże nam umocnić nasze nowe struktury. Zaufajmy zatem mrówce i nie lękajmy się poddać jej prowadzeniu w tym procesie zmian.

Jad mrówki wywołuje uczucie palenia. Jeśli więc zostaniemy przez mrówkę pogryzieni, potraktujmy to nie jak jej atak na nas, ale jak jej wsparcie. Z duchowej perspektywy wszystko bowiem jest po coś, a zwięrzeta mocy zawsze pragną nas jakoś wesprzeć. Jad mrówki jest swego rodzaju odtrudką na nasz wewnętrzny palący ogień taki jak gniew czy złość i swego rodzaju wypalaczem, który pomaga rozpuścić się starym „zardzewiałym” w nas wzorom, które nie tylko nam nie służą, ale wyraźnie nam szkodzą. Mrówka swoją siłą ognia i przemiany przygotowuje nas do wejścia w następny poziom naszego rozwoju.


ciemna strona: Mrówka wskazuje na ukrytą w tobie wścieklość, frustrację, złość, brak poczucia własnej wartości i/lub swojego miejsca w grupie, noszenie na sobie zbyt wielkiego ciężaru, zajmowanie się za bardzo sprawami innych zamiast realizacją własnych zadań, marzeń i planow, rozproszenie i brak wytrwałości.


źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Jeśli mrowka jest twoim zwierzęciem mocy wtedy:
* Znasz swoją wartość i swoje miejsce w grupie. Pomagasz i wspierasz innych, jednak nie przejmujesz na siebie ich zadań jeśli nie jest to konieczne.
* Jesteś sumienny i wykonujesz swoje zadania z zaangażowaniem. Potrafisz nadać im dodatkowy sens i wartość, a dzięki temu sprawiają ci one radość i satysfakcję.
* Wkraczając na nowe ścieżki i wprowadzając zmiany, jesteś wytrwały i tak łatwo sie nie poddajesz. Nawet jeśli zdarza ci się na jakiś czas wrócić do starych programów, to jednak stopniowo utrwalasz w sobie nowe wzory i struktury.
* Kiedy twój wewnętrzny ogień wymyka się spod kontroli i zaczyna palić potrafisz znaleźć sobie działania i zajęcia, by go ukierunkować i przetransformować.

źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Proś mrówkę o pomoc i wsparcie jeśli:
* Masz niskie poczucie własnej wartości, zwłaszcza z powodu wykonywanej przez ciebie pracy lub jej braku i potrzebujesz pomocy, byś na nowo potrafił sam siebie docenić i poczuć swoją wspaniałą wyjątkowość.
* Nie umiesz odnaleźć się w grupie i masz poczucie, iż nigdzie nie pasujesz, a chciałbyś wreszcie odnaleźć swoje miejsce.
* Twoja praca stała się dla ciebie jedynie rutyną lub nawet przykrym obowiązkiem i chcialbyś na nowo odnaleźć jej sens i czerpać z niej radość.
* Pragniesz oczyścić energetycznie swoje wnętrze, lub też oczyszczasz swoją przestrzeń, aby mogło odejść wszystko to co ci nie służy lub nawet ci szkodzi.
* Chcesz wprowadzić w swoje życie jakieś zmiany, coś na nowo ustrukturyzować i wejść w nowe przestrzenie i potrzebujesz więcej wytrwałości i samodyscypliny.
* Czujesz, iż buzuje w tobie wściekłość, złość i gniew i chciałbyś ów palący ogień przetransformować, tak by nie ranił innych ani ciebie samego.


Mrówce przypisuje się:
kamienie: granat, karneol
kolory: czerwony, czarny
symbole:
elementy: ogień, ziemia
inne: Słońce, Uran, Pluton, kierunek zachodzni, przemiana, oczyszczanie, liczba 12, cykl 12-tkowy

Mrówka według horoskopu wenezulskiego patronuje urodzonym w grudniu.

pogadać sobie z Mrówkami

Rozmawiałam z Mrówkami.
Wiem jak to brzmi, ale wiem również, że w świecie ducha wszystko jest możliwe. Przesłania tej rozmowy zaskoczyły mnie totalnie. Rezultaty w rzeczywistości (w rzeczywistym zachowaniu mrówek) nie tylko zadziwiły mnie jeszcze bardziej, ale też wypełniły jeszcze większą pokorą, zachwytem, a przede wszystkim szacunkeim do cudowności Całości.
Każde takie doświadczenie zwyczajnie uświadcza mnie w przekonaniu, że Wrzechświat nas wspiera. I ma też zajebiste poczucie humoru.

Mamy 2 balkony. Jeden jest otwarty, z kwiatkami, ziołkami i taki bardziej mój. Drugi z kolei jest zamknięty dodatkowymi oknami i bardziej służy Kapslowi jako palarnia. Dlatego też mało kiedy wchodzę na ten balkon, bo zwyczajnie nie lubię tych palarnianych zapachów.
Kilka dni temu Kapsel mi powiedział, iż na tym jego balkonie pojawiły się mrówki. Że przychodzą właściwie od wielu dni, a z każdym dniem jest ich coraz więcej. Kapsel oczywiście jak to facet wypowiedział mrówkom wojnę i zwyczajnie je zabijał. Ale było ich coraz więcej i zaczął zastanawiać się głośno nad zakupem jakieś trutki.
Kiedy mi o tym opowiedział poprosiłam go aby zaprzestał zabijania tych mrówek, bo ja chcę z nimi porozmawiać. Ot, po prostu to przyszło do mnie od razu, jak tylko o nich usłyszłam.
Pomyślałam, iż poproszę je aby przeniosły swoje ścieżki gdzieś poza nasze mieszkanie i nasz balkon.
Nie będę tu opisywać całości, co i jak, ale wczoraj rzeczywiście udałam się na ten balkon, by z nimi porozmawiać. Z szacunkiem i respektem wobec nich. I może nie do końca wierzyłam, że się wyprowadzą, ale byłam absolutnie przekonana o sensie tej rozmowy. Wydała mi się ona bowiem czymś całkowicie naturalnym, oczywistym i … najwłaściwszym pod słońcem.
Ku mojemu zdziwieniu dostałam od Mrówek natychmiastową odpowiedź. Opowiedziały mi, że tak naprawdę przyszły DO MNIE. Po to by pomóc mi wprowadzić w moje życie ważne zmiany. Wprowadzić strukturę. I przede wszystkim nauczyć mnie samodyscypliny. Powiedziały mi, iż jeśli pragnę posunąć się dalej w moim rozwoju, to owa samodyscyplina jest konieczna. Powiem tak:
z jednej strony totalnie mnie to zadziwiło, z drugiej było takie… jak swego rodzaju objawienie, jak takie przyslowiowe odkrycie Ameryki. Bo rzeczywiście samodyscyplina to coś, w czym mam wielkie braki. A tu oto dostaję tak wspaniały prezent, pomoc od maleńkich mrówek.
One, w taki najbardziej pasowny dla mnie sposób chca mnie nauczyć tego, czego akurat najbardziej potrzebuję. Po to, by pomóc mi wprowadzić ważne zmiany. By pomóc mi ruszyć do przodu.

Nie będę tu wszystkiego opisywać, ale od razu dostałam zadania. Tak, nie jedno zadanie, ale zadania. Kilka. I wiem, że będą kolejne. Na początek mam uhonorować 8. Może i brzmi to dość tajemniczo, ale dla mnie było od razu zrozumiałe o co w tym chodzi.

Po całej rozmowie byłam pod takim wrażeniem, że poszłam na długi spacer, żeby to wszystko mogło się we mnie poukładać. Właściwie ten spacer to część zadania. Cały przekaz był tak zaskakujący i wpasowujący się w moją obecną sytuację, albo w etap na którym jestem, że nie mogłam się nadziwić. Z jednej strony poczułam się trochę tak, jakbym zawarła jakąś umowę z Mrówkami. Z drugiej, jakbym dostała najwspanialszy i najbardziej użyteczny prezent i wciąż nie mogla do końca uwierzyć w swoje szczęście.

Powiedzialam jednako Kapslowi, by na razie zostawil mrowki na balkonie w spokoju i dał im kilka dni czasu. Zgodził się na góra 3 dni, ale powiedział, że jak zobaczy, iż wchodzą nam już z balkonu do mieszkania, to będzie bezlitosny. To było wczoraj.
Dziś rano Kapsel poszedł na balkon i bardzo się zdziwił. Nie było ani jednej mrówki. Sprawdzał balkon w ciągu dnia jeszcze kilkanaście razy. Nadal nic. Tam gdzie jeszcze przedwczoraj chodziły ich całe wojska, dziś nie ma już ani jednej.
A ja w środku poczułam, że teraz już nie ma jaj, że mam zadanie do wykonania. I to nie jakieś tam byle jakie zadanie, które mogę zignorować, ale długotrwałe zadanie. Bo chociaż Mrówki w rzeczywistości fizycznej się przeniosły ze swoimi ścieżkami gdzieś indziej, to czuję je całkiem wyraźnie tuż obok na poziomie duchowym.
I wiecie co? To jest najlepszy kop w tyłek jaki mogłam dostać: Mrówki wcieliły mnie do swego rodzaju wojska, by nauczyć mnie samodyscypliny.

I kiedy to sobie uświadomiłam, poczułam się jakby Wrzechświat puścił do mnie oko. A jednocześnie wiem, że to najlepsza szkoła samodyscypliny jaka mogła mi się zdarzyć. Tak więc moje nauki w tej szkole właśnie się zaczęły.

Dziekuję Wam Mrówki ♥
Dziekuję Ci Wrzechświecie ♥

„Anielska uzdrawiająca moc” – Ambika Wauters

„Pragniesz zrozumieć swoje życie i nauczyć się czerpać z niego radość? Zwróć się o pomoc do aniołów, a twoje życie ulegnie przemianie. Anioły są pośrednikami między ludzkością a Boskością. Przynoszą ukojenie, prowadzą nas i towarzyszą na naszej życiowej ścieżce. Gdy masz kontakt z aniołami, nigdy nie jesteś sam…Dzięki tej inspirującej książce odkryjesz wpływ boskości na swoje życie. Przekonasz się, w jaki sposób możesz osiągnąć duchową dojrzałość, a także dowiesz się, jaką rolę odgrywają anioły w twoim procesie rozwoju. Poznasz trzy poziomy Nieba oraz anielskie istoty, które je zamieszkują. Nauczysz się współpracować z anielską energią (głównie za pośrednictwem czakr) nad uzdrawianiem i wzmacnianiem swojego umysłu, ciała i ducha.”

Nie wiem co dokładnie mi się nie podobało w tej książce, ale nie przypadła mi ona zbytnio do gustu. I nie z powodu tematyki, bo przecież wiedziałam o czym będzie i świadomie wybrałam sobie taką lekturę. Ale mimo wszystko coś mi w niej przeszkadzało. Może pewna schematyczność, też swoista suchość. Bo całość napisana jest jak jakiś podręcznik na temat aniołów. Nie ma tu żadnych osobistych przemyśleń, tym bardziej osobistych doświadczeń. Wszystko takie jakieś wyuczone. Jak dla mnie zdecydowanie męczące i mało zachęcające do tego, by się na anioły otworzyć. Jednym słowem książka w mojej ocenie raczej słaba.

„Poradnik pozytywnego myślenia” – Matthew Quick

„Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, biegać ubrany w worek na śmieci, żeby zgubić ostatnie zbędne kilogramy, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. (Fakt, że Pat spędził kilka lat w zakładzie dla psychicznie chorych nie jest chyba wielkim zaskoczeniem). Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Nikt nie chce rozmawiać z nim o Nikki, jego ukochane Orły przegrywają kolejne mecze, a ojciec twierdzi, że Pat przyniósł pecha drużynie. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie stuknięta jak on Tiffany, prześladuje go Kenny G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?”

Lekka i przyjemna w czytaniu, ładnie napisana, wciągająca i przede wszystkim mega pozytywna. Taka właśnie jest ta powieść. Jak dla mnie wspaniała. Historia jest może nieco naiwna, ale nie cukierkowa. Ma swoje ciemne strony, ale też i uczy tak bardzo pozytywnego podejścia do życia. I chociaż sama jestem niereformowalną optymistką, to nawet ja mogłam dzięki tej powieści sobie na nowo przypomnieć o tym, jak istotne jest nasze nastawienie. Pat i Tiffany – facet po przejściach i kobieta z przeszłością – oboje mnie totalnie ujęli i bardzo ich polubiłam. Choć jak na „wariatów” przystało mają swoje „zboczenia”, ale to tylko dodało im uroku. Jedynym minusem  w całej powieści była jak na mój gust zbyt duża ilość futbolu, ale z drugiej strony sama mam pasje, więc jak najbardziej potrafię nie tylko zrozumieć, ale i docenić owe futbolowe wstawki.  Ogólnie książka jest po prostu świetna, pełna nadziei i taka właśnie … no pozytywna na maxa.

Estrella del Norte

 A oto i ostatni z adoptowanych przeze mnie koników: Estrella del Norte, co znaczy Gwiazda Północy.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Estrella jest piękną karą dwuletnią klaczką.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
Tara wykupiła ją z rzeźni, gdzie praktycznie już czekała na śmierć. Po tych strasznych przejściach, jakie ma już za sobą mimo swego krótkiego życia, jest jeszcze bardzo ostrożna i i niezbyt ufna, ale powoli otwiera się na czlowieka i uczy, że są też dobrzy ludzie.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
W Tarze Estrella otrzymała nie tylko wolność ale i dom. I ludzi, którzy ją kochają.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

I wystarczy tylko spojrzeć chociażby na jej śierść by zauważyć różnicę. Jak teraz pięknie lśni. Tak, Estrella jest otoczona miłością i cudowną opieką. Dziekuję Tarze za Estrellę.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

zwierzęta mocy – kos

autorem zdjęcia jest pan Jan Leśniewski

Kos to gatunek średniej wielkości ptaka z rodziny drozdowatych. W Europie jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych członków tej rodziny. Kos zamieszkuje niemal cały kontynent europejski poza daleką północą i krańcami południowo-wschodnimi. Poza tym spotkać go można również w Afryce północnej i Azji. Został też wprowadzony przez człowieka do ekosystemu Australii i Nowej Zelandii. W Europie Środkowej część ptaków opuszcza na zimę tereny lęgowe i wędruje do Europy południowej oraz Afryki północnej. Pierwotnie kos był ptakiem leśnym. Obecnie jednak zamieszkuje zarówno parki i ogrody, jak i centrum wielkich miast. Dorosłe kosy wykazują wyraźny dymorfizm płciowy. Upierzenie samców jest jednolicie czarne, dziób krzykliwie jasnożółty do pomarańczowego. Samce mają też wyraźną obrączkę oczną o podobnym do dzioba kolorze. Kolorystyka upierzenia samic jest bardziej zróżnicowana, oliwkowobrązowa, miejscami wpadająca w szarość i kolor czerwonobrązowy. Również ich dziób i obrączka oczna mają bardziej stonowane barwy. Młode ptaki po wylocie z gniazda są podobne do samic. Bardzo charakterystyczny dla kosa jest jego przepiekny spiew. Podczas pory lęgowej kosy zachowują się wobec osobników swojego gatunku wybitnie terytorialnie, szczególnie w fazie budowania gniazda, a nieco mniej w fazie wychowywania młodych. Poza okresem lęgowym kosy są przeważnie społeczne i łączą sie w stada. Kosy słyną ze swoich pięknych pieśni, dlatego też uznawane są za jedne z najlepszych śpiewaków wśród ptaków.
Kosowi przypisuje się siły magiczne i uzdrawiające, a dawni Celtowie nazywali go czarnym druidem.

autorem zdjęcia jest pan Jan Leśniewski

Pojawiając się w naszym życiu jako zwierzę mocy, kos pragnie nam przypomnieć kim naprawdę jesteśmy.  Tym samym pomaga nam niejako uaktywnić nasz potencjał. Być może jesteśmy w takiej fazie, iż w codzienności życia zapomnieliśmy o swoich talentach, swojej sile, pasji i pragnieniu naszej duszy. Może z takich czy innych powodów zwątpiliśmy sami w siebie albo przytłoczeni zewnętrznymi okolicznościami zapomnieliśmy o nas samych. Kos swoim śpiewem niejako apeluje do naszej samoświadomości. Pragnie przywołać na powierzechnię nasze zdolności, zapomniane marzenia, wizje oraz całą naszą moc, która gdzieś tam zagubiła się przez nasz brak wiary w samych siebie. Uwierzmy zatem na nowo w naszą moc. Każdy z nas obdarzony został jakimś darem, czymś co czyni nas wyjątkowym. Porzućmy nieśmiałość, pomniejszanie samego siebie i brak wiary w naszą wielkość. Sięgnijmy znowu do tych zdolności, które mamy, do pragnień, które nas inspirują i róbmy to, co kochamy robić. I nie chodzi o to, czy będziemy w tym wielcy, czy mali, sławni czy zupełnie niezauważeni przez innych. Chodzi o to, abyśmy na nowo poczuli przepływającą przez nas radość Życia, poczuli moc, która w sobie mamy i byśmy dzięki temu mogli czynić świat i samych siebie szczęśliwszymi.

Śpiew kosa nawołuje nas również do tego, abyśmy i my wsłuchali się w różne dźwięki w naszym wnętrzu. Wszystkie one opowiedzą nam o zakamarkach naszej duszy, o jakimś aspekcie nas samych. Swoimi ciemnymi barwami piórek oraz żółto-pomarańczowym kolorem dzioba i otoczki oka, kos mówi nam, iż samoświadomość oznacza bycie świadomym zarówno naszych talentów, jak i naszych cieni. Kos chce nam przywrócić tutaj równowagę. Przypomnieć nam o tych różnych cząstkach nas samych. O tym co ciemne, ale też o tym co jasne i wspaniałe. Z jednych i drugich możemy czerpać, jedne i drugie pomagają nam się rozwijać. Niech więc nasze cienie nie będą nam kulą u nogi, ale staną się motywacją do działania, do wzrastania. Niech nasze talenty i nasze światło będzie nam siłą i naszą inspiracją. I tak jak pieśń kosa niesie się daleko, tak też nasza energia wprawiona w ruch zatacza coraz większe kręgi. Dbajmy więc o jej jakość. Niech nasz potencjał działa na korzyść dla nas samych, dla wszystkich ludzi wokół i całej planety.

Ponadto śpiew kosa odzwierciedla różnorodność dźwięków, melodii  i tonów, którymi można odpędzić posępne myśli. Jeśli się smucimy, znaczy że żyjemy przeszłością. Chwilą, która już odeszła, której nie ma. Jeśli zamartwiamy się i boimy, to znaczy, iż żyjemy przyszłością. Chwilą, która jeszcze nie nadeszła, której nie ma. Jedyna chwila jaka naprawdę jest to Tu i Teraz. I to w tej właśnie chwili możemy działać, to jest nasz moment mocy. Dlatego jeśli dopadnie nas przygnębienie, możemy sięgnąć po muzykę. Ona ukoi nasze myśli, pomoże nam powrócić do teraźniejszości. Do tego momentu tu i teraz. Pomoże nam poczuć nasze serce i odkryć magiczną cudowność owej chwili.

I wreszcie kos prowadzi nas poprzez świat marzeń na jawie. Pomaga uchwycić wizje, idee, odebrać przesłania, które są nam wysyłane przez anioły.  Wszystko po to, aby nas inspirować do rozwoju.


ciemna strona: Kos wskazuje na oderwanie / uciekanie od rzeczywistości i nadmierne zatapianie się w marzeniach, zapominanie o swoich talentach, brak wiary w samego siebie i swoją wyjątkowość, niskie poczucie wartości,  skłonność do umniejszania siebie i depresji.


autorem zdjęcia jest Zdzisław Olejniczak

Jeśli kos jest twoim zwierzęciem mocy wtedy:
* Masz wysoką samoświadomość. Jesteś świadomy zarówno swoich cieni, jak i swoich blasków. Starasz się czerpać z obu tych stron, aby coraz bardziej wzrastać i czynić swoje życie szczęśliwszym.
* Pamiętasz o swoich zdolnościach i talentach. Niezależnie co nimi jest, wiesz, iż są twoim szczególnym narzędziem, dzięki któremu twój potencjał nabiera mocy. Dlatego dbasz o nie i po prostu kiedy tylko możesz i chcesz robisz to, co przecież kochasz robić.
* Masz dobre poczucie własnej wartości. Ani nie wywyższasz się ponad innych, ani też nie umniejszasz samego siebie. W ten sposób potrafisz docenić też zarówno swoje własne dzieła (materialne jak i duchowe, cokolwiek by to nie było), jak również doceniasz wartość i wspaniałość dzieł innych.
* Uwielbiasz słuchać muzyki, a może i sam masz talenty muzyczne.
* Potrafisz czerpać inspiracje z różnorodnych dźwięków i tonów, zarówno tych słyszanych poza tobą, jak i tych wychwyconych w twoim własnym sercu.

zdjęcie zrobione przeze mnie

Proś kosa o pomoc i wsparcie jeśli:
* Masz niskie poczucie własnej wartości, brak ci motywacji i wiary we własne siły, a pragniesz na nowo poczuć radość życia, uwierzyć w siebie i robić to, co kochasz.
* Jesteś smutny, przygnębiony. Martwisz się za bardzo przyszłością lub roztrząsasz jakieś wspomnienia. Chciałbyś jednak powrócić do tu i teraz. dostrzec piękno chwili i poczuć, że twoja moc jest właśnie w tym momencie.
* Uciekasz od rzeczywistości i bujasz za bardzo w obłokach i marzeniach na jawie. I pragniesz na nowo poczuć grunt pod nogami, ale jednocześnie zachować swego rodzaju lotność wyobraźni, umysłu i ducha.
* Odkrywasz nowe niuanse i aspekty siebie samego, być może jakieś cienie albo jakieś ukryte talenty i potrzebujesz więcej równowagi.
* Pragniesz rozwijać swoje talenty, korzystać ze swoich zdolności. Proś kosa o więcej weny, więcej idei, pomysłów, inspiracji.


Kosowi przypisuje się:
kamienie: bursztyn
kolory: czarny, złoty, żółty, pomarańczowy
symbole:
elementy: powietrze, eter, ziemia, ogień
inne: Słońce, ogień, moc druidów, muzyka, szczęśliwe wydarzenia i zbiegi okolicznosci, inteligencja, lotność umysłu i ducha

śpiewak na dachu

Taki ci u mnie śpiewak.

Codziennie przylatuje mniej więcej o tej samej porze, późnym popołudniem. Siada na dachu i śpiewa, że aż serce rośnie. A ja tak dla towarzystwa siadam z herbatką na balkonie i jestem jego wierną słuchaczką. Jak tu nie cieszyć się na taki darmowy cudowny koncert.

 

Mohikanin

 A oto Mohikanin – kolejny adoptowany przeze mnie konik.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Mohikanin jest pięknym gniadym dwuletnim konikiem.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Widzicie na jego głowie białą podłużną łatkę, którą fachowo się nazywa ponoć łysiną? Ta łatka u Mohikanina ma szczególny kształt. Mi przypomina delfinka wyskakującego z wody. I tak właśnie niezmiernie mi ten delfinek wydaje się być przy Mohikaninie obecny.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Bardzo mnie cieszy, iż Mohikanin znalazł sobie w Tarze nowego przyjaciela. Jest nim Lord Vader. Łatwo go rozpoznać po łatce (strzałce) na jego czole, która przypomina swoim kształtem takie ugryzione nieco serce.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
Jak widać na wielu fotkach, które dostałam od Tary, oba te koniki są nierozłączne i szukają swojego towarzystwa.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
Tak pięknie hasa Mohikanin teraz w Tarze, szczęśliwy i wolny. Tutaj na fotce w towarzystwie właśnie Lorda Vadera i Szamana.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Szaman

A oto drugi adoptowany przeze mnie konik, przepiękny Szaman.
Przyznaję, iż to właśnie ze wzgledu na jego imię go wybrałam. A może to on wybrał mnie? Bo w końcu nic nie dzieje się przypadkiem.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
Szaman, choć ma siwą grzywę, to tak naprawdę jest jeszcze dzieciaczkiem. Dla mnie tak po szamańsku ta jego siwizna we włosach to właśnie taki znak, że jest bardzo mądry i z pewnością jeszcze nie raz zadziwi Tarę.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
Tam na jego boku widać cyfrę 12  (nie wiem czy jest wypalona czy jakosś inaczej nabita).
Ale Szaman ma urodziny 28.02.2016, a więc jest numerologiczną trojką , ale taką z liczby 21.
Ta 12, to takie odwrócenie, jakby 21 czytane od tyłu. Tam w Skaryszewie chciano zakończyć jego życie sprzedając go do rzeźni. Tara uratowała go i tym samym odwróciła jego los. I Szaman może dzięki temu nie tylko dalej żyć, ale rozkwitnąć i cieszyć się wolnością i życiem. I być w pełni taka szamańską końską trójeczką.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Po tych trudnych doświadczeniach pełnych strachu, jakie musił przejść w swoim krótkim życiu, jest jeszcze ostrożny. Jednak wiem, że dzięki cudownej opiece i miłości jaką jest otoczony w Tarze będzie potrafił zaufać człowiekowi na nowo. Cieszy mnie też ogromnie, iż znalazlł sobie nowych końskich przyjacioł.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
 Np pięknego Sahira. Przyjaźń to wielki skarb i dobrze mieć swoich przyjaciół wokoł siebie. Czasem są duzi…
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

… a czasem nieco mniejsi wzrostem. Ale każdy z nich jest na swoj sposób wielki i wspaniały.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Dziękuję Tarze za Szamana.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

„Ocalały” – Sam Pivnik

„Sam Pivnik ocalał ze świata, którego już nie ma. Mógł zginąć kilkanaście razy, ale dzięki szczęściu, sile i determinacji przeżył i mógł opowiedzieć swoją nadzwyczajną historię.
W dniu jego trzynastych urodzin, 1 września 1939 roku, nazistowskie Niemcy najechały na Polskę, a wraz z tym wydarzeniem życie Pivnika zmieniło się nieodwracalnie. Przeżył będzińskie getto, a potem przez sześć miesięcy pracował jako więzień na osławionej rampie w obozie Auschwitz-Birkenau, gdzie dokonywano selekcji ludzi z kolejnych transportów, kierując niektórych do obozu, a innych wprost do komór gazowych.
Po tych traumatycznych doświadczeniach trafił do obozu przy kopalni Fürstengrube (dzisiaj kopalnia „Wesoła”). Przeżył morderczy „marsz śmierci” po obozach w głębi upadającej III Rzeszy i jest jednym z niewielu, którzy wyszli cało z ataku samolotów RAF na statek więzienny Cap Arcona, o którym sądzono mylnie, że przewozi uciekających esesmanów. W końcu dotarł do Londynu.
Teraz Sam Pivnik, już po osiemdziesiątce, opowiada, jak wyratował się z najbardziej niebezpiecznych i przerażających opresji wojennych.”

Ja już sama nie wiem dlaczego ciągle sięgam po tego typu książki. Czytalam wiele książek o holocauście, wiele wspomnień osób które przeżyły piekło tamtych czasów. I za każdym razem tak samo w środku cierpię. Bo to nie jest tylko tak, że te wspomnienia napawają mnie smutkiem, szokują czy wzbudzają inne przykre emocje. To coś więcej. coś co nawet trudno mi ująć w słowa…

Przeżycia młodego Szlamka są tak samo dramatyczne jak tysięcy innych żydowskich więźniów obozów koncentracyjnych. Nie sposób więc ani tej książki oceniać, ani napisać, że jest dobra czy nie. Jest na pewno mocna, na swój sposób przerażajaca i każdy musi sam zdecydować czy chce po taką lekturę sięgnąć.

Yoda

Dostałam od Tary zdjęcia adoptowanych przeze mnie koników. Są takie kochane.
Dziś przedstawiam Yodę.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Yoda ma się w Tarze całkiem dobrze

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Jest taki mądry

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

I taki piękny

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/
 Zaczarował mnie od ppierwszej chwili, od kiedy Tara opublikowała na swojej stronie jego pierwsze zdjęcie, pierwszy filmik. Poruszyl coś do głębi w moim sercu. Do łez, do ciarek na ciele. I wiedziałam, że to nie ja go wybrałam, ale on wybrał mnie.
źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

Teraz w Tarze bryka sobie szczęśliwy w zielonym.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

I kiedy go widzę, chociażby tylko tutaj na zdjęciu, jak tak pędzi z rozwianą grzywą, szczęśliwy, wolny i przepiękny, to kocham go tak bardzo i wypełnia mnie mega wdzięczność wobec Tary, za to, że uczynila to możliwym. Dziękuję Tarze za Yodę.

źródło zdjęcia: http://fundacjatara.info/

„Starcie królów” – George R.R. Martin

„Żelazny Tron jednoczył Zachodnie Królestwa aż do śmierci króla Roberta. Wdowa jednak zdradziła królewskie ideały, bracia wszczęli wojnę, a Sansa została narzeczoną mordercy ojca, który teraz okrzyknął sie królem. Zresztą w każdym z królestw, od Smoczej Wyspy po Koniec Burzy, dawni wasale Żelaznego Tronu ogłaszają się królami. Pewnego dnia z Cytadeli przylatuje biały kruk, przynosząc zapowiedź końca lata, jakie pamiętali żyjący ludzie. Najgroźniejszym wrogiem dla wszystkich bez wyjątku może okazać się nadciągająca zima…”

O ile jeszcze pierwszym tomem „Pieśni Lodu i Ognia” byłam w miarę zachwycona, to przy tym już tak nie było. I nie, nie chodzi o to, żebym się nudziła przy tej lekturze. Bo co tu dużo się rozpisywać, akcja jest wartka i mimo wszystko tak wciągająca, że momentami było mi trudno się oderwać od czytania. Jednak jak to się mówi: im dalej w las, tym ciemniej. I dla mnie w pewnym momencie poziom owej „ciemności” stał się bardzo ciężki do strawienia. Sceny pełne okrucieństwa, brutalności i przede wszystkim jakieś takie przedstawienie tego tak, jakby było to czymś najnormalniejszym na świecie, totalnie mnie zraziły.

Jesteś tym co jesz.
Jesteś tym czym karmisz swój umysł.
Nie chcę karmić mojego więcej taką energią.
Daruję sobie więc czytanie kolejnych tomów.

zwierzęta mocy – pszczoła

autorem zdjęcia jest Tomek Wiśniewski

Pszczoły, należące do rodziny pszczołowatych, są reprezentowane na całym świecie przez około 20 ooo gatunków. Większość z nich żyje pojedyńczo, prowadząc samotniczy tryb życia. Inne gatunki tworzą skomplikowane struktury społeczne. Najwyżej zorganizowane społeczności tworzą gatunki z plemienia pszczół miodnych. Budują z czystego wosku pionowe plastry z obustronnie ułożonymi komórkami, służącymi do wychowu czerwi i przechowywania pokarmu. Osobniki dorosłe i larwy odżywiają się nektarem, spadzią oraz pyłkiem kwiatowym. Zakładają duże kolonie (rodziny pszczele), zależnie od gatunku liczące od kilku do 20-80 tysięcy osobników. Życie rodzin jest koordynowane za pośrednictwem feromonów, wysyłanych przez królowę, a także skomplikowanego systemu przesyłania wiadomości. Pszczoły bowiem doskonale porozumiewają się między sobą. Robią to za pomocą różnych bzyczących tonów, zapachów oraz swoistego tańca. Krolowa matka w ciągu całego życia może złożyć nawet milion jaj. Żyje ona też znacznie dłużej niż reszta pszczół, bo około 5 lat, podczas gdy pszczoła robotnica zaledwie kilka miesiecy.
Najmniejsze gatunki pszczół nie osiągają nawet 1,5 mm długości. Największe natomiast mają około 4 cm. Ubarwienie ciała może też być o różnej intensywności: od jednolicie czarnego i ciemnobrązowego do żółtego i czerwonopomarańczowego. Wszystkie gatunki mają bardzo dobry zmysł orientacji. Kierują się przy tym za pomocą Słońca wykorzystując obserwacje kąta padania promieni  słonecznych oraz polaryzacji światła.
Każda pszczoła posiada również umieszczone na końcu odwłoku żądło, które połączone jest z gruczołem jadowym. Służy ono u niektórych gatunków do zdobywania pokarmu ale przede wszystkim do obrony. Żądlenie przez pszczoły bezkręgowców, które mają miękkie ciała, nie przynosi żądlącej pszczole większych szkód. Jednak żądło pszczół jest wyposażone w zaczepy i jeśli użądli ona człowieka lub większe zwierzę, pozostaje ono w skórze, a sama pszczoła po jego utracie umiera. Dlatego też pszczoły nigdy nie atakują ludzi niesprowokowane.
Pszczoła uchodzi za święte zwierzę z innego świata, które inicjuje człowieka, ale przede wszystkim łączy go z uzdrowiającymi energiami Słońca. Symbolizuje również silną ochronę, seksualność, płodność, współpracę z innymi, porządek, pracowitość oraz osiąganie niemożliwego.

źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl

Wkraczając do naszego życia pszczoła jako zwierzę mocy chce nam przypomnieć przede wszystkim o misji, jaką sami sobie wybraliśmy na tą inkarnację. Uczy nas orientacji na światło oraz obrony, jeśli pojawia się cień.
Z jednej strony nawołuje nas do tego, abyśmy skoncentrowali cały nasz wysiłek, zaanagażowanie oraz wigor na tym, co akurat się dzieje. Na wszystkie te projekty, które akurat się pojawiły na naszej ścieżcze, te szanse, które właśnie się przed nami otworzyły. Moment mocy jest teraz. Cała przeszłość i przyszłość są w jakimś stopniu jedynie iluzją. To teraz możemy działać i tworzyć nasze życie na nowo. Każdą decyzją jaką podejmujemy, każdym wyborem jaki dokonujemy. Bądźmy zatem pracowici i skupmy nasz wysiłek, nasz entuzjazm, zaangażowanie i uwagę właśnie na tym co akurat jest. Nie znaczy to, że nie możemy snuć planów czy marzeń. Chodzi bardziej o to, byśmy nie trwonili naszej energii na niepotrzebne rozstrząsanie przeszłości czy wymyślanie przyszłości, a uciekali przy tym od tu i teraz. Bądźmy prawdziwie obecni w danej chwili, tak byśmy z każdej z nich mogli zebrać cały nektar życia jaki owa chwila sobą niesie.
Z drugiej strony swoim pojawieniem się pszczoła przypomina nam również o tych wszystkich celach czy marzeniach, które już jakiś czas temu się w nas zrodziły, ale z jakiś powodów wciąż odkładaliśmy ich realizację. Może się tu rozchodzić o jakiś projekt związany z naszą pracą lub życiem prywatnym. Może chodzić o obraz, który już dawno chcieiliśmy namalować, albo historię, którą pragnęliśmy opisać. Może o rozmowę z kimś bliskim lub podróż, którą ciągle odkladaliśmy. Cokolwiek to jest, pszczoła podpowiada nam, iż nadszedł czas, abyśmy zabrali się do pracy i działali. Moment mocy jest teraz.
W ten sposób krok po kroku zbliżymy się do naszego celu. Jego realizacja niekoniecznie musi być spektakularna pod względem korzyści widocznych na zewnątrz (np zarobionych przez to pieniędzy, osiągniętej sławy itp), ale z pewnością stanie się kolejną cegiełką w fundamencie naszej wewnętrznej stabilności.

Ogromnym darem jaki przynosi nam mała pszczoła jest również połączenie z energią Światła. Pokazuje nam bowiem, jak kierując się mądrością serca (symbolizowanego przez kwiaty) i w połączeniu z duchem (którego symbolem jest Słońce) możemy przemienić materię oraz każdą chwilę w cudowny nektar Życia. Będzie on nie tylko uzdrawiający dla nas samych, ale również dla całego naszego Rodu oraz innych ludzi. To właśnie w ten sposób, dzięki sile serca i ducha możemy oczyścić pole energetyczne, przetransformować nie służące nam już programy i rozwiązać stare wiążące nas pętle. Pszczoła pomoże nam stworzyć coś nowego, coś co będzie nam uzdrowieniem i błogosławieństwem.

Zdarza się jednak, że pszczoła wkracza do naszego życia nas żądląc. Czyni to jednak nie dlatego, iż jest do nas wrogo nastawiona, a raczej z wielkiej Miłości. Pamiętajmy o tym, że po użądleniu pszczoła umiera, a więc decydując się na ten krok, poświęca swe życie w jakiś sposób też właśnie dla nas. Zazwyczaj użądlenie jest dla nas pewną formą inicjacji. Z jednej strony otwiera przed nami nowe pola energetyczne, z drugiej niejako sprawdza nas, czy już jesteśmy gotowi, by świadomie w nie wkroczyć. Dodatkowo użądlenie nosi też w sobie pewną bardzo ważną lekcję. Przypomina o tym, abyśmy nigdy nie pozwolili na to, by zawładnęły nami nienawiść lub żądza zemsty, bowiem konsekwencje będą zgubne przede wszystkim dla nas samych.


ciemna strona: Pszczoła wskazuje gniew z powodu przekroczenia świetych praw i granic, których nie wolno przekraczać, ukryte zatruwające nas cienie, nadgorliwość, zbytnie angażowanie sie w sprawy związane z przeszłością lub przyszłością i uciekanie od tu i teraz.


źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl

Jeśli pszczoła jest twoim zwierzęciem mocy wtedy:
* Zostałeś już kiedyś przez nią użądlony, może nawet wiele razy.
* Jesteś pracowity, wytrwały oraz sumienny i angażujesz się całym sobą w to, co akurat robisz, zwłaszcza wtedy jeśli sprawia ci to przyjemność.
* Starasz się nie uciekać zbytnie w przeszłość czy przyszłość, raczej skupiasz się na tu i teraz.
* Przeszedłeś wiele życiowych prób. Chociaż byly one trudne to jednak otworzyły też przed tobą nowe przestrzenie i możliwości.
* Pomimo trudnych doświadczeń potrafisz przetransformować dawne niesłużące już wzory, rozwiązać stare pętle i przynieść uzdrowienie zarówno sobie jak i innym.
* Masz duże libido i jesteś też płodny twórczo.

źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl

Proś pszczołę o pomoc i wsparcie jeśli:
* Czujesz, że zaczynasz uciekać od teraźniejszości. Np za bardzo żyjesz planami na pszyszłość lub wspomnieniami z przeszłości, a chciałbyś powrócić znowu do tu i teraz.
* Jesteś smutny, przygnębiony, brak ci motywacji i nic ci się nie chce, a pragniesz na nowo poczuć radość życia i zająć się czymś, w co będziesz mógł się się zaangażować.
* Pojawiają się na twojej ścieżce nowe projekty i marzenia i chcesz jak najszybciej je zrealizować.
* Kiedy chcesz realizować coś, na co pomysł zrodzil się w tobie już wcześniej.
* Kiedy przechodzisz przez jakieś trudne doświadczenia, swego rodzaju próby i potrzebujesz wsparcia, ochrony ale także silnej energii, która pomoże ci się uzdrowić.


Pszczole przypisuje się:
kamienie: bursztyn, żółty topaz
kolory: złoty, żółty, miodowy
symbole: heksagon, plaster miodu
elementy: powietrze, eter, ziemia
inne: Słońce, królestwo wróżek i elfów, królewskość, miód, nektar/eliksir życia, zapylanie i płodność

Pszczoła według horoskopu wenezulskiego patronuje urodzonym w listopadzie.


Pszczoła w moich obrazach

szczekający pies na niebie

Mam akurat dość trudny dla mnie czas. Już nawet nie ze względu na zewnętrzne okoliczności, bo one są jakie są. Ale dlatego, że tak całkiem po ludzku reaguję na owe okoliczności nie do końca tak, jak moje serce i wewnętrzna mądrość mi podpowiadają. I gdybym jeszcze mogła powiedzieć, że to własnie mam taką świadomość, że na takim etapie jestem. Ale nie mogę, bo to nieprawda. Bowiem doskonale WIEM, że to właśnie moje uczucia i emocje są powodem dlaczego sama cierpię, a nie okoliczność sama w sobie. I wiem również, że MIŁOŚĆ jest w gruncie rzeczy prosta. Dlatego właśnie bo jest naturalną częścią mnie samej. I moje serce, moja dusza chce kochać. Tak wyraźnie czuję i słyszę ich głos. A mimo to, jak w jakimś masochistycznym zwidzie tkwię w tej blokadzie, którą sama sobie stworzyłam zamknięciem – wbrew swemu sercu, wbrew sobie.
A Wrzechświat w swej ogromnej miłości i wsparciu wysłał mi znak. Siedziałam nadąsana na balkonie, z zamkniętym sercem pełnym żalu. I oto tuż przed moim nosem na niebie pokazał mi się anioł z chmur. Czyż można dostać wyraźniejszy znak?
Od razu go zauważyłam, ale mimo to NIE POSŁUCHAŁAM. Nadal wolałam się kulić w moim poczuciu krzywdy i żalu. No to przemówił Wrzechświat do mnie inaczej. Anioł na niebie rozwiał się po chwili, a chmury ułożyły się w zupełnie inny obraz.

Nie chciałam posłuchać anioła, to może posłucham szczekającego psa? Hahaha, Wrzechświat ma naprawdę poczucie humoru.
A ja jestem czasem uparta jak… nie, nie jak osioł. Ale jak głupi ludzie właśnie czasem uparci bywają. No coż, najwyższy czas posłuchać szczekającego psa. Wszak to też anioł, tylko taki bardziej zakamuflowany. I musiał mnie ugryźć w tyłek na opamiętanie.

Dziękuję Ci Wrzechświecie.

krucza ścieżka

Mieszkam na osiedlu, na którym mieszkam już od ponad 20 lat. Jest tu naprawdę dużo drzew i zieleni, zatem na osiedlu żyje też całe mnóstwo różnych zwierząt. Od lat widuję tu więc króliki, jeże, wiewiórki, szczury, myszki, ostatnio nawet lisa, no i przeróżne ptaki. Mimo że tych ptaków zawsze bywało tu prawdziwe urozmaicenie, od mistrzów lotników jeżyków napoczynając, poprzez kosy, wróble, liczne sroki, szpaki, gołębie, skowronki, słowiki, kaczki, gęsi i inne, a na wizytach czapli, sów, i jastrzębi koncząc. Co ciekawe mało kiedy pojawialy się wrony, choć mają swoje siedzisko całkiem niedaleko. No a kruki już całkiem bywały rzadkością. W tym roku jednak właśnie kruki wybrały sobie drzewa naprzeciw mojego bloku za swój domek. Pierwszy kruk pojawił się wczesną wiosną i mogłam codziennie obserwować jego poranne tańce i śpiewy. Najwyraźniej zabiegał o swoją panią. Od tej pory codzinnie słyszę krucze nawoływania, obserwuję jak para czasem przegania jastrzębia albo jak latają ze zdobyczami w swoich czarnych dziobach. Wiem, że kruki pojawily się w tym roku w moim pobliżu nie przypadkiem. Na dobrą sprawę w jakiś sposób czuję się zaszczycona ich wkroczeniem w moje życie. Bowiem stały mi się nie tylko sąsiadami, ale wyraźnie odczuwam kruczą obecność przy mnie też w tej duchowej przestrzeni. I jestem wdzięczna wobec nich i Wrzechświata za to, że w ten sposób mnie wspiera


Dzisiaj rano kruk po raz pierwszy zrobił coś takiego, że przeszły mnie ciarki. Sprawdza mnie, czy jestem gotowa. Może jeszcze nie jestem. Ale jestem już na kruczej ścieżce.

naszyjnik – Poranek w Dolinie Huanglong

Dolina Huanglong. Gorące źródła, niezwykłe wodospady i malownicze trawertyny – przepiękny krajobraz upleciony z błękiu, turkusu, zieleni, żółci, brązu i bieli. To właśnie to cudowne miejsce na ziemi przychodzi mi na myśl, kiedy patrzę na ten naszyjnik. Nawet wplecione w niego kremowo-białe duże paciorki z howlitu przypominają swym kształtem chińskie lampiony. Do towarzystwa dodałam im zielone kulki z jadeitu oraz zafarbowaną na błękitno sieczkę z muszelek. Nieco akcentów złotego, które są jak jeszcze słabe pierwsze promyki słońca. Ot, taki własnie poranek w przepięknej dolinie Huanglong.

To co chińskie nieraz kojarzy nam się z kiczem i taniochą. Jednak wcale nie musi tak być. Ten naszyjnik, choć przypomina mi właśnie chińskie klimaty, zrobilam wkładając w niego wiele serca i uważności. Może komuś się spodoba. Może kogoś przyciągnie do siebie i pomoże wyśnić najpiękniejsze poranki, jak w dolinie Huanglong.

adoptowane koniki: Yoda, Szaman, Mohikanin i Estrella del Norte

Z powodu pewnych nieporozumień, o których nie chcę tu pisać, zdecydowałam się wycofać się z wirtualnej adopcji konia w Centaurusie. Geniusz jednak nadal ma swoje miejsce w moim sercu. Wciąż gdy patrzę na jego zdjęcia, czuję płynącą od i do niego miłość. Dlatego nadal będę go wspierać, choć już nie w formie wirtualnej adopcji.

Jednak pieniążki, które do tej pory przeznaczałam dla koni, nadal są dla nich. Dlatego napisałam do Tary i do adoptowanego wcześniej Yody dołączyły teraz kolejne koniki.
Są wiec razem cztery: trzech chłopaków i jedna dziewczynka. Bo to tak symbolicznie od i dla naszej rodzinki, gdzie też trzech facetów i ja jedna.
Kocham ich wszystkich.

„Syn kota Salomona, który naprawia ludzkie życie” – Sheila Jeffries

„Timba jest synem Salomona, kota, który leczy dusze. Ma zaledwie sześć tygodni, gdy zostaje porzucony w krzakach. Przerażonego, zziębniętego, głodnego kotka znajduje Leroy, mały chłopiec, bardzo samotny i nieszczęśliwy. Bez przyjaciół i kolegów, w domu też ma kłopoty.
Timba chce być jego przyjacielem, ale Leroy nie potrafi postępować z małym kociakiem…
Poznaje Angie, młodą nauczycielkę Leroya. Między nimi tworzy się szczególna więź. Czy Timba pomoże Angie przetrwać złe chwile, które do niej przyjdą? Czy odnajdzie swojego brata Vati i razem użyją kocich mocy, by uzdrowić życie ludzi, których kochają?”

Kolejna opowieść autorki o kolejnym cudownym kocie. Znowu tak pełna ciepła, magii i takiej prostej lekcji dla nas ludzi. I co tam, że książka jest przewidywalna. Najważniejsze jest to wszystko zawarte między wierszami. Ten uśmiech, ktory wywoluje na twarzy. Ten zachwyt i ciepełko w sercu. Takie dotkniecie Milości, jakkolwiek to brzmi. Bardzo polecam nie tylko dla miłośników kotów.

moja galeria – Vedic Art

Powstały podczas warsztatów Vedic Art, który robiłam u Iwonki M.
Jedyne trzy, które poczułam w pełni.
We wszystkich pojawily sie kropeczki.
Każdy inny a jednak stanowią całość.
Razem stanowią dla mnie bardzo wyraźny przekaz.

„Vedic Art” (2017), akryl na płótnie, 50 x 50 cm
„Vedic Art” (2017), akryl na płótnie, 30 x 24 cm
„Vedic Art” (2017), akryl na płótnie, 40 x 50 cm

„Echa przeszłych wcieleń” – Judith Marshall

„Astrolog w starożytnym Egipcie? Wikińska wojowniczka, która niejednokrotnie dowiodła swej dzielności w boju? Uzdrowicielka oskarżona o czary w czasach króla Jerzego? Renesansowy odkrywca, badający nieznane lądy? Kim byliśmy w poprzednim wcieleniu i jaki wpływ ma to na nasze aktualne życie?
Judith Marshall zabiera czytelnika w inspirującą podróż, podczas której prezentuje techniki poznawania przeszłych wcieleń oraz gromadzenia wiedzy ułatwiającej zrozumienie doświadczeń przeżywanych w aktualnej inkarnacji. Ta książka – w której praktyczne porady przeplatają się z osobistymi przeżyciami samej autorki – to dowód na to, jak wielka mądrość i uzdrowienie mogą płynąć z odkrywania poprzednich wcieleń.
Znaki, synchroniczność, wrażenia z dzieciństwa, sny, wspomnienia, instynktowne reakcje na ludzi i miejsca a nawet nagłe przeskoki w świadomości lub w czasie – to tylko nieliczne przykłady tego, jak mogą objawiać się migawki z poprzednich wcieleń. Przy pomocy zawartych w tej książce sprawdzonych ćwiczeń uczymy się, jak badać własne minione życia i wykorzystać wyciągnięte z nich lekcje do rozwoju w życiu obecnym.
Przypominając sobie fragmenty przeszłych inkarnacji, dosłownie „składam je z powrotem”, sprawiając, że różne części lub „składniki” duszy powracają do naszej świadomości – i stajemy się całością.
Aby zrozumieć teraźniejszość, trzeba najpierw dotrzeć do przeszłości!”

Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron, mimo że nie jest to ani powieść, ani też lektura na jeden wieczór. Autorka dzieląc się swoimi odkryciami odnośnie swoich poprzednich wcieleń w piękny sposób zachęca i czytelnika do tego, by zajrzał za zaslonę niepamięci i dotarl do dawnej przeszłości samego siebie. Jak dla mnie była to bardzo interesująca lektura, tym bardziej cenna, iż zawiera też szereg praktycznych wskazówek i pomocnych w odkrywaniu poprzednich wcieleń. Ogólnie temat dla mnie nie jest nowy, dlatego też ksiązkę potraktowałam bardziej jak swego rodzaju poradnik, a nie przetarcie ścieżki dla nowego sposobu myślenia. I bardzo mi ten poradnik przypadł do gustu. Dlatego zainteresowanym tematyką jak najbardziej polecam.

„Gra o tron” – George R.R. Martin

„W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy oraz starzy bogowie. Co prawda zbuntowani władcy pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, ale tyranowi udało się zbiec; śmierć dosięgnęła go dopiero z ręki gwardzisty. Niestety obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam… Opuszczony tron objął Robert – najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron.”

Nie oglądalam do tej pory serialu, więc czytając mogłam całkiem po swojemu zanurkować w świat tej powieści. Tym bardziej to dla mnie było cenne, bo tego typu fantastyka nie należy do moich ulubionych gatunków. Co tu dużo pisać, książka jest świetna. Naprawdę dobrze napisana. Wciągnęła mnie na maxa, od pierwszej do ostatniej strony. Co prawda jak na moje poczucie smaku zbyt wiele tu zdrad, przemocy, nienawiści, kłamstw, matactwa i tego typu syfu, a za mało tak dla równowagi prawdziwej przyjaźni, miłości, zwyczajnej serdecznosci, ale i tak ogólnie powieść mi się bardzo podobała. Chętnie sięgnę zatem po kolejny tom.

„Wyprawa po tajemnice Inków” – Claudia Gudelius

„Akcja powieści rozgrywa się w szesnastowiecznej Hiszpanii. Były to czasy gdy Inkwizycja niemalże każdemu ponadprzeciętnie inteligentnemu dziecku przypisywała konszachty z diabłem.
Właśnie taki los spotkał trzynastoletniego Gonzalo Porrasa, późniejszego skrybę – Lo Scrittore. Rodzice pragnąc uchronić go przed szponami Inkwizycji zdecydowali się, wysłać syna na drugą stronę Atlantyku, do Nowego Świata. W ten sposób Gonzago dotarł do Królestwa Inków – Peru, gdzie też rozpoczęła się jego niezwykła przygoda.
Bohater dzięki swoim ponadprzeciętnym zdolnościom lingwistycznym szybko opanował język tamtejszych Indian. Staje się to jednak przyczyną dla której wbrew własnej woli zostaje wcielony do hiszpańskiej armii w roli tłumacza. Przemierzając kraj z okupantami, jest świadkiem aktów gwałtu i mordów rdzennej ludności i nie znającej granic chciwości hiszpańskich żołnierzy oraz dominikańskich misjonarzy.
Stając w obronie ciemiężonych Indian, zostaje skazany na karę śmierci przez spalenie na stosie, ulubioną przez Inkwizycję formę pozbawiania życia. Wprawdzie udaje mu się zbiec, lecz od tego momentu zostaje niemową i a swoje myśli może przekazywać wyłącznie na papierze.”

Wow! Dawno nie czytałam książki, która aż tak by mnie wciągnęła, a jednocześnie wywołała tyle różnych emocji. Autorka w cudowny sposób zabrała nas do kraju Inków, przybliżyła ich kulturę, mądrość, wiedzę, ale również zbrodnie jakie na nich dokonano. Książka jest powieścią, ale opiera się na wielu historycznych faktach i tym samym w barwny, niezwykle ciekawy sposób przedstawila realia XVI-wiecznej rzeczywistości.

Jednak dla mnie ta książka to również opowieść o odwadze, jaką trzeba mieć, by wyrwać się z ramek myślowych, w jakie zostajemy wbici poprzez wychowanie i wpajane nam wzorce. To także swojego rodzaju przeslanie, że patrzeć należy sercem. Wezwanie do tego, by na nowo odnależć w sobie tę silę, która pomaga naszemu duchowi wzrastać.

„Zwilczona” – Adrianna Trzepiota

„To magiczna powieść, która porusza czułe strony kobiecego serca.
Jaśmina mieszka w malowniczym mazurskim miasteczku, w otoczeniu przepięknych jezior i lasów. Ma cudownego męża i córeczkę. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zburzyć jej poukładanego życia.
Pewnego dnia wszystko się zmienia, a nad jej życiem zaczynają zbierać się czarne chmury. Grozi jej utrata pracy, a mąż ma wypadek motocyklowy, po którym staje się nieznośnym i apodyktycznym mężczyzną.
Wkrótce za sprawą niezwykłych wydarzeń Jaśmina doznaje przebudzenia, które powoli prowadzi ją do odkrycia prawdy o sobie. Kobieta należy do dwóch światów: realnego i magicznego, do którego wstęp może mieć jedynie za pomocą intuicji.”

Sam tytuł i okładka spowodowały, iż w mojej wyobraźni pojawiła się wizja jaka ta książka niby będzie. Okazało się jednak, że widocznie moja fantazja jest nieco bardziej magiczna, niż fantazja autorki. Nie mniej jednak książka naprawdę mnie wciągnęła. W niektórych momentach nawet zachwycała. Bo też Adrianna Trzepiota wykreowała świat pełen poezji, legend, magii i tajemnic. Ten zachwyt jednak wraz z kolejnymi rozdziałami nieco opadał. Bo niby nadal było magicznie i fasacynująco, ale w miarę jak główna bohaterka coraz bardziej rozkwitała, tak powieść w jakiś sposób coraz bardziej przywiędła. Nie wiem nawet jak to dokladnie specyzować. Ale miałam wrażenie, jakby autorka najpierw miała nieco inny zamysł, a potem pociągnęło ją co innego. Pojawia się jakiś wątek, potem jest jakby porzucony i uwaga przenosi się na coś zupełnie innego. Powieść jest dla mnie jak nieco niedokonczony obraz, z bialymi plamami w kilku miejscach. Zwodzi, kusi, a potem ciach i mówi „innym razem”.
Teraz sobie tak myślę, że ta książka jest nie tylko dla kobiet, ale jest jak kobieta. Zmienna, wielopoziomowa, trochę chaotyczna i nielogiczna, a jednocześnie piękna i pociągająca. Taka właśnie kobieca.